„Jedyne, czego możemy się spodziewać ze strony Niemiec (...) to noża w plecy” – napisał w serwisie X Jarosław Kaczyński. Kontekst? 17 czerwca ministrowie obrony Polski i Niemiec podpiszą umowę o współpracy wojskowej. Dzień wcześniej w Berlinie demonstrował Ruch Obrony Granic. Kiedy niemiecka policja zainterweniowała, politycy PiS stanęli za Robertem Bąkiewiczem murem.

Reklama
Reklama

„Takie działania kompromitują niemieckie władze. Jeśli w stolicy Niemiec przeszkadza się Polakom w oddaniu hołdu pomordowanym rodakom, to mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko niezręcznością urzędniczą. Oczekuję natychmiastowej reakcji polskiego rządu. Ambasador RFN powinien zostać wezwany do MSZ, a strona niemiecka powinna publicznie przeprosić i wyjaśnić, dlaczego pamięć o polskich ofiarach została potraktowana w taki sposób. Miliony Polaków zostały zamordowane przez Niemcy. Ich pamięć nie podlega negocjacjom” – oświadczył Przemysław Czarnek, kandydat PiS na premiera, za którym podążają kolejni politycy partii.

Robert Bąkiewicz zademonstrował, jak nie upamiętniać polskich ofiar niemieckiej okupacji

Uporządkujmy fakty. Robert Bąkiewicz – wbrew temu, co powtarzają za nim politycy PiS – nie chciał upamiętnić polskich ofiar niemieckiej okupacji. Tak się tego nie robi. To była prowokacja. Ignorując polecenia policji, która zaproponowała zorganizowanie zgromadzenia w innym miejscu, Ruch Obrony Granic ruszył z drewnianym krzyżem pod Głaz Pamięci (to kilkaset metrów od siedziby Bundestagu, na granicy strefy wyłączonej z prawa do zgłoszonych lub spontanicznych manifestacji; właśnie tu ma stanąć pomnik). Rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maciej Wewiór poinformował, że na miejscu był konsul, który ustalał okoliczności zdarzenia i powody zatrzymania aktywistów. 

Robert Bąkiewicz jest cyniczny, a PiS – głupi. Taką prawicę od polityki historycznej należy trzymać jak najdalej. Słusznie przypomina się, że istnieje różnica pomiędzy tym, co zrobił Robert Bąkiewicz, a np. akcją oddziału Instytutu Pileckiego w Berlinie, który 2 maja zawiesza polską flagę na Kolumnie Zwycięstwa – nie towarzyszą temu przepychanki z policją. 

Transformacja PiS w Telewizję Republika i Ruch Obrony Granic postępuje. Jarosław Kaczyński liczy na antyniemieckie nastroje

Czy niemiecka polityka historyczna jest dla Polski wyzwaniem? Owszem. Czy awantura rozwiązuje problem? Nie. Ruch Obrony Granic nie sprawił, że pomnik stanie szybciej, a wiedza Niemców na temat polskich ofiar okupacji wzrośnie.

Proszę sobie teraz wyobrazić obserwujących marsz Bąkiewicza mieszkańców Berlina: jest to dla nich niezrozumiałe. Chciałoby się napisać: pięknie się przedstawił przed milionami słuchaczy. Ale politykom PiS oraz Bąkiewiczowi nie chodzi o pamięć. Zaś „Ratunku! Na pomoc! Niemcy mnie biją” pozostaje od lat jedynym pomysłem prawicy na politykę wobec Berlina. 

Czytaj więcej

Reportaż ze Słubic: Granice cierpliwości

Nie ma tzw. efektu Czarnka, PiS liczy więc na antyniemieckie nastroje, bo wywołanie ich jest najprostsze. Ale w rzeczywistości obsługuje emocje bańki. Badania Instytutu Zachodniego pokazały, że Polacy – dla których zresztą pamięć jest ważna – w ocenie relacji z zachodnim sąsiadem nie są skrajni, a pragmatyczni

Transformacja prawicy w Telewizję Republika i Ruch Obrony Granic postępuje. PiS właściwie nie potrafi w tej chwili zagospodarować żadnego tematu. Jest tak śmieszny, jak Tomasz Sakiewicz, który ogłasza, że trzeba światu opowiedzieć o bojkocie niemieckich firm przez jego telewizję. PiS nie ma też polityki wobec Niemiec, tylko antyniemiecką obsesję, która – muszę przyznać – mierzi mnie, a napisałam dostatecznie wiele tekstów o problemie, jakim jest niemiecka polityka historyczna, by móc to wyrazić. Podczas gdy wybór jest prosty: albo pożądana asertywność wobec Niemiec, albo pajacowanie.