Jest nowa afera. Robert Bąkiewicz z grupą aktywistów Ruchu Obrony Granic (ROG) udał się do Berlina, by tam – bez stosownych zgód – zorganizować marsz, w czasie którego przypominał zbrodnie niemieckie, wznosił antyniemieckie hasła, a także zamierzał ustawić krzyż obok pomnika polskich ofiar. Niemiecka policja zareagowała zgodnie z przepisami i (nie ma co ukrywać) brutalnie przerwała tę akcję. Bąkiewicz – nie oceniam jego stanu zdrowia po policyjnej interwencji, bo go nie znam – ma więc na koncie sukces. Filmy, które nagrał, przedstawiają go w oczach jego zwolenników jako bohatera, znowu jest o nim głośno i można snuć historię prześladowania Polaków przez Niemców. Lider ROG ugrał swoje.
Akcja Roberta Bąkiewicza czyni z krzyża znak sporu. To nie jest chrześcijańskie
A jeśli czegoś żal, to tylko symbolu krzyża, który został całkowicie instrumentalnie, niezgodnie ze swoim symbolicznym znaczeniem, wykorzystany. Krzyż nie jest plemiennym, politycznym totemem, pod którym niezmiennie przypominamy swoje krzywdy, ale znakiem pojednania i przebaczenia. Przebaczenie zaś oznacza – w życiu prywatnym, ale też publicznym – że nie wykorzystujemy przeszłości (w tym realnych win) przeciwko drugiemu. To nie oznacza ani zapomnienia, ani udawania, że nic się nie stało. Postawa przebaczenia pozostaje też jednym z istotnych elementów Ewangelii, bo codziennie w modlitwie „Ojcze Nasz” powtarzamy „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”.
Czytaj więcej
Robert Bąkiewicz jest cyniczny, a to, co robi PiS, po prostu głupie. W Berlinie nie chodziło o ofiary. Celem była zadyma. Transformacja prawicy w T...
Kościoły chrześcijańskie Polski i Niemiec właśnie pod znakiem krzyża budowały pojednanie polsko–niemieckie, które nawet jeśli nie jest doskonałe ani pełne, to pozostaje symbolem możliwości historycznego pojednania między narodami. Zapewne można je było zrobić lepiej, ale słowa polskich biskupów do biskupów niemieckich: „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” pozostają jednym z najmocniejszych dowodów na to, że przebaczenie jest możliwe. Niestety, akcje takie jak Bąkiewicza, neopogańskie, totemiczne użycie krzyża przez aktywistów, czynią z niego znak sporu. A to nie jest chrześcijańskie.
Warto też przypomnieć, że na marsze – w każdym kraju – trzeba mieć stosowne zgody, a jeśli się ich nie ma, to spotyka się z policją. Można oczywiście oburzać się, że niemiecka policja jest brutalna, ale jak się wybiera na „marsz na Berlin”, zamierza łamać przepisy, to warto o tym pamiętać. A nie chować za krzyżem – wielkie hasła nic tu nie zmieniają.
Czytaj więcej
Ruch Obrony Granic postanowił zdobyć Berlin drewnianym krzyżem. Nie udało się. Siły były zbyt skromne, a formalności nie zostały dopełnione. Może g...
III wojna światowa wymaga sojuszy. Nasz spór z Niemcami ucieszy tylko Putina
Na koniec warto powiedzieć, że jako akcja promocyjna Ruchu Obrony Granic cała ta historia jest oczywiście zrozumiała. O Robercie Bąkiewiczu i jego kumplach jest znowu głośno, a PiS może – w dniu podpisania porozumienia z Niemcami – budować antyniemiecką narrację. To jednak co całkowicie zrozumiałe z perspektywy bieżącej partyjnej polityki, kompletnie nie sprawdza się jako element budowania polityki historycznej i polityki bezpieczeństwa. Jak to w przypadku wielu histerycznych akcji części polskich środowisk określających się mianem patriotycznych, to działanie może cieszyć jedynie Putina. Im bardziej Polska skłócona z sąsiadami, tym dla niego lepiej.
I żeby nie było wątpliwości, to wcale nie oznacza, że nie powinniśmy domagać się jakiejś formy reparacji wojennych, że nie możemy i nie powinniśmy prowadzić własnej polityki historycznej, ani że niedopuszczalne jest jej wykorzystywanie w innych sferach. To święte prawo każdego państwa. Trzeba to jednak robić rozumnie i pamiętać, że żyjemy w czasie III wojny światowej w kawałkach, a ta wymaga sojuszy. Samotni nie poradzimy sobie z zagrożeniem, jakim jest dla świata putinizm.