Nie trzeba być współczesnym Talleyrandem, aby zrozumieć, dlaczego PiS przedstawił właśnie teraz zarys polityki migracyjnej przewidujący jej zaostrzenie i skupiający się na narzędziu dbania o homogeniczność społeczeństwa, jakim są deportacje, w szczególności deportacje młodych mężczyzn z Ukrainy. Wszyscy czytamy te same sondaże, z których wynika, że temperatura uczuć między Polakami a Ukraińcami obniżyła się na tyle, że coraz częściej między naszymi społeczeństwami wieje chłodem. Wszyscy też widzieliśmy obrazki z Ceuty, którą dosłownie zalała fala imigrantów. PiS wykorzystuje więc resentyment wobec Ukraińców i lęki przed nielegalną migracją do tego, by ugrać na niechęci i strachu polityczne punkty, pamiętając nauki Machiavellego, który w „Księciu” przekonywał, że strach jest skuteczniejszym narzędziem sprawowania władzy niż miłość.

Reklama
Reklama

Słabość planu PiS: Grzegorza Brauna nie da się obejść z prawej strony, bo na prawo od niego jest tylko ściana

Ów genialny plan odzyskania utraconego po frondzie Mateusza Morawieckiego poparcia w sondażach ma jednak dość istotne wady, a Tobiasz Bocheński et consortes powinni pamiętać radę Ryszarda Ochódzkiego przekonującego zawodniczki klubu „Tęcza”, że plusy nie powinny przesłaniać minusów. Najpoważniejszą słabością tego planu jest to, że PiS realizuje go w zasadzie od roku, czyniąc swoimi twarzami polityków takich jak Przemysław Czarnek, Patryk Jaki czy nawet Dariusz Matecki – i jedynym jak dotąd widocznym efektem tej strategii jest rozłam, do którego doszło w partii. Próba obejścia Grzegorza Brauna i Konfederacji Korony Polskiej z prawej strony jest koncepcją karkołomną z tego powodu, że na prawo od Brauna jest już tylko ściana, z którą PiS za każdym razem boleśnie się zderza, przy każdej szarży na pozycje radykalne.

Czytaj więcej

Incydenty pogłębiają przepaść między Polakami i Ukraińcami. Tak rodzi się wrogość

Mało tego – Jarosław Kaczyński popełnia ten sam błąd, który popełnił Donald Tusk i KO, próbujący zrobić w czasie wyborów prezydenckich z Rafała Trzaskowskiego konserwatystę. Próba wejścia w nieswoje buty i wtedy, i teraz kończy się wyciągnięciem na pierwszy plan kwestii, które tylko umacniają tych, z którymi się walczy. W przypadku Trzaskowskiego narzucenie konserwatywnego dyskursu w kampanii prezydenckiej służyło autentycznemu w tym dyskursie Karolowi Nawrockiemu, a nie kandydatowi KO.

W przypadku PiS jest podobnie, choć w partii tej są politycy, w przypadku których proponowany radykalny dyskurs jest autentyczny (głównie środowisko dawnej Suwerennej/Solidarnej Polski). Problemem PiS jest jednak to, że partia jako całość po ośmiu latach rządów, w czasie których wspierała Ukrainę, nie wyszła z UE i sprowadzała do pracy w Polsce setki tysięcy imigrantów, jest jako siła radykalna umiarkowanie wiarygodna. A już na pewno mniej wiarygodna niż Grzegorz Braun, który nie dość że powie zawsze o jedno zdanie więcej niż PiS (np. nazwie Ukrainę wrogiem Polski), to jeszcze stoi za nim bezcenny w takich warunkach argument: „ja jeszcze nie rządziłem”. W efekcie PiS, napierając na prawą ścianę, osiąga tyle, że zwraca uwagę opinii publicznej na tematy, które pompują poparcie dla partii Brauna. A jednocześnie zraża do siebie bardziej pragmatycznych wyborców prawicy, dla których ofertę przygotowuje właśnie Morawiecki.

Gdyby PiS chciał być konsekwentny w swoich propozycjach, musiałby dążyć do normalizacji relacji z Rosją

Drugim minusem ksenofobicznej polityki oferowanej przez PiS jest fakt, że jest ona po prostu niezgodna z polską racją stanu i trudno się spodziewać, że ewentualny przyszły rząd PiS byłby w stanie przy niej wytrwać. Dlatego że radykalna antyeuropejskość, ochładzanie relacji z Ukrainą, jawna wrogość wobec Niemiec – wszystko to razem doprowadza do sytuacji, w której, jeśli nie chcemy znaleźć się otoczeni samymi wrogami, musielibyśmy znormalizować relacje z Rosją. Co zresztą proponuje wspomniany Braun. Tymczasem PiS pozycjonuje się obecnie jako partia antyniemiecka, antyeuropejska, antyukraińska przy zachowaniu tradycyjnej wrogości wobec Rosji. W tej wersji polityki zagranicznej naszym sojusznikiem pozostaje przede wszystkim Bałtyk, przez który – w razie czego – można próbować dostać się do Szwecji. Jest to oczywiście jakaś koncepcja, ale trudno nie odnieść wrażenia, że nie jest z punktu widzenia Polski optymalna.