Z tego artykułu dowiesz się:
- W jaki sposób można zwiększyć dochody państwa bez podnoszenia nominalnych stawek podatkowych?
- Ile można zyskać na uszczelnieniu systemu podatkowego, ograniczeniu szarej strefy i reformie samozatrudnienia.
- Jakie oszczędności mogłoby dać ograniczenie zatrudnienia i zamrożenie wynagrodzeń w sferze budżetowej.
- Ile państwo mogłoby zaoszczędzić na zmianach w programie 800+, likwidacji 13. i 14. emerytury oraz reformie systemu emerytalnego?
– Optymalna strategia konsolidacji powinna się opierać na zrównoważonym połączeniu różnych instrumentów, zarówno lepszym ukierunkowaniu wydatków i uszczelnianiu systemu podatkowego – mówi Szymon Fabiański, ekspert w departamencie analiz ekonomicznych PKO BP. – Czas na stopniowe dostosowania jest jednak coraz bardziej ograniczony, a perspektywa gwałtownej, wymuszonej konsolidacji coraz bardziej realna. Taki scenariusz istotnie osłabiłby wzrost gospodarczy, dodatkowo utrudniając naprawę finansów publicznych. Przykładem jest obecnie Rumunia, lepiej uniknąć takiego scenariusza – podkreśla.
Polskie finanse publiczne znalazły się na niebezpiecznej ścieżce. Plan rządu na 2027 r. zakłada, że deficyt całego sektora finansów publicznych sięgnie 7,1 proc. PKB, czyli tyle, ile w tym i zeszłym roku. W efekcie dług publiczny wciąż rośnie i ma nadal zwiększać się szybciej niż gospodarka. W przyszłym roku jego relacja do PKB ma sięgnąć już 75 proc., a w perspektywie kilkunastu lat istnieje ryzyko przekroczenia poziomu 100 proc. PKB.
Czytaj więcej
Mimo że bank centralny stopniowo zmniejsza portfel papierów skarbowych, w jego bilansie wciąż pozostaje ogromna kwota. Szybsza sprzedaż mogłaby jed...
Mimo skali problemów rząd nie przedstawił dotąd przekonującego, wieloletniego planu konsolidacji fiskalnej, który wskazywałby, jak zamierza trwale ograniczyć deficyt. Reszta klasy politycznej też nie grzeszy dbałością o stan kasy państwa. Dlatego „Rzeczpospolita” przygotowała dla polityków podpowiedź: zestaw propozycji ekonomistów jak naprawić finanse publiczne. Nie jest to gotowy program reform, a bardziej katalog możliwych działań wraz z szacunkami ich skutków. Nie są to łatwe ani proste rozwiązania. Od polityków zależy jednak, czy zdecydują się na stopniowe, rozłożone w czasie dostosowania, czy będą czekać, aż sytuacja zmusi ich do znacznie bardziej bolesnych decyzji.
Wyższe wpływy z podatków, nie tylko przez podnoszenie stawek
Po stronie dochodowej podstawową propozycją może być podniesienie efektywnych stawek powszechnych podatków: VAT, CIT i PIT. Według szacunków PKO BP wzrost efektywnej stawki każdego z tych podatków o 1 pkt. proc. mógłby łącznie poprawić saldo finansów publicznych o 1,2 proc. PKB. W przeliczeniu na złote, przy obecnej wielkości polskiej gospodarki, oznaczałoby to około 50 mld zł rocznie. Największy potencjał dochodowy ma VAT (0,6 proc. PKB), a następnie PIT (0,4 proc. PKB) i CIT (0,2 proc. PKB).
Ważne zastrzeżenie: wzrost efektywnych stawek podatków nie oznacza automatycznie podwyższenia stawek nominalnych. Chodzi o zwiększenie rzeczywistych wpływów z podatków, przede wszystkim przez ograniczenie preferencyjnych stawek i wyjątków. W polskim systemie jest ich całe mnóstwo, i to w każdym z głównych podatków. Marcin Luziński, ekonomista Erste Bank Polska, wskazuje, że dobrym przykładem może być obniżona stawka VAT dla branży beauty, która kosztuje budżet około 200 mln zł rocznie. Trudno uznać, że jest to preferencja niezbędna społecznie.
W odniesieniu do PIT ekonomiści postulują również brak waloryzacji progów podatkowych. To rozwiązanie odwrotne do postulatów obniżania obciążeń podatkowych, ale mogłoby poprawić saldo finansów publicznych o około 0,1 proc. PKB, czyli 4 mld zł rocznie. W przypadku akcyzy warto natomiast rozważyć dalsze podwyżki podatków od tzw. złej konsumpcji, w tym alkoholu, papierosów i napojów słodzonych.
Czytaj więcej
Rząd zgodził się na korzystniejsze dla przemysłu zasady podziału 4,8 mld zł pomocy na obniżenie cen energii. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, ma to z...
Samozatrudnienie i szara strefa. Tu też są miliardy
– Po stronie dochodowej należy przede wszystkim uporządkować i zbliżyć się do ujednolicenia zasad opodatkowania i oskładkowania dochodów, niezależnie od formy prawnej, w oparciu o którą realizowana jest aktywność zarobkowa – wylicza Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. Wdrożenie takiego rozwiązania wymagałoby głębokiej reformy, w tym ograniczenia preferencyjnego opodatkowania samozatrudnienia, zmian w ryczałcie i systemie składek na ZUS. Byłaby to zmiana trudna politycznie, ale potencjalnie dochodowa. – W zależności od przyjętego wariantu reformy mogłaby przynieść budżetowi nawet 15 mld zł dodatkowych dochodów rocznie – szacuje Marcin Luziński.
Kolejnym źródłem wpływów do publicznej kasy jest uszczelnienie systemu podatkowego. PKO BP szacuje, że ograniczenie luki VAT do 5 proc. mogłoby poprawić saldo sektora o około 0,5 proc. PKB, czyli 21–22 mld zł rocznie. Z kolei Mariusz Zielonka z Konfederacji Lewiatan wskazuje na szeroko rozumianą szarą strefę. Według jego szacunków, dzięki połączeniu kija i marchewki można byłoby ograniczyć ją o 1–2 pkt. proc. PKB, wobec około 18 proc. PKB obecnie. Przyniosłoby to 8–15 mld zł dodatkowych dochodów rocznie netto.
„Kij” oznaczałby m.in. skuteczniejsze działania służb podatkowych, „marchewką” mogłaby być natomiast ulga w PIT dla gospodarstw domowych za udokumentowane fakturą usługi remontowo-budowlane (na wzór szwedzkiego rozwiązania ROT-avdrag).
Czytaj więcej
Najlepiej byłoby mieć niski deficyt budżetowy i rozdawać pieniądze kolejnym grupom wyborców. Czy politycy i ich wyborcy wiedzą, że jedno wyklucza d...
Audyt wydatków. Sprawdzić, na co idą pieniądze
Po stronie wydatkowej lista możliwych działań wydaje się jeszcze dłuższa. Obejmuje zarówno ogólne propozycje, jak i bardziej szczegółowe rozwiązania. W tej pierwszej kategorii mieści się przede wszystkim przegląd i audyt efektywności wydatków budżetowych. – Tu drzemią duże oszczędności, i to bez kosztu społecznego – zaznacza Mariusz Zielonka z Lewiatana. Plan budżetu państwa na 2027 r. zakłada niemal 978 mld zł wydatków, gdyby udało się ograniczyć je o skromne 0,5–1 proc., oznaczałoby to 5–10 mld zł oszczędności. W odniesieniu do całego sektora finansów publicznych potencjał byłby jeszcze większy i mógłby sięgnąć 10–20 mld zł rocznie.
Wśród bardziej konkretnych propozycji powraca racjonalizacja wydatków na administrację publiczną, a szerzej – na sferę budżetową. Według wyliczeń PKO BP zamrożenie funduszu wynagrodzeń w sektorze publicznym mogłoby poprawić saldo o około 1,5 proc. PKB, czyli nawet 60–65 mld zł rocznie. Chodzi przy tym nie tylko o płace urzędników, ale również nauczycieli, policjantów i innych pracowników sektora publicznego.
Czytaj więcej:
Największe spółki mają płacić 22 proc. podatku, progi w skali PIT nie będą zwiększane co roku o wskaźnik inflacji, znika przepis o 17-proc. ryczałc...
Pro
Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, wskazuje także na potencjał oszczędności wynikających z redukcji zatrudnienia w administracji. Ograniczenie liczby pracowników o około 10 proc. w ciągu kilku lat mogłoby przynieść 4–6 mld zł oszczędności rocznie. Cyfryzacja, automatyzacja i AI pozwalają bowiem świadczyć podobny zakres usług przy mniejszej liczbie pracowników. Nie chodzi przy tym o masowe zwolnienia, lecz przede wszystkim o nieobsadzanie wakatów i wykorzystywanie naturalnych odejść z pracy.
Obrona i transfery socjalne pod lupą
Wydatki na obronność mają w 2027 r. wynieść około 198 mld zł, czyli 4,5 proc. PKB. Ekonomiści podkreślają, że o ile konieczność podnoszenia tych nakładów jest bezdyskusyjna, o tyle warto przyjrzeć się ich efektywności. Proponują więc lepsze rozłożenie zakupów w czasie, przegląd kontraktów pod kątem realnych możliwości dostaw i absorpcji sprzętu, a także większe wykorzystanie krajowej produkcji i środków unijnych z programu SAFE. Piotr Arak szacuje, że stopniowe obniżenie wydatków na obronność o 0,3–0,5 pkt. proc. PKB oznaczałoby około 13–21 mld zł oszczędności rocznie.
Druga wielka kategoria wydatków, w której aż prosi się o racjonalizację, to transfery socjalne. Na stole pojawiają się takie pomysły jak rezygnacja z 13. i 14. emerytury, dzięki czemu budżet mógłby zaoszczędzić około 32 mld zł rocznie. Inna propozycja to wprowadzenie kryterium dochodowego w programie 800+ lub powiązanie świadczenia z aktywnością zawodową rodziców. Według Fundacji FOR oszczędności mogłyby wynieść 13–30 mld zł rocznie, zależnie od wariantu zmian.
Z kolei ograniczenie waloryzacji świadczeń społecznych do minimalnego poziomu przewidzianego przez prawo, bez dodatkowych podwyżek, mogłoby – według szacunków PKO BP – poprawić saldo finansów publicznych o około 0,5 proc. PKB, czyli ok. 20 mld zł.
Czytaj więcej
Wydatki budżetowe spadają, a dochody budżetu państwa rosną, ale nie na tyle, by zahamować narastanie dziury budżetowej. Po dziewięciu miesiącach de...
Wiek emerytalny i KRUS. Trudne reformy, duże skutki
Według ekonomistów, państwo nie powinno też uciekać od tematu wydatków emerytalnych, zwłaszcza w kontekście zapaści demograficznej w Polsce. Marcin Zieliński, wiceprezes Fundacji FOR ocenia, że konieczny jest powrót do debaty o reformie emerytalnej. Powinna ona zakładać stopniowe podwyższanie i zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 67 lat. Potrzebny jest również przegląd przywilejów emerytalnych dla poszczególnych grup zawodowych oraz odrębnych systemów ubezpieczeniowych, w tym KRUS. Przyniosłaby to duże, choć rozłożone w czasie, oszczędności szacowane na 0,3–1 proc. PKB, czyli nawet 12–40 mld zł rocznie.
Listę propozycji ekonomistów można uzupełnić o mniej konwencjonalne działania. To przykładowo powrót do debaty o euro w Polsce (co prawdopodobnie obniżyłoby rentowność obligacji SP i koszty obsługi długu), albo dokończenie prywatyzacji. Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP, postuluje takie zmiany w podatku bankowym, by pobudzić inwestycje, co docelowo zwiększyłoby dochody publiczne.