Postanowieniem Trybunału Konstytucyjnego z 18 listopada 2014 r. (sygn. akt Ts 263/13) odmówiono nadania biegu skardze na brak waloryzacji wysokości stawek za pomoc prawną świadczoną z urzędu przez adwokatów i radców prawnych. Wskazano w nim, że „adwokaci i radcy świadczący pomoc prawną realizują misję społeczną. A z art. 17 konstytucji stanowiącego, że zawody zaufania publicznego mogą tworzyć samorządy zawodowe, można wnosić o pewnych obowiązkach publicznoprawnych ciążących na członkach korporacji radców prawnych (adwokatów) i istotnej roli zawodów prawniczych w procesie wymiaru sprawiedliwości. To zaś oznacza, że wraz ze Skarbem Państwa powinny one ponosić ciężar udzielania pomocy prawnej osobom, których ze względu na sytuację materialną na nią nie stać" .

Sama odmowa zbadania konstytucyjności zamrożenia wysokości wynagrodzenia prawników za sprawy z urzędu wydaje się zrozumiała. Budżet państwa jest zawsze napięty, brakuje pieniędzy na ratowanie życia i zdrowia obywateli, co dopiero na podwyżki dla zamożnych adwokatów. Jednak uzasadnienie tej decyzji napawa grozą. Czy lekarze powinni wraz ze Skarbem Państwa ponosić ciężar udzielania pomocy medycznej osobom ubogim, a architekci powinni współfinansować budowę dróg, aby ubodzy mogli nimi jeździć? Przecież lekarze i architekci są także zawodami zaufania publicznego i tworzą samorząd zawodowy. Może przerzućmy ciężar funkcjonowania państwa na wszystkie samorządy zawodowe, bo przecież realizują one misję społeczną. Organy władzy państwowej będą wówczas mogły zająć się sobą, a może ustalić jeszcze korzystniejsze zasady waloryzacji swojego wynagrodzenia.

Zgodnie z art. 6 ustawy z 1 sierpnia 1997 r. o Trybunale Konstytucyjnym (DzU nr 102, poz. 643 ze zm.): Wynagrodzenie zasadnicze sędziego Trybunału stanowi wielokrotność podstawy ustalenia tego wynagrodzenia, z zastosowaniem mnożnika 5,0. Podstawę ustalenia wynagrodzenia zasadniczego sędziego Trybunału w danym roku stanowi przeciętne wynagrodzenie w drugim kwartale roku poprzedniego, ogłaszane w Dzienniku Urzędowym RP Monitor Polski przez prezesa Głównego Urzędu Statystycznego na podstawie art. 20 pkt 2 ustawy z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (DzU z 2004 r. nr 39, poz. 353 ze zm.). Jeżeli przeciętne wynagrodzenie, o którym mowa w ust. 3, jest niższe od przeciętnego wynagrodzenia ogłoszonego za drugi kwartał roku poprzedzającego – przyjmuje się podstawę ustalenia wynagrodzenia zasadniczego sędziego Trybunału w dotychczasowej wysokości.

Łatwo zatem utrzymywać stawki w wysokości 60 czy 120 zł za prowadzenie sprawy z urzędu, kiedy własne wynagrodzenie wzrasta co roku. Oczywiście w rozporządzeniu ministra sprawiedliwości z 28 września 2002 r. w sprawie opłat za czynności adwokackie oraz ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej z urzędu (DzU nr 163, poz. 1348 ze zm.) przewiduje się również stawkę w wysokości 7200 zł. Takich spraw z urzędu miałem dwie w ciągu dziewięciu lat.

Sytuacja na rynku prawniczym jest trudna, podobnie jak i w innych dziedzinach gospodarki. Obok wąskiej grupy adwokatów obsługujących wielki biznes, głównie w największych miastach, większość adwokatów uzyskuje wcale nie tak atrakcyjne wyniki finansowe, o których marzą tysiące nowych absolwentów studiów prawniczych. Pozostawienie obecnych stawek za urzędówki na dotychczasowym poziomie oznacza dalszą pauperyzację tego prestiżowego niegdyś zawodu zaufania publicznego, stwarzając złudne wrażenie, że bogaci adwokaci słusznie pomagają biednym obywatelom poszukującym pomocy prawnej. Przerzucanie kosztów tej pomocy na barki prawników nie ma nic wspólnego z zasadą sprawiedliwości, chyba że dodamy „społecznej".

Autor jest starszym wykładowcą w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Sulechowie, adwokatem