Projekt przygotowany przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii ma być odpowiedzią na wieloletni spór między samorządami a inwestorami o faktyczne przeznaczenie budynków zbiorowego zakwaterowania. W założeniu chodzi o ukrócenie praktyki oferowania lokali, które formalnie nie są mieszkaniami, lecz w praktyce pełnią właśnie taką funkcję. W jednych miastach to przechodzi, w innych nie, a spór doczekał się już rozstrzygnięć sądowych.

Czytaj więcej

Pojedynczego mieszkania w aparthotelu już się nie kupi

Co z inwestycjami już zrealizowanymi?

To, że przy budynku powinny być miejsca parkingowe czy choć odrobina zieleni, jest od lat standardem planowania. Problem w tym, że projekt oznacza zmianę zasad gry także dla inwestycji już zaplanowanych lub zrealizowanych oraz ma uzależniać ich powodzenie od uchwał gmin, odnoszących się do danej inwestycji. Trudno uznać to za stabilne środowisko dla przedsiębiorców, którzy oczekują przewidywalności, a nie niepewności, czy uda się zrealizować przedsięwzięcie.

Samorządy od dawna patrzą na aparthotele niechętnie – nie bez powodów. Tam, gdzie formalnie powstaje „hotel”, a faktycznie zaczynają mieszkać ludzie, pojawić się może presja na szkoły, przedszkola czy transport publiczny. Tyle że podobne problemy występują również w starym budownictwie, gdzie infrastruktura od dawna nie nadąża za potrzebami.

Czytaj więcej

Rząd uderza w patodeweloperów, ale zaboli też uczciwych inwestorów

Najwięcej wątpliwości budzi sposób potraktowania inwestorów, którzy działali zgodnie z dotychczasowymi przepisami. Jeśli państwo wysyła sygnał, że nawet zaawansowane projekty mogą zostać objęte nowymi zasadami, trudno mówić o budowaniu zaufania do prawa.

Kolejny pomysł dotyczący mieszkań 

Warto jednak spojrzeć na ten problem szerzej. Od lat pojawiają się kolejne, fragmentaryczne pomysły: uwalnianie gruntów publicznych, dyskusje o podatkach od wielu mieszkań, temat katastru czy regulacje najmu krótkoterminowego. Każdy dotyka części rynku, ale żaden nie tworzy spójnej strategii. Tymczasem główne bariery pozostają te same: ograniczona podaż gruntów, bardzo wysokie ceny ustalane przez miasta, przewlekłe procedury i niewydolny nadzór nad sposobem użytkowania lokali.

Czytaj więcej

Mrożący efekt sporu Warszawy z J.W. Construction

Zamiast zwiększenia dostępności mieszkań mamy kolejną regulację, która może ograniczyć jedną z form korzystania z lokali. Patologie wymagają reakcji, ale ich eliminacja nie rozwiąże problemu. Bez większej dostępności gruntów i usprawnienia procesu inwestycyjnego efekt może być odwrotny.

Problem mieszkań zlikwiduje demografia?

Polityka mieszkaniowa od lat przypomina działania podejmowane pod presją bieżących problemów i cykli wyborczych. Bez jasno określonych priorytetów kolejne zmiany będą jedynie korektą fragmentu rzeczywistości. A problem dostępności mieszkań może rozwiązać nie ustawodawca, lecz demografia – choć raczej nie w dużych miastach, gdzie koncentruje się życie społeczne i gospodarcze.