Reklama

Janusz Lewandowski: Zbigniew Ziobro z Viktorem Orbánem niszczą tysiącletnie braterstwo Polski i Węgier

Minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó pozwolił sobie na kłamliwe oskarżenie Polski jako kraju, który blokuje rozmowy pokojowe. Ale współautorami tej toksycznej relacji z Węgrami Viktora Orbána są ministrowie sprawiedliwości PiS, Marcin Romanowski i Zbigniew Ziobro – pisze Janusz Lewandowski, europoseł KO.

Publikacja: 27.01.2026 21:28

Janusz Lewandowski: Zbigniew Ziobro z Viktorem Orbánem niszczą tysiącletnie braterstwo Polski i Węgier

Foto: PAP/Wiktor Dąbkowski

Tysiącletnie świadectwo czyni wiarygodnym powiedzenie: „Polak, Węgier – dwa bratanki i do szabli i do szklanki”. Nasze sojusze obronne sięgają X w. Dwukrotnie łączyła nas unia personalna. Pierwsza, wraz z koronacją Ludwika Węgierskiego na Wawelu w roku 1370. Druga, wraz z koronacją Władysława Warneńczyka na króla Węgier w roku 1440. Niezwykle zbliżyły oba narody zrywy wolnościowe XIX w., a szczególnie postać generała Józefa Bema, bohatera rewolucji węgierskiej roku 1848. Z kolei Węgrzy udzielili nam pomocy w walce z nawałą bolszewicką w roku 1920. Nawet wtedy, gdy Budapeszt wziął stronę Hitlera, premier Pál Teleki nie zgodził się na niemiecki atak od strony Węgier: „Ze strony Węgier jest sprawą honoru narodowego nie brać udziału w jakiejkolwiek akcji zbrojnej przeciw Polsce ze względów moralnych”. Odwrotnie, udzielano pomocy polskim uchodźcom. Piękną kartę zapisaliśmy w roku 1956, gdy powstanie w Budapeszcie zaczęło się od manifestacji poparcia dla Polski, przy pomniku Bema, pod hasłem

Reklama
Reklama

„Wszyscy Węgrzy chodźcie z nami, pójdziemy za Polakami”. Nasza spontaniczna pomoc była względnie tolerowana w PRL-u, skoro Polskie Radio apelowało o oddawanie krwi dla „braci Węgrów”. W odwrotną stronę płynęła pomoc w czasie stanu wojennego. Zwieńczeniem braterskiego tysiąclecia jest Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej, obchodzony 23 marca od roku 2007.

Jak zmienił się przez lata Viktor Orbán?

Piękną kartę kontynuowały oba narody po odzyskaniu suwerenności w latach 90. Aż do czasu, gdy na scenie politycznej pojawił się Viktor Orbán. Ale nie młody Orbán, którego znałem, a także z którym grałem w piłkę nad Balatonem. Stypendysta Sorosa w Oksfordzie dał się poznać jako autor płomiennego potępienia sowieckiego najazdu na Budapeszt w roku 1956 wraz z żądaniem wycofania Armii Czerwonej z Węgier, co wtedy uznano za ryzykowny radykalizm. W tym klimacie upłynęła pierwsza kadencja premiera Orbána w latach 1998-2002, kiedy zapisał się do Europejskiej Partii Ludowej. Stąd zdziwienie, gdy drugi mandat premiera objął w roku 2010 już odmieniony Orbán. Obrał kurs na autokrację, a fundusze europejskie wykorzystał, by korumpować państwo, tworząc lojalną oligarchię.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Viktor Orbán wprost grozi Europie Środkowej wojną

Niszczenie rządów prawa szło w parze ze strategią geopolityczną, która stanowiła zaprzeczenie lekcji XX w. Kraj był dwukrotnie „po ciemnej stronie mocy” i płacił za to wysoką cenę. Podczas I wojny światowej obrał stronę Osi, tracąc na rozmaitych frontach milion zabitych i rannych. Nadzieja na odzyskanie strat pchnęła Węgry, zaślepione nacjonalistycznym rewizjonizmem, do awantury wojennej po stronie Hitlera i Mussoliniego w II wojnie światowej, co utrwaliło granice z Trianon.

Reklama
Reklama

Najnowszy rozdział tych błędnych kroków pisze Orbán. Ożywia nostalgię za utraconą mocarstwowością. Pobudza węgierskie mniejszości na ukraińskim Zakarpaciu, w rumuńskim Siedmiogrodzie i serbskiej Wojwodinie. Pozuje na partnera liderów rzeczywistych mocarstw – Putina i Trumpa. Blokuje sankcje, zwiększa zależność od rosyjskich surowców i technologii.

Co łączy Viktora Orbána i Jarosława Kaczyńskiego?

Po roku 2015 Orbán zyskał wspólnika w złej sprawie w osobie Jarosława Kaczyńskiego i rządu PiS. Udzielali sobie wzajemnych gwarancji bezpieczeństwa, gdy naruszali regulamin wspólnego europejskiego domu. Niewątpliwie, Orbán imponuje Kaczyńskiemu jako sprawny mistrz utrwalania władzy. Stąd hasło Budapesztu w Warszawie. Obaj pojmują suwerenność jako swobodę realizowania swego autorytarnego widzimisię i dlatego zawadzają im unijne zasady, stojące na straży demokracji i wolności obywatelskich. Tyle że Orbán potrafi być sprytnym i elastycznym graczem, gdy Kaczyński narzucił toporny styl konfrontacji z Brukselą, doprawiony chorą fobią antyniemiecką. Kulminacją unijnego kaczyzmu był niebywały wygłup w postaci zamachu na Tuska w roku 2017, z rezultatem 1:27. Dobitne świadectwo izolacji rządu PiS, gdyż nawet Orbán nie chciał brać udziału w tej tragifarsie, sygnalizując nam poparcie dla Tuska.

Udało się zniszczyć Trójkąt Weimarski, czyli forum współpracy Warszawy z Berlinem i Paryżem. Przestała istnieć Grupa Wyszehradzka. Natomiast forsowano Trójmorze, które Kaczyński z Orbánem postrzegali jako swoistą alternatywę wobec UE. Ta poroniona inicjatywa, wspierana przez „pierwszego” Trumpa, już wówczas niechętnego Unii, była nadzieją Kremla, który marzył o strefie pośredniej, buforowej jako wstępie do odzyskiwania utraconej strefy wpływów.

Udzielenie azylu na Węgrzech Marcinowi Romanowskiemu i Zbigniewowi Ziobrze dowodzi, jak bardzo rozeszły się nasze drogi

Oczywiście, agresja Putina i komitywa Orbána z agresorem oddaliły wizję Budapesztu w Warszawie. Węgry po raz pierwszy w tysiącletniej historii okazują wrogość wobec Polski. Blokują rekompensaty dla nas (2 mld euro) za wspieranie Ukrainy. Minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó pozwolił sobie na kłamliwe oskarżenie Polski jako kraju, który blokuje rozmowy pokojowe. Ale współautorami tej toksycznej relacji z Węgrami Orbána są ministrowie sprawiedliwości PiS – Marcin Romanowski i Zbigniew Ziobro, którzy uciekają od wymiaru sprawiedliwości i szukają azylu u autokraty, sojusznika Putina. Udzielenie azylu, uzupełnione kolejnymi kłamstwami, dowodzi, jak bardzo rozeszły się nasze drogi.

Czytaj więcej

Polska, Węgry – rozwód bratanków. Czy to się jeszcze da posklejać?
Reklama
Reklama

W ten sposób Orbán wespół z Ziobrą niszczy tysiącletnie braterstwo. Bo to, co się dzieje za ich sprawą, nie ma nic wspólnego z braterstwem opartym na fundamencie etosu wolności i demokracji. To zmowa uciekiniera oskarżonego o kierowanie grupą przestępczą i autokraty, który znowu – jak Węgry w czasie wojen światowych – staje po ciemnej stronie mocy. Cóż, PiS zamachnęło się na tysiącletnią Puszczę Białowieską, zdewastowało 200-letnią stadninę koni w Janowie Podlaskim, która przetrwała zabory i okupację, więc w destrukcji ma wprawę. Pozostaje wierzyć, że wybory węgierskie w kwietniu 2026 r. zakończą panowanie Orbána. Wtedy uciekinierom pozostaje Białoruś, gdzie schronił się protegowany Ziobry, sędzia Tomasz Szmydt, który okazał się szpiegiem.

Jeszcze mocniej wierzę, że niezależnie od wyniku tegorocznych wyborów na Węgrzech i wyborów w Polsce w roku 2027, tysiącletnie braterstwo narodów przetrwa Ziobrę i Orbána.

Autor

Janusz Lewandowski

Ekonomista, europoseł KO oraz były komisarz UE ds. budżetu i programowania finansowego

Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Rada Pokoju Donalda Trumpa, czyli Karol Nawrocki w krainie czarów
Opinie polityczno - społeczne
Marek Kozubal: Wiadro z folią nie zastąpi schronu, czyli rzecz o „Poradniku bezpieczeństwa”
Opinie polityczno - społeczne
Marek Kutarba: Donald Trump, rozkapryszone dziecko z lotniskowcami
Opinie polityczno - społeczne
Po Trumpie 2.0: dlaczego Polska musi redefiniować relacje z USA
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Make China Great Again
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama