Dwa państwa, znacznie mniej poszkodowane przez wojnę niż Polska, rozpoczęły batalię o odszkodowania wiele lat temu. W sporze prawnym Włoch z Niemcami wypowiadały się już włoski Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny, a nawet Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze. Ofiary nazistów wygrywały sprawy o odszkodowania przed włoskimi sądami, a te w dwóch sprawach orzekły konfiskatę niemieckich nieruchomości (do której ostatecznie nie doszło). Niedługo sprawa będzie miała kolejną odsłonę w Hadze. Tym razem Berlin złożył skargę na łamanie przez Włochy prawa międzynarodowego.
Czytaj więcej
Prawnicy nie widzą szans na wywalczenie odszkodowań od Niemiec na drodze sądowej. Ale może ona wymusić ustępstwa i ugodę.
Bardzo aktywni na drodze prawnej są również Grecy. Już w 1997 r. sąd w greckiej Liwadii uznał roszczenia 296 potomków i ofiar niemieckiej masakry w Distomo, orzekając wypłacenie im ponad 37 mln euro. Batalia sądowa ciągnie się latami, a rozdrażnieni uporem Niemców Grecy zagrozili nawet konfiskatą majątku Instytutu Goethego w Atenach.
Linia obrony Berlina od lat jest taka sama. Owszem, poczuwa się do moralnej i politycznej odpowiedzialności za zbrodnie w Grecji, finansuje różne miejsca pamięci. Podkreśla jednak, że płacił nie będzie, bo wszystko już zostało zapłacone. Groźby konfiskaty odpiera haskim orzeczeniem mówiącym, że państwo chroni immunitet przed roszczeniami cywilnymi.
Patrząc na te batalie, można powiedzieć, że Warszawa nawet nie dotknęła sporu z Niemcami. Retoryka polityczna prawicy była bardzo wyrazista, tylko że nie szły za tym żadne konkrety. Mamy dobrze udokumentowane stanowisko pod kątem historycznym, teraz też ekonomicznym, znamy wycenę strat, nikt jednak jeszcze nie przygotował argumentacji prawnej, a to przecież jest kluczowe, aby spór z Niemcami prowadzić.
Przedstawiony w środę raport Arkadiusza Mularczyka o stratach wojennych jest punktem wyjścia do dalszych działań, ale sam w sobie niczego nie zmieni w sprawie reparacji. Powinien teraz w formie noty dyplomatycznej trafić do niemieckiego MSZ, wtedy spór zostanie otwarty.
Może się przy tym okazać, że to jedynie wyciągnięty na specjalną okazję polityczny straszak. I nie chodzi tu o kampanię wyborczą, ale o Krajowy Plan Odbudowy, na którego uruchomienie przemożny wpływ mają Niemcy. Może więc publikacja raportu ma tylko wywrzeć moralną presję na Berlin. Dla Niemiec to temat niewygodny, zwłaszcza że roszczeń może być więcej. Mówi się o nich także w państwach bałtyckich, Czechach i na Węgrzech.