Teraz to europejscy sędziowie będą rozstrzygać sprawę, która stanęła przed nimi w wyniku działań polskich polityków. Dla tych ostatnich to wygodne rozwiązanie i kłopot z głowy. Będą mogli powiedzieć: to nie my, to ten luksemburski trybunał.

Czytaj także: Chrabota: Koniec manewrów, wniosek jest w Trybunale

Czytaj także: Polska do Trybunału Sprawiedliwości za Sąd Najwyższy

Komisja chce, by jej skarga była rozpoznana w trybie przyśpieszonym i aby Trybunał do czasu wydania wyroku zawiesił sporne przepisy o przenoszeniu sędziów Sądu Najwyższego w przedwczesny stan spoczynku. Tym samym unijny Trybunał zdublowałby decyzję polskiego SN, który zrobił to samo gdy zadawał pytania prejudycjalne – czego Warszawa nie uszanowała, wysyłając pisma do sędziów z informacją, że z mocy ustawy są w stanie spoczynku. Czy da się cofnąć czas? Może brak formalnego postanowienia prezydenta (z kontrasygnatą premiera) będzie teraz dla TS UE podstawą do przywrócenia tych sędziów do orzekania i zakazania powoływania nowych. Za złamanie takiej decyzji grożą wymierne kary, tak jak przy wycince Puszczy Białowieskiej. Nie wiadomo, jak będzie z ich egzekucją – precedensu niewykonania postanowień zabezpieczających dotąd nie było.

Trybunał chyba zgodzi się na wniosek komisji o tryb przyśpieszony – bo właśnie ogłoszono, że w taki sposób, ale w osobnym trybie, rozpoznane będzie pięć pytań prejudycjalnych SN, zresztą z tej samej dziedziny. Komentatorzy sportowi oceniliby pewnie, że szala zwycięstwa przechyla się na stronę sędziów.

 

Chyba wszyscy – i strona rządowa i jej krytycy – spodziewają się tego, jakiej treści będą werdykty Luksemburga. Jak zwykle jednak chodzi o to, co zrobią z nimi politycy. To, czy i jak je uszanują oraz wdrożą będzie odpowiedzią na pytanie, czy pozostajemy w Unii Europejskiej, czy idziemy w przeciwną stronę.