Reklama

Gdy ministrów leże leży na twitterze

Strasznie się obruszyli ministrowie i rzecznicy z rządu Tuska, kiedy dziennikarze „Rz” zaczęli ich podpytywać, czy przypadkiem aktywność członków rządu na Twitterze w godzinach pracy nie jest aby nadużyciem.

Aktualizacja: 04.09.2011 11:08 Publikacja: 04.09.2011 10:58

Tak się bowiem ostatnio złożyło, że już nie tylko minister Sikorski ćwierka sobie nieustannie w owym medium, ale i kolejni ministrowie zajmują się tam wychwalaniem swego rządu, wspieraniem kolegów kandydujących do parlamentu i (to rzecz oczywista) atakowaniem PiS. Dziwnym trafem większa część ich aktywności przypada na godziny między 8-mą a 16-tą, kiedy teoretycznie wypadają im godziny rządzenia.

Biuro prasowe ministra finansów Jana vel Jacka vel Vincentego vel Rostowskiego poinformowało, że minister może twittować kiedy chce, bo jego godziny pracy nie kończą się po 16-tej i obejmują także wieczory, weekendy i święta. Otóż nie, mili państwo – jeśli ministrem jest się całą dobę, to tym bardziej przez całą dobę nie wolno zajmować się propagandą partyjną i lansem, tylko rządzeniem. W końcu to robiłby, używając ulubionego zwrotu Donalda Tuska, „odpowiedzialny polityk”.

Rzecznikowi rządu Pawłowi Grasiowi nawet nie chciało się w tej sprawie odebrać telefonu. Jest tak nowoczesny, że porozumiewa się ze światem już tylko przy pomocy esemesów i wpisów na Twitterze. Odpisał więc tylko „z portali trzeba korzystać, a nie o nich rozmawiać”. Z tego co wiem, z innymi redakcjami pan minister Graś czasem rozmawia jeszcze tradycyjnie, co wbija mnie w dumę, gdyż oznacza to, że ma te redakcje za znacznie mniej nowoczesne od „Rz”. Dla „Rz” zarezerwował już tylko najnowocześniejsze kanały komunikacji –jak esemes, tweet i telepatia (to ostatnie wymieniam, bo zdarza mu się w ogóle nie odpowiadać na pytania – przecież nie ze złośliwości lub lekceważenia, na pewno po prostu liczy na to, że odczytamy jego myśli telepatycznie, czyli jeszcze nowocześniej niż przez twittera).

Mam dla ministra Grasia i jego kolegów niedobrą wiadomość. Wiem, że być może ich to zszokuje, ale tak się składa, że to ja płacę im pensję. I ciocia, która głosowała na LPR, i wujek, który głosował na SLD, i stryjek, który głosował na PiS, i kuzyn, który chce głosować na Palikota. Wszyscy oni płacą podatki, z których Graś, Sikorski, Rostowski i inni ministrowie wypłacają sobie pensje. To my finansujemy ich czas pracy. I to zupełnie normalne, że oczekujemy iż w czasie pracy będą zajmowali się pracą, a nie partyjną propagandą – nieważne przez jakie medium.

Co do stwierdzenia ministra Grasia, że „z portali trzeba korzystać, a nie o nich rozmawiać” – zgadzam się całkowicie. Proponuję na przykład, żeby zaglądał na tuskwatch.pl i hgw-watch.pl. Z pierwszego dowie się o postępach w budowaniu w Polsce drugiej Irlandii, a z drugiego – jak dzielnie daje sobie radę w Warszawie Hanna Gronkiewicz-Waltz – najlepszy polityk samorządowy od czasów kiedy lud grodu Biskupin wymyślił samorządowość.

Reklama
Reklama

Tylko bardzo pana proszę, panie ministrze – niech pan korzysta z portali, a nie z okazji, by wysłać na nie ABW. I proszę nie komentować mojego tekstu na twitterze – przypominam, że my tu w „Rz” jesteśmy bardzo nowocześni, bo wcale nie żartowałem z tą telepatią. To działa mniej więcej tak – pan minister sobie coś o nas pomyśli, a my już doskonale będziemy wiedzieli co.


Opinie polityczno - społeczne
Kata Tüttő dla „Rzeczpospolitej”: Europa oszczędza na własnej przyszłości
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Czaputowicz: Dobre i złe wiadomości w sprawie Ukrainy
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Na naszym podwórku nikt nam nie podskoczy
Opinie polityczno - społeczne
Jakub Chabik: Dyskryminacja pozytywna plus równość selektywna to bunt mężczyzn
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama