Został pan w czwartek po raz drugi przewodniczącym Krajowej Rady Sądownictwa. Poprzednio pełnił pan tę funkcję do 2018 r. Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Co zdecydowało, że zgodził się pan kandydować? Bo to, że pana kandydatura zostanie zgłoszona było niemal pewne.

Przeważyły realne potrzeby, które stoją przed Krajową Radą Sądownictwa. To jedna sprawa. Druga to fakt, że nie mamy powtórki tej samej sytuacji, która była osiem lat temu, kiedy rezygnowałem z funkcji przewodniczącego. Okoliczności bardzo się zmieniły i liczę na to, że ta Krajowa Rada Sądownictwa ma dużo mocniejszy mandat, bo pochodzący od środowiska sędziowskiego. Poza tym przez ostatnie osiem lat zdobyliśmy dużo różnych doświadczeń. Jest więc szansa na to, żeby tak ułożyć pracę Rady, że będzie ona funkcjonowała lepiej z punktu widzenia efektywności. Dostrzegamy, że trzeba szerzej konsultować działania KRS i to nie tylko z samym środowiskiem sędziowskim, ale ogólnie ze środowiskiem prawniczym. Trzeba także dać możliwość wypowiadania się obywatelom dostrzegającym wartości ustrojowe, które powinny być chronione. Dużo pracy przed nami.

Wydawało się, że to pierwsze posiedzenie KRS pójdzie gładko, tymczasem do zamieszania doszło przy opiniowaniu zastępcy rzecznika prasowego Rady. Spodziewał się pan?

Nie spodziewałem się. Co do predyspozycji sędziego Bartłomieja Starosty na tę funkcję to uważam, że nie podlegają one dyskusji. Przez wiele lat monitorował przebieg posiedzeń Krajowej Rady Sądownictwa w mediach społecznościowych, działał w Forum Współpracy Sędziów, co świadczy o tym, że ma duże doświadczenie, które akurat dla sprawowania tej funkcji jest potrzebne. Różnica zdań dotyczyła tylko części członków KRS, większość zdecydowanie nie widziała problemu w zaopiniowaniu tej kandydatury. Ważne jest, że każdy miał możliwość przedstawienia swojego poglądu, argumentacji, nikt nikomu nie odbierał głosu. Ci, którzy byli przeciwni, nie przekonali Rady.

Czytaj więcej

Dariusz Zawistowski nowym przewodniczącym KRS. Ujawnił plan na dziś

Jest pan przygotowany na to, że tak będzie też na kolejnych posiedzeniach?

Zobaczymy. Pewnie w dużej mierze będzie to zależało od tego, co będzie przedmiotem postępowania przed Radą. Kwestie typowo osobowe, jak na przykład ocena poszczególnych kandydatów, specjalnych emocji nie powinny budzić. Jeżeli będą podlegały ocenie jakieś kwestie ustrojowe, to można spodziewać się, że atmosfera będzie gorąca.

Od pierwszego dnia Rada ostro wzięła się do pracy, ale może się okazać w przyszłości, że w przypadku na przykład konkursów na wakaty sędziowskie para pójdzie w gwizdek bo nominacji prezydenckich nie będzie…

Nie wykluczam żadnego scenariusza. Teoretycznie może się zdarzyć wszystko. Wydaje mi się jednak, że to zwołanie czwartkowego posiedzenia, udział w nim przedstawiciela prezydenta, który deklaruje, że chce aktywnie uczestniczyć w pracach Rady, bardziej wskazują na to, że ze strony prezydenta nie będzie kwestionowania, co do zasady, prawidłowości działania Krajowej Rady Sądownictwa. To w gestii Rady jest to, żeby postępowania konkursowe były prowadzone w transparentny sposób, żeby dać też jak gdyby najmniej pola do złej oceny jej pracy. Liczę na to, że sam sposób prowadzenia tych postępowań nominacyjnych będzie przekonywał do tego, żeby ich nie wstrzymywać. Wydaje mi się, że wszystkie organy państwa powinny kierować się odpowiedzialnością za funkcjonowanie państwa. Tysiąc nieobsadzonych stanowisk sędziowskich świadczy o tym, że sytuacja kadrowa w sądach jest zła. Mam nadzieję, że prezydentowi zależy na sprawniejszym funkcjonowaniu sądów i przyspieszeniu postępowań. I że będzie to uwzględniał w swoich decyzjach.

Wiele razy słyszeliśmy pogląd, że część członków Rady została wybrana w sposób niezgodny z prawem. I co wtedy?

Ten etap już chyba jest za nami. Zastrzeżenia były związane z zabezpieczeniem wydanym przez Trybunał Konstytucyjny, ale w międzyczasie zostało już wyjaśnione, że nie dotyczyło ono tego trybu, w którym członkowie KRS zostali wybrani. Nie ma więc argumentów natury prawnej, żeby podważać skuteczność wyboru Krajowej Rady Sądownictwa.

Był pan zaskoczony decyzją I prezesa Sądu Najwyższego o zwołaniu pierwszego posiedzenia?

Nie było to pewne, ale zaskoczony nie jestem. Przepis ustawy mówi, że I prezes w określonym terminie zwołuje pierwsze posiedzenie Rady nowej kadencji. Nie daje mu możliwości dokonywania oceny, czy to zrobi, tylko kiedy ma to zrobić. Zaraz po powołaniu przez prezydenta pan Zbigniew Kapiński wyraźnie mówił, że będzie się kierował tym, żeby organy konstytucyjne prawidłowo funkcjonowały. Trudno sobie wyobrazić, żeby Rada mogła prawidłowo funkcjonować bez zwołania pierwszego posiedzenia. To od niego zależy możliwość organizowania jej pracy.

Czytaj więcej

Przymusiński o wyborach do KRS: Działanie w stanie wyższej konieczności

Oprócz tego, że jest pan przewodniczącym KRS, to jest pan przecież sędzią Sądu Najwyższego, byłym prezesem Izby Cywilnej. Widzi pan szansę na opanowanie chaosu przy nowym I prezesie?

Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć, bo nie wiem jakie jest do końca podejście pana Kapińskiego do poprawy sytuacji. Faktem jest, że w SN są także nieobsadzone wakaty. Jeśli I prezesowi zależy na sprawnym funkcjonowaniu SN, to powinien dążyć do ich obsadzenia.

Sędzia Zbigniew Kapiński jest dla pana I prezesem czy pełniącym obowiązki I prezesa?

Został na to stanowisko powołany. Mamy bardzo podobną sytuację jak z panią Małgorzatą Manowską. Konsekwencje związane z decyzją prezydenta są identyczne. Wątpliwości dotyczą nie samego powołania, tylko raczej możliwości wykonywania skutecznie przez nowo powołanego prezesa tych wszystkich czynności, które dotyczą kwestii jurysdykcyjnych.

A można być legalnym I prezesem będąc nieprawidłowo powołanym sędzią?

Ten problem istniał od kilku lat i dziś istnieje. Nie został rozwiązany. Mimo tego przez ostatnie lata SN jakoś funkcjonował.

Wyobraża pan sobie taką sytuację, że za kilka miesięcy, może tygodni do Rady trafia do zaopiniowania projekt ustawy, w której mówi się, że wszyscy sędziowie powołani po 1990 roku są sędziami. Jaka byłaby wtedy opinia Rady?

Trudno mi dziś powiedzieć. Pojawia się pytanie, czy w formie ustawowej można by było przejść do porządku dziennego nad wymogami, które wynikają wprost z konstytucji. Jej przepisy wymagają określonych standardów, jeżeli chodzi o sprawowanie funkcji przez sędziego.

Czytaj więcej

Dagmara Pawełczyk-Woicka rezygnuje. Chce zwołania KRS w „starym” składzie