Piotr Mgłosiek: Sprawa Mariki a sprawa Margot

Proces dyktowania przez polityków treści wyroków mocą odpowiednio wąsko sformułowanych przepisów doczeka się zwieńczenia w październiku tego roku. Wtedy wchodzi bowiem w życie wielka nowela kodeksu karnego, która jeszcze bardziej zwiąże sędziom ręce. Polemika do tekstu „Marika kontra Margot. Dlaczego te dwa wyroki tak się różnią”.

Publikacja: 17.08.2023 03:00

Zbigniew Ziobro

Zbigniew Ziobro

Foto: Fotorzepa/ Jerzy Dudek

W komentarzu, który ukazał się na łamach „Rzeczpospolitej” 3 sierpnia 2023 r., redaktor Tomasz Pietryga już w tytule zderza ze sobą dwie istotnie różniące się sprawy dotyczące zdarzeń mających miejsce jakiś czas temu, ale wciąż elektryzujących opinię publiczną. Autor stawia pytanie: „Marika kontra Margot. Dlaczego te dwa wyroki tak się różnią”. Znamienne, że nie wieńczy tytułu znakiem zapytania, zatem pyta, jak mniemam, retorycznie.

Czytaj więcej

Tomasz Pietryga: Marika kontra Margot. Dlaczego te dwa wyroki tak się różnią

Przy czym nie jest moją intencją dyskutowanie ze stawianymi przez autora w komentarzu wyrazistymi tezami o istnieniu jakiejś swoistej polaryzacji w orzecznictwie sądowym, w którym rzekomo odbija się konflikt pomiędzy sędziami uczestniczącymi w antyrządowych protestach, domagającymi się zmiany władzy a politykami obozu rządzącego. Ten konflikt miałby również konotacje światopoglądowe.

By zachować jakże modny i nieobcy przecież red. Pietrydze symetryzm, ale i elementarną uczciwość erystyczną, musiałbym wszak omawiać w tym miejscu przypadek zasiadającego już drugą kadencję w neo-KRS sędziego, zresztą obecnie jej wiceprzewodniczącego, a zarazem prezesa jednego z sądów apelacyjnych, który stosunkowo niedawno należał w mediach społecznościowych do grupy wyrażającej wprost poparcie dla byłej już pani premier i aktualnie rządzącej partii. Jednakowoż dla mnie daleko bardziej interesujące są wyłącznie karnoprawne aspekty spraw Mariki i Margot.

Kluczowe słowo: rozbój

Opisując czyn, którego dopuściła się Marika Matuszak, i dokonując swoistej oceny kierunku prawomocnego rozstrzygnięcia, które zapadło w tej głośnej sprawie, redaktor Pietryga wręcz imponująco unika nazwania rzeczy po imieniu. I gdyby zdobył się na pewnego rodzaju uczciwą dosadność, sam znalazłby odpowiedź na postawione w tytule swego komentarza pytanie.

Tymczasem zachowanie skazanej prawomocnie Mariki woli określać jako „próbę wyrwania torebki z symbolami tęczy LGBT (wartej 15 zł)”, „poturbowanie niewinnej osoby, która nie chciała oddać swojej własności (...), a która w wyniku szarpania, popychania w konsekwencji doznała urazu palca”.

Czytaj więcej

Sprawa Mariki: "Sądy są od stosowania prawa, a nie od polityki"

Czytając uważnie komentarz red. Pietrygi, w żadnym miejscu nie trafiłem na słowo- klucz, które stanowi prawnokarną ocenę zachowania Mariki Matuszak i zmienia wszystko. Tym słowem jest: rozbój. A ściślej mówiąc, usiłowanie rozboju, które pod względem wysokości zagrożenia karą pozbawienia wolności nie różni się od jego dokonania.

Autor zdaje się być bardziej precyzyjny, gdy streszcza czyn Margot. Pisze wtedy o zniszczeniu mienia, tj. furgonetki Fundacji Pro-Prawo do Życia poprzez przebicie jej opon, oblanie farbą itd. Jednocześnie słusznie opisuje zachowanie oskarżonej Margot wobec dwóch wolontariuszy jako atak, w wyniku którego doznali oni obrażeń ciał, powodujących rozstrój zdrowia trwający nie dłużej niż dni siedem.

Odczarujmy nieco te eufemizmy. Filozof prawa powie, że prawo rozgrywa się zawsze w warstwie językowej. Można przecież zamiast użycia słowa: gwałt, powiedzieć, że mieliśmy do czynienia z odbyciem stosunku płciowego przy braku akceptacji drugiej strony. A usiłowanie rozboju to tylko próba wyrwania torebki z symbolami tęczy LGBT (marne 15 zł), która dodatkowo zakończyła się niepowodzeniem, ponieważ mimo zwichnięcia palca zaatakowana swe mienie obroniła. W sumie więc niewiele się stało.

Tyle tylko, że od dziesięcioleci ustawodawca uznaje zachowanie, które składa się z dwóch aktywności, czyli użycia przemocy w celu zabrania cudzej rzeczy, za czyn o szczególnie wysokim stopniu społecznej szkodliwości. Co znajduje wyraz w zagrożeniu karą pozbawienia wolności od lat dwóch do dwunastu.

Warto również dostrzec, co zdaje się nie do końca rozumieć red. Pietryga, że zabór rzeczy w wyniku rozboju nie musi prowadzić do wymiernego wzbogacenia się sprawcy. Zarówno cel merkantylny, jak i wartość mienia dla samego faktu dokonania rozboju nie mają znaczenia. Rozbojem jest użycie przemocy w celu zabrania paczki papierosów, którą wkrótce potem sprawca wyrzuci do śmieci, nie wypalając nawet jednego, i przemocowe odebranie zegarka wartego kilkanaście tysięcy złotych, by go później spieniężyć w lombardzie.

Występek chuligański

Oczywiście wartość mienia ma znaczenie przy miarkowaniu kary. Tutaj dochodzimy do drugiego „przemilczenia” red. Pietrygi. I znów w gęsto zapisanych wersach komentarza nie sposób trafić na sformułowanie: występek chuligański.

W warunkach właśnie występku chuligańskiego działała Marika Matuszak wraz ze współsprawcami, gdy zaatakowała pokrzywdzoną. Jest to okoliczność istotnie i obligatoryjnie zaostrzająca karę, którą do kodeksu karnego wprowadzono z inicjatywy, a jakże, obecnego ministra sprawiedliwości. Tak, tego samego, który tak bardzo krytykował wyrok w „sprawie Mariki”, nazywając go „zbrodnią sądową”.

Czytaj więcej

Chciała wyrwać tęczową torbę. Ziobro pozwala przerwać karę więzienia

W warunkach „chuliganki” działa sprawca, który dopuszcza się m.in. zamachu na nietykalność cielesną, jeżeli działa publicznie, bez powodu lub z oczywiście błahego powodu, okazując przez to rażące lekceważenie porządku prawnego. Tak stanowi kodeks karny. Marika i troje pozostałych współsprawców zaatakowało publicznie pokrzywdzoną tylko dlatego, że nie podzielali jej światopoglądu. Definicja spełniona.

Mamy zatem do czynienia z usiłowaniem rozboju w warunkach czynu chuligańskiego, co ustawia dolną granicę ustawowego zagrożenia karą na minimalnym poziomie trzech lat pozbawienia wolności. I niżej być nie może.

Jedynie dla porządku należy zaznaczyć, że ustawodawca za rozbój przewidział wyłącznie karę pozbawienia wolności w wymiarze, który eliminuje możliwość warunkowego zawieszenia jej wykonania. Taką właśnie karę sąd orzekł wobec Mariki Matuszak. Podkreślmy jeszcze raz: najniższą z możliwych.

Warto również dodać, niejako odpowiadając korespondencyjnie urzędnikom Ministerstwa Sprawiedliwości, którzy wypowiadali się na licznych konferencjach prasowych, że ze względu na przewidziane ustawowo obligatoryjne obostrzenie wymiaru kary z uwagi na występek chuligański, sąd w żadnym razie nie mógł zastosować w omawianej sprawie tzw. wypadku mniejszej wagi.

Nie do pogodzenia z zasadami logicznego rozumowania oraz postulatem racjonalnego ustawodawcy jest bowiem przyjęcie, że w tej samej sprawie wymiar kary należy z tych samych powodów nadzwyczajnie obostrzyć i jednocześnie można go złagodzić.

„Sprawa Margot” ma natomiast inny opis faktyczny i prawny. Margot nigdy nie postawiono zarzutu dopuszczenia się rozboju. W pierwszej instancji została skazana za zniszczenie mienia, wyrządzenie lekkiego uszczerbku na zdrowiu, na przewidzianą przy takich występkach przez kodeks karny karę ograniczenia wolności w postaci prac społecznie użytecznych.

Dlatego właśnie porównywanie tych spraw nie ma najmniejszego sensu. I to, że obie oskarżone należą do zwalczających się ruchów o odmiennym światopoglądzie, nie ma nic do rzeczy przy ocenie karnoprawnych konsekwencji ich jakże różnych czynów.

Redaktor Pietryga sugeruje w swym tekście, iż sąd nie był związany w sprawie Mariki kwalifikacją prawną zaproponowaną przez prokuratora w akcie oskarżenia. Owszem, nie był. Tyle tylko, że ta kwalifikacja była słuszna, bo odpowiadała przebiegowi zdarzenia, czemu sąd dał wyraz w szczegółowym uzasadnieniu, o którym dużo się mówi, ale niewielu je czytało, niczym Joyce’owskiego „Ulissesa”.

Tomasz Pietryga oprócz lakonicznej kontestacji owej kwalifikacji nie przedstawia żadnego argumentu mającego wskazywać na jej nieprawidłowość. Jeśli nie było to usiłowanie rozboju, to co? Zwykła kradzież torby zakończona w fazie usiłowania? A co z jednoczesnym użyciem przemocy wobec pokrzywdzonej i spowodowaniem obrażeń ciała?

Zachowanie Mariki i towarzyszących jej współsprawców stanowiło jeden czyn w ujęciu historycznym, polegający na użyciu przemocy w celu odebrania rzeczy, a więc rozboju. W prawie karnym nazywa się to tzw. naturalną jednością czynu. Sztuczne dzielenie jednego zachowania na dwa odrębne czyny ową jedność by likwidowało, pozostając w rażącej sprzeczności z utrwaloną dogmatyką prawa karnego.

Autor komentarza oburza się także na nieprzydzielenie Marice Matuszak obrońcy z urzędu mimo jej wniosku. I znów odwołajmy się do przepisów, a nie do emocji. Obrońca z urzędu przysługuje osobom, które wykażą, iż nie stać ich na obrońcę z wyboru (art. 78 § 1 k.p.k.). W takiej sytuacji koszty owego obrońcy bierze na siebie społeczeństwo. Aktywność w tej mierze leży zawsze po stronie oskarżonego. Dlatego złą sytuację majątkową należy każdorazowo wykazać.

Marika Matuszak mimo zobowiązania przez sąd próby wykazania swej złej sytuacji majątkowej w ogóle nie podjęła, bo złożonego wniosku nie uzupełniła mimo stosownego odrębnego wezwania. To musiało skutkować decyzją negatywną. Od tej decyzji przysługiwało jej zażalenie, którego nie wywiodła.

Przy czym tezę postawioną przez red. Pietrygę, iż dwudziestoletnia studentka jest osobą nieporadną procesowo, należy uznać za dosyć śmiałą. Szczególnie gdy się zważy na fragmenty uzasadnienia do wyroku sądu, w których znajdują się szczegółowe opisy zachowania skazanej na sali rozpraw. Dla porządku dodam, iż owszem, kodeks postępowania karnego przewiduje z uwagi na wiek oskarżonego obligatoryjną obronę z urzędu. Ustawodawca przewidział jednak, iż dotyczy to osób, które nie ukończyły 18 lat (art. 79 § 1 pkt 1 k.p.k.).

Redaktor Tomasz Pietryga w braku wyznaczenia obrońcy z urzędu upatruje również nieszczęścia w postaci uprawomocnienia się wyroku wobec Mariki Matuszak. Pamiętajmy jednak, że apelację od wyroku złożył jeden ze współoskarżonych. Gdyby sąd odwoławczy uznał, że sąd pierwszej instancji nieprawidłowo co do zasady zakwalifikował zachowanie apelującego od wyroku oskarżonego, musiałby zmienić bądź uchylić wyrok również w stosunku do współoskarżonych, którzy apelacji nie wywiedli, a więc także Mariki Matuszak (art 435 k.p.k.). Wyrok jednak został utrzymany w mocy.

Nie ma takich samych spraw

Myli się również autor opinii, i to wyraźnie, gdy stwierdza, że sformułowanie przez sąd, który skazał Marikę, pozytywnej opinii o wniosku o jej ułaskawienie, jest wynikiem „refleksji sędzi orzekającej” w tej sprawie.

I znów wystarczy sięgnąć do odpowiednich przepisów procesowych i orzecznictwa sądowego (art 563 k.p.k.). Sąd opiniujący wniosek o ułaskawienie nie roztrząsa niejako na nowo zasadności treści wyroku wydanego już w sprawie. Opinię co do ułaskawienia formułuje się wyłącznie w odniesieniu do faktów i okoliczności, które wystąpiły już po uprawomocnieniu się wyroku i nie dotyczą osądzonego przecież czynu. Zwykle jest to trudna sytuacja rodzinna, osobista, jak również postępy w resocjalizacji, które wskazują na pełne osiągnięcie celów kary.

Czytaj więcej

Tomasz Pietryga: Marika. Lekcja dla sędziów i Zbigniewa Ziobry

Tomasz Pietryga z wprawą i znawstwem posługuje się kwantyfikatorami takimi jak „słuszny wyrok”, „sprawiedliwy wyrok”. Wywodzi celnie, że wszyscy jako społeczeństwo tracimy na umieszczeniu młodej osoby, która po raz pierwszy weszła w konflikt z prawem, w izolacji więziennej, gdzie czeka ją niechybnie demoralizacja. Jakże trafnie i odkrywczo zauważa przy tym, iż sąd musi być mądry i sprawiedliwy. To wszystko prawda.

Sprawa Mariki Matuszak jest bulwersująca, bo pokazuje, do czego prowadzić może konsekwentne psucie prawa karnego, z którym mamy do czynienia w ostatnich latach. I nie chodzi tu tylko o ślepe i uparte zaostrzanie kar. To zjawisko oczywiście niepożądane.

Jednak dalece bardziej niebezpieczne jest pozbawianie sędziów tzw. uznania sędziowskiego. Surowa sankcja karna nie stanowi niebezpieczeństwa sama w sobie. O wiele większym zagrożeniem jest pozbawienie sędziów luzu decyzyjnego, który pozwoliłby im dobrać rodzaj reakcji karnoprawnej do konkretnego przypadku, pozostając przy tym w zgodzie tak z własnym sumieniem, jak i z obowiązującymi przepisami bez ich naginania.

Po niemal dwudziestu latach orzekania wiem, że nie ma takich samych spraw. Konsekwentne eliminowanie z kodeksu karnego możliwości doboru przez sąd sankcji do konkretnego czynu i osoby oskarżonej powoduje, że nawet najniższa z możliwych kar jawi się jako niewspółmierna. I to jest właśnie sedno „sprawy Mariki”.

Na koniec mam jeszcze gorszą wiadomość. Otóż, proces dyktowania przez polityków treści wyroków mocą odpowiednio wąsko sformułowanych przepisów rozpoczęty jakiś czas temu doczeka się już za kilka miesięcy swego zwieńczenia. W październiku wchodzi bowiem w życie wielka nowela kodeksu karnego, która jeszcze bardziej zwiąże sędziom ręce.

Sprawę Mariki Matuszak należy traktować jako ostrzeżenie i projekcje tego, co nas czeka.

Autor jest sędzią Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków, orzeka w sprawach karnych

W komentarzu, który ukazał się na łamach „Rzeczpospolitej” 3 sierpnia 2023 r., redaktor Tomasz Pietryga już w tytule zderza ze sobą dwie istotnie różniące się sprawy dotyczące zdarzeń mających miejsce jakiś czas temu, ale wciąż elektryzujących opinię publiczną. Autor stawia pytanie: „Marika kontra Margot. Dlaczego te dwa wyroki tak się różnią”. Znamienne, że nie wieńczy tytułu znakiem zapytania, zatem pyta, jak mniemam, retorycznie.

Przy czym nie jest moją intencją dyskutowanie ze stawianymi przez autora w komentarzu wyrazistymi tezami o istnieniu jakiejś swoistej polaryzacji w orzecznictwie sądowym, w którym rzekomo odbija się konflikt pomiędzy sędziami uczestniczącymi w antyrządowych protestach, domagającymi się zmiany władzy a politykami obozu rządzącego. Ten konflikt miałby również konotacje światopoglądowe.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Prawne
Kutarba: Dlaczego rząd, podnosząc płacę minimalną, dba przede wszystkim o siebie?
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Kancelarie czeka kilka rewolucji. Wnioski z rankingu "Rzeczpospolitej"
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Apteka jednak dla aptekarza, a nie pacjenta. Czyli niech żyje praworządność
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Szybki rozwód, znak naszych czasów. Tylko czy to dobrze?
Akcje Specjalne
Firmy chcą działać w sposób zrównoważony
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Sprawiedliwość kopiuj-wklej
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży