Świat pracy, dla którego w 1961 r. uchwalano Europejską Kartę Społeczną, był światem zupełnie innym od dzisiejszego. Dominował w nim etat, praca wykonywana w jednym miejscu i dla jednego pracodawcy, a kariera zawodowa częściej niż dziś przebiegała w ramach stosunkowo stabilnego zatrudnienia. Dzisiaj praca jest coraz częściej wykonywana w rozproszonych łańcuchach podwykonawstwa, za pośrednictwem platform cyfrowych, na podstawie różnych umów i w warunkach, w których formalna niezależność wykonawcy może mieć niewiele wspólnego z jego rzeczywistą pozycją ekonomiczną. Do tradycyjnych zagrożeń dla zdrowia pracowników doszły ryzyka psychospołeczne, przemoc i molestowanie, presja organizacyjna, cyfrowy nadzór oraz stres związany z ciągłą dostępnością.
Właśnie dlatego w 1996 r. przyjęto Zrewidowaną Europejską Kartę Społeczną. Nie chodziło o zmianę nazwy starego dokumentu, lecz o dostosowanie europejskiego systemu ochrony praw społecznych do przemian zachodzących w świecie pracy i społeczeństwie. Zrewidowana karta rozszerzyła katalog chronionych praw, zmodyfikowała część wcześniejszych standardów i objęła takie kwestie, jak ochrona przed zwolnieniem, godność w pracy, godzenie obowiązków zawodowych i rodzinnych, ochrona przedstawicieli pracowników, informacja i konsultacja czy ochrona przed ubóstwem i wykluczeniem. Jej przyjęcie było odpowiedzią na głębokie przemiany prawa pracy, form zatrudnienia i życia społecznego, które sprawiły, że standard przyjęty w 1961 r. wymagał unowocześnienia.
20 lat czekania na ratyfikację
12 czerwca 2026 r. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przekazało partnerom społecznym projekt wniosku o ratyfikację Zrewidowanej Europejskiej Karty Społecznej wraz z obszernym materiałem eksperckim. Ministerstwo poinformowało, że zakończyło analizę zgodności polskiego ustawodawstwa z kartą i na jej podstawie podjęło decyzję o rozpoczęciu procedury ratyfikacyjnej. Partnerzy społeczni zostali zaproszeni do zgłaszania uwag, a projekt ma być także przedmiotem dyskusji w Radzie Dialogu Społecznego.
To jest wydarzenie ważne i długo oczekiwane. Polska podpisała Zrewidowaną Europejską Kartę Społeczną w 2005 r., lecz przez ponad 20 lat nie zdecydowała się jej ratyfikować. Należymy dziś do niewielkiej grupy państw członkowskich Rady Europy, które tego nie zrobiły.
Warto w tym miejscu przypomnieć rzecz podstawową, bo w polskiej debacie publicznej europejskie instytucje bywają mylone. Zrewidowana Europejska Karta Społeczna nie jest dokumentem Unii Europejskiej. Jest traktatem Rady Europy – organizacji odrębnej od UE, stworzonej wokół ochrony praw człowieka, demokracji i praworządności. Jeżeli Europejska konwencja praw człowieka kojarzy się przede wszystkim z ochroną praw obywatelskich i politycznych, karta tworzy europejski system ochrony praw społecznych.
A jej zakres nie jest marginalny. Karta dotyczy prawa do pracy, godziwego wynagrodzenia, bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, zrzeszania się i rokowań zbiorowych, ochrony zdrowia, zabezpieczenia społecznego, pomocy społecznej, praw osób z niepełnosprawnościami i osób starszych, ochrony rodziny i dzieci, ochrony przed ubóstwem oraz prawa do mieszkania. Materiał przygotowany przez ministerstwo określa ją jako jedyny w Europie prawnie wiążący dokument podejmujący tak szeroko kwestie polityki społecznej i społecznych praw człowieka.
Brakuje impulsu
Niestety, przedstawiona przez ministerstwo koncepcja ratyfikacji jest maksymalnie minimalistyczna. Jej podstawowa filozofia jest prosta: związać Polskę tymi postanowieniami, co do których administracja uznaje, że krajowe prawo i praktyka już odpowiadają standardowi karty. Innymi słowy, ratyfikacja ma przede wszystkim potwierdzić stan istniejący, a nie stworzyć impuls do jego poprawy. NSZZ Solidarność ocenia tę metodę krytycznie. Ratyfikacja nie może być ćwiczeniem z wybierania wyłącznie tych zobowiązań, które już niczego od państwa nie wymagają. Nie chodzi oczywiście o to, aby jednym aktem ratyfikacyjnym obiecać natychmiastowe rozwiązanie wszystkich problemów społecznych Polski. Chodzi o coś znacznie bardziej podstawowego: o rozróżnienie praw, które możemy przyjąć już dziś, od tych, których przyjęcie wymaga punktowej zmiany przepisów albo praktyki ich stosowania, oraz tych, które rzeczywiście wymagają długofalowej zmiany polityki publicznej.
Tego rozróżnienia w przedstawionym materiale brakuje. Ministerstwo opisuje treść poszczególnych praw i informuje, które z nich proponuje objąć ratyfikacją, ale w odniesieniu do wielu pominiętych zobowiązań nie wyjaśnia w sposób pozwalający na poważną debatę, gdzie dokładnie leży przeszkoda.
Dotyczy to praw bardzo konkretnych i bliskich codziennemu doświadczeniu pracowników. Poza proponowanym zakresem pozostaje między innymi art. 24 karty dotyczący ochrony w przypadku zwolnienia z pracy. Nie wiadomo jednak, który element polskiego systemu ochrony trwałości zatrudnienia ministerstwo uważa za niezgodny ze standardem: zakres osób chronionych, katalog uzasadnionych przyczyn rozwiązania stosunku pracy, dostęp do sądu, skuteczność środków ochrony czy zasady kompensacji.
Podobnie jest z ochroną przedstawicieli pracowników. Z projektu nie wynika jasno, czy przeszkodą w przyjęciu art. 28 karty jest zbyt wąski zakres podmiotowy ochrony, niedostateczne zabezpieczenie przed działaniami odwetowymi, niewystarczająca ochrona po zakończeniu pełnienia funkcji czy brak odpowiednich ułatwień organizacyjnych i technicznych. Te pytania zostały wprost postawione przez NSZZ Solidarność w uwagach do projektu.
Wyjaśnienia wymaga również wyłączenie części standardu dotyczącego godności w pracy. Karta nie ogranicza tego problemu do molestowania seksualnego. Obejmuje także ochronę przed innymi zachowaniami wrogimi, poniżającymi czy obraźliwymi. W czasach, gdy coraz więcej mówi się o przemocy psychicznej w pracy, mobbingu, presji organizacyjnej oraz ryzykach psychospołecznych, trzeba wiedzieć, czy przeszkodą jest brak dostatecznie szerokiej regulacji, słabość egzekwowania prawa, czy ograniczenie ochrony do zbyt wąskiej grupy osób.
Poza planem pozostaje również zakaz uznawania obowiązków rodzinnych samych w sobie za uzasadnioną przyczynę zwolnienia, a także szczególny standard informacji i konsultacji w toku zwolnień grupowych. Trudno nie zapytać, dlaczego państwo gotowe jest przyjąć ogólny standard informacji i konsultacji w przedsiębiorstwie, ale nie zobowiązanie dotyczące sytuacji, w której decyzje pracodawcy prowadzą do utraty pracy przez większą grupę osób.
Jeszcze większy ciężar społeczny mają pominięte zobowiązania dotyczące ochrony przed ubóstwem i marginalizacją społeczną oraz przeciwdziałania bezdomności. Tu można zrozumieć, że pełna realizacja standardu wymaga czasu, pieniędzy i koordynacji wielu polityk publicznych. Ale właśnie dlatego potrzebna jest uczciwa odpowiedź państwa: nie „tego teraz nie ratyfikujemy”, lecz „tego dzisiaj jeszcze nie spełniamy, ponieważ…, a dojście do standardu wymaga…”. W uwagach Solidarności zaproponowano więc, aby ministerstwo przedstawiło klasyfikację pominiętych zobowiązań: od wymagających punktowych zmian legislacyjnych lub organizacyjnych po te, które rzeczywiście wymagają głębszej i długofalowej zmiany polityki państwa.
Jak ocenić praktykę państwa
Jest jeszcze jeden problem. W rządowej koncepcji nie ma nawet wstępnej perspektywy związania Polski protokołem dodatkowym ustanawiającym system skarg zbiorowych. Tymczasem procedura ta pozwala uprawnionym organizacjom – przede wszystkim związkom zawodowym i organizacjom pracodawców, a w określonym zakresie także organizacjom pozarządowym – uruchomić kontrolę zgodności prawa i praktyki państwa ze standardami karty.
Nie jest to problem zupełnie nowy w polskiej polityce dotyczącej międzynarodowych mechanizmów ochrony praw społecznych. Polska jest stroną mechanizmu skargowego dotyczącego Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, czyli przede wszystkim klasycznych praw człowieka pierwszej generacji. Nie związała się natomiast Protokołem Fakultatywnym do Międzynarodowego Paktu Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych, ustanawiającym mechanizm skargowy w odniesieniu do praw gospodarczych, społecznych i kulturalnych.
To ważne podobieństwo. Prawa chronione przez ten pakt należą do praw człowieka drugiej generacji – podobnie jak prawa społeczne chronione przez ZEKS. W obu przypadkach chodzi o prawa związane z pracą, zabezpieczeniem społecznym, ochroną zdrowia, odpowiednim poziomem życia czy ochroną społeczną. I właśnie w tym obszarze Polska pozostaje wyraźnie ostrożna wobec mechanizmów pozwalających podmiotom spoza administracji uruchamiać międzynarodową kontrolę działań państwa.
A przecież skarga zbiorowa nie jest zbędnym dodatkiem do karty ani prawniczą ekstrawagancją. Jest także narzędziem budowania społeczeństwa obywatelskiego. Pozwala związkom zawodowym, organizacjom pracodawców i organizacjom społecznym patrzeć władzy publicznej na ręce. Zmusza państwo do przedstawienia argumentów, danych i uzasadnienia własnych działań. Przenosi rozmowę o prawach społecznych z poziomu deklaracji na poziom odpowiedzialności.
Dlatego rozpoczęcie procesu ratyfikacji ZEKS trzeba ocenić pozytywnie. Po ponad dwóch dekadach od podpisania Karty Polska rzeczywiście powinna wreszcie wykonać ten krok. Ale ratyfikacja nie powinna być zaprojektowana jako operacja całkowicie bezpieczna dla państwa: przyjmujemy tylko to, co według własnej oceny już spełniamy, a mechanizmy zewnętrznej kontroli pozostawiamy poza dyskusją.
Tymczasem sens systemu ochrony praw człowieka polega również na zgodzie państwa na zewnętrzną ocenę i na zaakceptowaniu kierunku dalszych zmian.
Materiał partnera: NSZZ Solidarność