Problem z tzw. miejscami zdublowanymi w Trybunale Konstytucyjnym to konsekwencja wykreowania narracji o „sędziach dublerach”, która znacząco przyczyniła się do rozchwiania systemu demokratycznych instytucji państwa. Przywrócenie ich stabilności wymaga rozwiania wszelkich wątpliwości w tym względzie. Prowadzenie publicystycznych dywagacji „o monarchicznym dziedziczeniu tytułów” nie przybliża nas jednak do tego celu.

Poprzez odwołanie do „dziedziczności w monarchii” dr Marcin Krzemiński stara się zakwestionować („Nie mylmy kadencji z dynastią”, „Rzeczpospolita” z 10 kwietnia 2026 r.) część narracji „o sędziach dublerach” („Czy w składzie TK mamy nowego „sędziego dublera”, „Rzeczpospolita” z 2 kwietnia 2026 r.). Podważa on tezę, zgodnie z którą kolejna osoba wybrana na sędziego TK w miejsce „sędziego dublera” miałaby być nowym „dublerem”, co skrótowo określiłem jako „swoiste dziedziczenie miejsca zdublowanego”. To z kolei wywołało u mojego polemisty skojarzenie z „monarchiczną dziedzicznością tytułów”.

Czytaj więcej

Prof. Marek Dobrowolski: Czy w składzie TK mamy nowego „sędziego dublera”?

Idąc tym tropem można jednak stwierdzić, że w monarchii – gdzie zwyczaj i prawo zwyczajowe odgrywały kluczową rolę – o wiele łatwiej byłoby ustalić logiczne zasady dziedziczenia niż dziś skutecznie zamknąć spór o TK. Od wielu już lat niszczone są bowiem w Polsce wszelkie przejawy dobrych obyczajów.

Czy koncepcja  „dziedziczności miejsca zdublowanego” w TK ma oparcie w prawie?

Zasadniczym twierdzeniem Autora polemiki wobec opisanej przeze mnie „dziedziczności miejsca zdublowanego” jest to, że nie ma ono „pokrycia w polskim prawie”. Z zadowoleniem przyznaję, że w pełni zgadzam się z takim ujęciem. Uważam jednak, że nie tylko „owa dziedziczność”, ale cała koncepcja „sędziego dublera” nie ma oparcia w polskim systemie prawa.

Autor polemiki stara się wykazać, że kwestia „sędziów dublerów” zdezaktualizowała się z chwilą, gdy od wyboru sędziów TK, którzy nie złożyli ślubowania minęło 9 lat, bo tym samym zakończyła się ich kadencja. Niestety nie wyjaśnia z jakich powodów przyjmuje, że kadencja sędziów, którzy nie objęli urzędu już upłynęła! Należy bowiem zapytać: czy ci sędziowie – których kadencja rzekomo się zakończyła – orzekali w TK? Następnie, skoro – jak twierdzi Autor – już zakończyła się ich kadencja, to czy przeszli oni w stan spoczynku? Czy pobierają z tego tytułu – przysługujące sędziom w stanie spoczynku – wynagrodzenie? Tego rodzaju pytania można mnożyć, a odpowiedź musi budzić konfuzję.

Dr Krzemiński pyta o podstawę prawną przywoływanych przeze mnie tez. Takie samo pytanie również i ja mógłbym mu zadać. Jakie więc „pokrycie w polskim prawie” ma teza o tym, że kadencja, która nigdy się nie rozpoczęła uległa już zakończeniu?

Czytaj więcej

Jan Skoumal: Poprzecznie-prążkowani turbo-sędziowie Trybunału Konstytucyjnego

Oczywiście, różnie można oceniać poszczególne elementy całej złożonej sytuacji prowadzącej do podwójnego wyboru sędziów TK w 2015 r. na pięć stanowisk. Jedno można jednak stwierdzić bez ryzyka pomyłki – kadencja pięciu sędziów, którzy nie złożyli ślubowania w ogóle się nie rozpoczęła. Potwierdzają to przywołane powyżej elementarne fakty. Wprost stwierdził to TK w wyroku z 3 grudnia 2015 r. (K 34/15), wskazując, że wybór dokonany przez Sejm „czyni sędziego TK”, nawet – uwaga – „jeżeli nie rozpoczął jeszcze kadencji i nie objął urzędu”. Wyraźnie zatem TK odróżnia wybór sędziego od rozpoczęcia przez niego kadencji. Ponadto TK złożenie ślubowania określił jako „czynność doniosłą prawnie”. Przypomnieć można również, że wspominany w polemice Roman Hausner, już po wyborze na sędziego TK, wobec nie złożenia ślubowania, orzekał w dalszym ciągu w NSA, czego nie mógłby czynić, gdyby był sędzią TK.

Roman Hausner, już po wyborze na sędziego TK, wobec niezłożenia ślubowania, orzekał w dalszym ciągu w NSA, czego nie mógłby czynić, gdyby był sędzią TK

Prezentowana przez polemistę teza o „wygaszeniu miejsc zdublowanych” (bo zakończyła się kadencja „sędziów zdublowanych”) nie znajduje zatem oparcia w prawie i w okolicznościach faktycznych. Stanowi więc jeszcze jeden dowód na miałkość narracji o sędziach dublerach. Jest ona na tyle niespójna, amorficzna i „rozciągliwa”, że może być różnie używana w zależności od bieżących okoliczności i zapotrzebowania politycznego. Co czyni ją szczególnie niebezpiecznym narzędziem w destabilizacji polskiego systemu konstytucyjnego. Pamiętajmy, że w innym kontekście politycznym poseł B. Budka twierdził – przeciwnie do tego, co dziś głosi dr M. Krzemiński – że „dubler dublera zawsze pozostanie dublerem” (57 posiedzenie Sejmu RP, 26 stycznia 2018 r.).

Czytaj więcej

Marcin Krzemiński o dublerach w TK: Nie mylmy kadencji z dynastią

Tym samym myli się Autor polemiki przypisując mi pogląd o „dublerstwie”, które jest „dziedziczną klątwą obojętną na upływ czasu”, gdyż takie ujęcie – na innym etapie „walki o praworządność” – głosili zwolennicy narracji o „sędziach dublerach”. Ja tylko wzywałem ich do konsekwentnego głoszenia poglądów niezależnie od okoliczności politycznych.

Na koniec, dr Krzemiński deklaruje, że w jednym się ze mną zgadza – obaj nie akceptujemy określenia „sędzia dubler”. Jednak i tu postrzega on analizowane sprawy nazbyt powierzchownie, gdyż każdy z nas czyni to z zupełnie innych powodów. Dla niego osoba wybrana przez Sejm na stanowisko sędziego TK, a następnie zaprzysiężona przez prezydenta nie jest w ogóle sędzią (dlatego nie może być „sędzią dublerem”). Dla mnie – przeciwnie, bezdyskusyjnie jest ona sędzią, a nie jest „sędzią dublerem”, bo nie zajęła objętego przez inną osobę stanowiska.

Autor jest doktorem habilitowanym nauk prawnych, profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, sędzią Sądu Najwyższego w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych

Czytaj więcej

Sędzia TK o pozwach nowych sędziów. „Sąd pracy nie umożliwi im orzekania”