Naczelny Sąd Administracyjny w poszerzonym składzie siedmiu sędziów podjął 26 października uchwałę o pozostawieniu bez rozpoznania zagadnienia prawnego dotyczącego wznowienia postępowania w sprawie sędzi Anny Dalkowskiej, o której pisałem tu w ubiegłym tygodniu.

Uzasadnienie sądu i głosy ekspertów każą mi dziś napisać znowu. Że nie ma już ratunku dla naszego nieszczęśliwego kraju.

Kiedy zaczyna obowiązywać orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego?

NSA stwierdził, że orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, które było podstawą wniosku, nie zostało ogłoszone w Dzienniku Ustaw, co „nie ma tylko technicznego znaczenia, lecz stanowi konstytucyjnie określony warunek jego wejścia w życie i wywołania skutków prawnych”.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Prawa obywateli NSA ma tam, gdzie ma

No to przypomnę, że zgodnie z art. 190 konstytucji orzeczenia Trybunału mają moc powszechnie obowiązującą, są ostateczne i podlegają niezwłocznemu ogłoszeniu w organie urzędowym, w którym akt normatywny był ogłoszony. Skoro z „podlegania niezwłocznemu ogłoszeniu” NSA wywiódł, że wykonanie obowiązku przez premiera jest warunkiem wejścia w życie orzeczenia, to bądźmy konsekwentni: złożenie wobec prezydenta ślubowania przez osobę wybraną na stanowisko sędziego Trybunału jest warunkiem objęcia stanowiska – choć co prawda nie konstytucyjnym, tylko ustawowym. A może to są rzeczy nieporównywalne? Tylko jaka jest różnica między tym, że prezydent uchyla się od przyjęcia ślubowania i tym, że premier uchyla się od publikacji orzeczenia?

Ponoć to dzięki ogłoszeniu „zostaje zrealizowana konstytucyjna zasada, że obywatele czerpią wiedzę z dzienników urzędowych, a z tą zasadą powiązana jest zasada powszechnej znajomości prawa”. Naprawdę? Zgodnie z art. 88 ust. 1 konstytucji warunkiem wejścia w życie ustaw, rozporządzeń oraz aktów prawa miejscowego jest ich ogłoszenie. Gdybym był sędzią, a nie jakimś byłym urzędnikiem w todze sędziowskiej, to bym stwierdził, że jest to warunkiem wejścia w życie. A nie warunkiem „wyjścia z życia”.

Dlaczego to obywatel ma ponosić negatywne konsekwencje?

No i przypomnę ponownie, że NSA – zgodnie z art. 184 konstytucji – kontroluje działalność organów administracji publicznej. Może czas, żeby zaczął kontrolować?! Gdybym był sędzią, a nie (…) , to bym skontrolował, czy prezes Rady Ministrów – bez wątpienia organ administracji publicznej – wypełnił obowiązek niezwłocznego ogłoszenia w organie urzędowym orzeczenia TK. A jeśli tego nie zrobił, to czy negatywne konsekwencje niezgodnego z prawem działania organu mogą spadać na obywatela? Bo jeśli organ administracji publicznej określi obywatelowi swoją decyzją zobowiązanie podatkowe niewynikające z ustawy, to NSA taką decyzję uchyli. A przynajmniej powinien. To, że tego przez lata nie robił w przypadku ofiar ulgi meldunkowej to już inna sprawa. Ale jak organ administracji publicznej swoją – było nie było – decyzją o nieogłoszeniu orzeczenia TK uniemożliwia zwrot obywatelowi środków pieniężnych, które zostały mu przez inny organ odebrane bez podstawy prawnej, to czy aby NSA nie powinien zignorować takiej „nie-decyzji”? W państwie prawa powinien. Tak jak my – obywatele – to prawo rozumiemy.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Nieśmiało przypomnę, jakie były początki wojny o TK

Eksperci z kolei podkreślili w mediach, że „tracą nie tylko obywatele”. Skorzystać z wyroku TK nie może „nawet sędzia”, której skarga doprowadziła do jego wydania. „Nawet sędzia”? Otóż sędzia ta, w ogóle nie wiadomo, czy miała legitymację procesową do występowania z takim wnioskiem. To „nawet” powinno się odnosić do obywateli, którzy nie mogą skorzystać z wyroków TK. Choć w przypadku wspomnianych ofiar ulgi meldunkowej słowo „skorzystać” nie jest właściwe. Skorzystało państwo pozbawiając ich pieniędzy. Zwrot tych pieniędzy to dla nich żadna „korzyść”, tylko przywrócenie stanu zgodnego z prawem sprzed jego naruszenia.

Ważniejszy od proponowanego przez niektórych resetu Trybunału Konstytucyjnego, byłby reset Naczelnego Sądu Administracyjnego. Gdyby kontrolował on działalność organów administracji publicznej pod kątem ich zgodności z konstytucją, to Trybunał nie byłby w ogóle potrzebny.

Autor jest adwokatem i doradcą podatkowym, profesorem Akademii Łazarskiego