Po ponad 50 latach od śmierci w USA w rodzinnym grobowcu chowano prochy mego pradziadka Adama Ronikiera, który tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej uciekł na Zachód. Człowiek, który całą wojnę spędził, pomagając tysiącom osób w całej Polsce, wrócił do niej ?z wygnania w urnie dopiero po ponad sześciu dekadach.
Późniejszy spacer po Powązkach jak zawsze zmienił się w podróż ?w czasie. Stare nagrobki przypominały najwybitniejszych mieszkańców stolicy ostatnich dwóch stuleci. Kaplice, pomniki, grobowce wszystko kazało myśleć nie tylko o przeszłości, ale o tej Warszawie, której już nie ma. Właśnie wtedy zwróciłem uwagę na to, jak zupełnie inną rolę pełnią starożytne cmentarze w stolicy, i w rodzinnym Krakowie.