Istotą problemu nie jest bowiem prawniczy spór, czy sędziowie zostali wybrani legalnie, czy też nie (mało kto ma wątpliwości, że Sejm ma wyłączną kompetencję do ich wyboru), a kontrowersja, czy czynność ślubowania sędziów „wobec prezydenta” jest warunkiem ich zdolności do orzekania w Trybunale. I na czym to ślubowanie ma polegać. Tu zdania są podzielone; dla wielu ekspertów od prawa konstytucyjnego wystarczy, by takie ślubowanie zostało złożone, choćby przed Zgromadzeniem Narodowym (które ma szerszy mandat demokratyczny od prezydenta), a prezydent taką wiedzę pozyskał. Inni uważają, że aktywna obecność prezydenta jest niezbędna dla skuteczności złożenia ślubowania, co zbliżałoby sytuację prawną do powoływania sędziów TK przez prezydenta. Zdaniem pierwszych to nadinterpretacja prawa, zdaniem drugich mieszczący się w regułach polskiego konstytucjonalizmu (acz bez bezpośredniej delegacji ustawowej) usus.
Czy Trybunał Konstytucyjny może przeciąć węzeł gordyjski we własnej sprawie?
Dylemat mógłby rozwiązać wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Tyle, że sam skład Trybunału i jego umocowanie tylko dla jednej strony politycznego sporu jest poprawne. Druga, czyli rządząca w Polsce koalicja uznaje dzisiejszy skład TK za wadliwy i specjalnie jego wyrokami się nie przejmuje. Ani wydawanymi przez niego „zabezpieczeniami”. Tym razem TK do zabezpieczenia się nie uciekł, dając prezydentowi miesiąc na przedstawienie stanowiska, czy zamierza przyjąć ślubowanie od 6 sędziów, czy nie. Rozprawa w sprawie wniosku posłów PiS ma się odbyć później. Kiedy? Nie wiadomo. Tyle Trybunał, bo cała reszta to polityka. A tu normą – w większym stopniu, niż reguły praworządności – jest siła. Karol Nawrocki od początku swej kadencji chce poszerzyć zakres kompetencji urzędu prezydenta. Trudno więc, by się pogodził z ich „uszczerbkiem”, jakim byłoby odmówienie mu prawa do przyjmowania ślubowania od sędziów TK. Co więcej, wojna między „pałacami” się nasila. Ogólna atmosfera w polskiej polityce po zawetowaniu unijnego SAFE i rządowej kontrze w postaci programu „Polska Zbrojna” skłania go do eskalacji konfliktu z Tuskiem.
Karol Nawrocki od początku swej kadencji chce poszerzyć zakres kompetencji urzędu prezydenta. Trudno więc, by się pogodził z ich „uszczerbkiem”, jakim byłoby odmówienie mu prawa do przyjmowania ślubowania od sędziów TK.
Nowi sędziowie TK. Jak się zachowa prezydent?
Odpowiedź prezydenta można więc przewidzieć. Będzie negatywna, albo na zasadzie zabawy w kotka i myszkę – odwoła się do oczekiwanego przez Pałac Prezydencki orzeczenia TK. Efekt? Łatwy do przewidzenia; ślubowanie będzie odkładane ad calendas Graecas. Czy przeciwnicy Nawrockiego zdecydują się na „prawniczy fortel” i uciekną się do innej formy przeprowadzenia ślubowania? Tego nie wiemy. Jednak gdyby do tego doszło, prezydent (ani prawa strona sceny politycznej) takiego aktu z pewnością by nie uznał, tylko potęgując spór o wadliwość TK. Także wprowadzenie w obowiązki nowo wybranych sędziów po ślubowaniu bez udziału prezydenta musiałoby się odbyć z użyciem siły, bo trudno sobie wyobrazić, że aktualny skład z Bogdanem Święczkowskim na czele położyłby uszy po sobie i zgodził się na wprowadzenie w czynności sędziów nieuznawanych przez Nawrockiego.
Czytaj więcej
Do 17 kwietnia Trybunał Konstytucyjny dał czas prezydentowi Karolowi Nawrockiemu na zajęcie stanowiska w sprawie odebrania ślubowania od nowych sęd...