Garri Kasparow: Zachód musi uznać istnienie „dobrych Ruskich”, aby Ukraina mogła zwyciężyć

Problem leży w tym, że Ukraińcy, ale i zachodnia opinia publiczna, bardzo sceptycznie odnoszą się do idei „dobrych Ruskich”. Szczerze mówiąc, także my przyczyniliśmy się do tego. Ale przewlekła wojna zmusza nas do myślenia o uciekinierach z Rosji.

Publikacja: 07.05.2024 04:30

Garri Kasparow

Garri Kasparow

Foto: PAP/DPA, Britta Pedersen

W swoim poprzednim artykule „Trzy fale rosyjskiej opozycji” krótko przedstawiłem 20-letnią historię antyputinowskich protestów, zauważając, że dzisiaj wszystkie te nurty znalazły się za granicą. Tam też przeniosło się wiele naszych niezakończonych w Rosji sporów.

Niewykluczone, rzecz jasna, że rosyjską emigrację czeka los „białej emigracji” sprzed ponad stu lat, ale mimo wszystko chce się zachować nieco historycznego optymizmu i spróbować zrozumieć, jak w tych warunkach możemy przeciwstawiać się putinowskiemu faszyzmowi. Choć zawsze byłem konsekwentnym stronnikiem bojkotu „wyborów” i myślę, że po 17 marca  wszystkie spory na temat „uczestnictwa/nieuczestnictwa” zakończą się, niemniej jednak rozumiem ludzi, którzy chcą w jakikolwiek sposób wpływać na społeczno-polityczne procesy i nie widzą dla siebie innej metody.

Czytaj więcej

Kasparow: Przed wojną na Zachodzie może uchronić tylko klęska Putina w Ukrainie

Ale w światowej historii istnieje aksjomat: reżimy, podobne do putinowskiego, padają lub znacząco się modyfikują tylko w rezultacie śmierci dyktatora, wielkich wojennych przegranych lub geopolitycznych katastrof.

Rosja zawsze zmieniała się pod wpływem klęsk

I tak, klęska Imperium Rosyjskiego w wojnie krymskiej połowy XIX wieku (obecnie można już mówić – w „pierwszej wojnie krymskiej”) w rzeczy samej wymusiła na carskim reżimie uwłaszczenie chłopów i poważne reformy polityczne. Stało się jasne, że Rosja nie jest po prostu w stanie konkurować z rozwijającymi się, wolnymi krajami, czyli z przodującą Europą. Potem była katastrofa w wojnie rosyjsko-japońskiej (1904–1905), która doprowadziła do rewolucyjnego wybuchu, ugaszonego przez kardynalną reformę konstytucyjną. Później nastąpił impas I wojny światowej, gdy niezdolność państwa w oczach narodu do rozwiązywania problemów wojskowych i społecznych doprowadziła w 1917 roku do krachu reżimu… Wspomnijmy i 1989 rok: faktyczne uznanie porażki w Afganistanie za część globalnej porażki w trakcie zimnej wojny. I wkrótce – rozpad Związku Sowieckiego.  

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Putin skończy źle. Nie mam wątpliwości

Za to wojskowe zwycięstwa, odwrotnie – niezależenie od zapłaconej ceny, zawsze umacniały dyktaturę. Tak oto i putinowski reżim, mający rzecz jasna stalinowskie korzenie, do dziś pasożytuje na wielkim zwycięstwie w II wojnie światowej. Im dalej w głąb historii odchodzi samo wydarzenie, tym bardziej jest mitologizowane. Myślę, że dzisiaj wielu młodych ludzi nawet nie ma pojęcia, że ZSRR walczył przeciw Hitlerowi w koalicji z Wielką Brytanią i USA, nie wiedzą, jak ogromną rolę w zwycięstwie odegrał amerykański lend-lease (ustawa federalna z 11 marca 1941 roku, zezwalająca prezydentowi Stanów Zjednoczonych na sprzedawanie lub wypożyczanie innym rządom dowolnych produktów ze sfery obronności – red.)

Zwycięstwo Ukrainy jest warunkiem koniecznym powstania nowej Rosji

Po tym krótkim, historycznym wypadzie spróbujmy zrozumieć, co się dzieje obecnie.

Oczywistym jest dla mnie (przypuszczam, że w głębi ducha zgadzają się z tym wszyscy), że kardynalne zmiany w Rosji możliwe są tylko w przypadku wojennego zwycięstwa Ukrainy, przy tym musi to być zwycięstwo druzgoczące. Niepodobna oczekiwać przemian w masowej świadomości Rosjan, zarażonych wielowiekowym imperialnym wirusem bez ukraińskiej flagi nad Sewastopolem.

Argument, że zdobycie Sewastopola niekoniecznie doprowadzi do upadku putinowskiego reżimu, według mnie jest nieprzekonujący. Tak, możliwe, reżim od razu nie runie, ale bez ukraińskiej flagi nad Sewastopolem w ogóle nic nie będzie!

Takie obłudne stawianie sprawy przypomina błędne stanowisko obecnej, amerykańskiej administracji: nie możemy pomagać Ukrainie zwyciężyć druzgocąco, dlatego że nie wiemy, co się wtedy stanie z Rosją. Ale przecież główny problem całego świata polega na tym, co się stanie, jeśli reżim wygra i utrzyma się. Odpowiedź na takie pytanie jest dość oczywista: wojna będzie się przedłużać i rozpełzać. Nawiasem mówiąc, Europejczycy już to zrozumieli.

Czytaj więcej

Péter Magyar: Węgrom nikt nie pomagał. Dlaczego teraz my mamy pomagać Ukrainie?

Moim zdaniem działania poważnej rosyjskiej opozycji, chcącej zmienić kraj, powinny opierać się na takich realiach: tylko bezwarunkowe zwycięstwo Ukrainy daje szansę na to, że w Rosji coś może się ruszyć. Albowiem dyktator, dopóki on – zdaniem ludności – skutecznie prowadzi wojnę, pozostaje nieosiągalny. Ale jeśli ludność porachuje, że wszystko idzie źle, jeśli w świadomości ludzi zagnieździ się myśl, że władza nie jest w stanie wygrać wojny, skutki dla dyktatora mogą być zupełnie inne (patrz 1917 rok).

Zachód nie wierzy w dobrych Rosjan, wszyscy mają popierać Władimira Putina

Opierając się na tym, co zostało wcześniej powiedziane, zadanie rosyjskiej opozycji to znalezienie swego miejsca w globalnej, antyputinowskiej koalicji. Niestety, powstaje ona z trudem – temu ważnemu problemowi poświęcony jest niedawno opublikowany artykuł Władisława Inoziemcewa. Dzisiaj Kijowowi pomaga pół tuzina międzynarodowych koalicji, poczynając od Grupy Kontaktowej ds. Obrony Ukrainy (Ramstein). Ale nie widać w nich nic antyputinowskiego! Inoziemcew ma rację: „Globalna, antyputinowska koalicja pojawi się dopiero wtedy, gdy zostanie publicznie ogłoszone, że jej celem jest zmiana reżimu w Rosji i wyplenienie władzy czekistowskiej biurokracji… Przekształcenie proukraińskiej koalicji w antyputinowską jest najważniejszym warunkiem zwycięstwa Zachodu w trwającej wojnie”.

Tutaj pojawia się pytanie: a czy cała rosyjska opozycja gotowa jest uczestniczyć w takiej globalnej koalicji antyputinowskiej? Pełne uczestnictwo w niej oznacza nie tylko humanitarną pomoc Ukrainie, ale i wojenną. Albowiem dzisiaj ukraińska armia zajmuje się rozwiązaniem głównego, wspólnego zadania.

Czytaj więcej

Morderstwa, pobicia, otrucia, zastraszanie. Rosja atakuje swoich wrogów za granicą

Rozumiem, że ktoś z kolegów ma pacyfistyczne przekonania, a ktoś nie chce trwonić politycznego kapitału, mając na uwadze udział w wyczekiwanych wyborach w „przepięknej Rosji przyszłości”. Ale ta cudowna przemiana kraju na pewno nie nadejdzie, jeśli Ukraina nie zwycięży! Dlatego należy znaleźć najbardziej produktywną formę naszego udziału w procesie pomocy.

Inny problem leży w tym, że Ukraińcy, ale i zachodnia opinia publiczna, bardzo sceptycznie odnoszą się do idei „dobrych Ruskich”. Szczerze mówiąc, także my przyczyniliśmy się do tego. Ale przewlekła wojna zmusza nas do myślenia nie tylko o pomocy Ukraińcom, ale i uciekinierom z Rosji. Jeszcze w maju 2022 roku wraz z Michaiłem Chodorkowskim stworzyliśmy Rosyjski Komitet Akcji (Rossijskij Komitet Diejstwia – RDK), chcąc zbudować obywatelom Rosji, którzy odrzucili putinowski reżim, prawne warunki normalnego życia na Zachodzie. Obecnie ludzie z rosyjskimi paszportami są ograniczani w swych prawach i sama wiza nie wystarczy. Niemało trudności jest też z otrzymaniem rozlicznych dokumentów, otwarciem rachunku w bankach…

Opozycja musi ostatecznie zerwać z Rosją Władimira Putina

 Tak zrodziła się idea zbudowania wirtualnego „ruskiego Tajwanu”. W żadnym wypadku nie jest to rząd emigracyjny – nikt nie ma prawa reprezentowania 140 milionów ludzi! By przezwyciężyć stałą niechęć do Rosji ze strony zachodnich, a zwłaszcza ukraińskiego społeczeństwa, konieczne jest stworzenie zrzeszenia Rosjan gotowych ostatecznie zerwać z putinowskim reżimem. Do tego potrzebne jest też sformułowanie bazy dokumentów i pierwszym krokiem na tej drodze była berlińska deklaracja (podpisana w Berlinie 30 kwietnia 2023 roku przez większość opozycyjnych i emigranckich organizacji – red.), która w bardziej szczegółowej formie utrwaliła moją pięciosekundową wypowiedź: wojna jest przestępcza, reżim – bezprawny, Krym – ukraiński. Podpisanie takiego dokumentu jasno określa zerwanie z putinowską Rosją.

Kolejnym krokiem powinna być pozytywna reakcja zachodnich państw na ideę tworzenia „ruskiego Tajwanu” – pojawienie się nowego rodzaju dokumentu, niepozbawionego wyrazu paszportu nansenowskiego, ale konkretnego dokumentu określającego, że ten człowiek (jego posiadacz – red.) jest częścią zachodniego społeczeństwa. Siłą rzeczy będzie to uznanie innej, wolnej Rosji, w jakimś stopniu odpowiednik Wolnej Francji de Gaulle’a. To pozwoliłoby ludziom osiąść w wolnym świecie i stworzyć socjalno-polityczną wspólnotę, możliwe, że liczącą nawet 2–3 miliony ludzi. Taka wyraźnie zarysowana grupa, przeciwstawiająca się putinowskiej propagandzie, pomogłaby stworzyć pozytywne tło w wielu zachodnich krajach.

Czytaj więcej

W Rosji wszystko będzie karalne. Nawet przynależność do nieistniejących organizacji

Jednak do wydawania dokumentów „dobrym Ruskim” jeszcze daleko. Ten proces rozwija się z trudem, ponieważ Europa i Ameryka nie są gotowe przyznać, że znajdują się w stanie wojny z Rosją. Putin wojuje z NATO, a NATO udaje, że z Putinem nie wojuje. I ta asymetria zmusza państwa NATO do prowadzenia w wielu kwestiach powściągliwej polityki. Choć jasne jest, że konieczne są poważne działania ograniczające prawomocność państwa rosyjskiego – w szczególności nieuznawanie legalności prezydentury Putina. Już dawno należało ograniczyć putinowską Rosję w jej międzynarodowych prawach: trwa wojna, a na wojnie, żeby wygrać, należy walczyć na serio.

„Ruski Tajwan” mógłby pomóc wygrać Ukrainie, uderzając pośrednio w Rosję

Tymczasem właśnie „ruski Tajwan” mógłby stać się ważną częścią koalicji. Piszemy, że putinowski reżim nauczył się omijać sankcje za pomocą podstawionych firm i trzecich krajów, które mają z tego zyski. W wolnym świecie, gdzie nie ma handlowych ograniczeń (wojny przecież formalnie nie ma!), trudno powstrzymać ten proces, jednakże można narobić szkód putinowskiej wojennej machinie, wyciągając z niej jedyny komponent niedający się zamienić – mózgi! Liczba specjalistów w Rosji, zdolnych efektywnie pracować dla wojny, prowadzić konieczną działalność naukowo-badawczą i konstruktorską, kreślić rysunki techniczne albo robić rakiety czy drony, jest niezwykle ograniczona. W żadnym wypadku nie usprawiedliwiając tych „speców”, uważam, że należy dać im szansę przejścia na stronę wolnego świata.

Dołączywszy do „ruskiego Tajwanu”, wielu z nich znalazłoby stosowną pracę w swej specjalności i robiłoby swoje rysunki techniczne już nie po to, by zabijać Ukraińców, ale by bronić ich i cały wolny świat od putinowskiej agresji. Realizacja tego projektu spowodowałaby ogromne szkody w putinowskiej machinie wojennej! Tak przy okazji stanowi to odpowiedź dla tych zajadłych krytyków idei „dobrych Ruskich”, którzy twierdzą, że: „Tylko w ukraińskich batalionach Ruscy mogą odkupić swoją winę”. Mało kto może zgłosić się na ochotnika do tych batalionów, ale wielu może wnieść swój cenny wkład w zwycięstwo. Wojna, tym bardziej współczesna, wygrywana jest nie tylko na polu bitwy. Konieczne jest wsparcie finansowe, gospodarcze, techniczne, komputerowe.

Czytaj więcej

Ukraina otrzymała zgodę na atak. Wcześniej USA nie dawały zielonego światła

Widzimy ogrom różnych funkcji, w których putinowski reżim jest dość nieodporny. Poza uczonymi, inżynierami i pracownikami branży IT są jeszcze ruscy finansiści, którzy teraz ze względu na obowiązki zawodowe z powodzeniem znajdują sposoby omijania sankcji, a w wolnym czasie marzą, by przedostać się do wolnego świata i pracować, nie bojąc się, że poczują na plecach oddech czekisty.

Wydaje mi się, że stworzenie zagranicznej wolnej Rosji pozwoli nam uspokoić zachodnich geopolityków od siedmiu boleści, bojących się rozpadu Rosji w razie ukraińskiego zwycięstwa i krachu putinowskiego reżimu. Jak wiadomo, załamanie się każdej dyktatury prowadzi do konieczności wymiany biurokracji oraz aparatu zarządzającego. A właśnie tutaj, na Zachodzie, można sformować tę kadrową rezerwę, która zminimalizowałaby negatywne skutki rozpadu poprzedniej władzy.

Zachód musi zmienić nastawienie wobec rosyjskiej opozycji

Polityczne plusy utworzenia „ruskiego Tajwanu” są oczywiste. Ale powodzenie tej akcji napotyka dwa problemy. Pierwszy, powtórzę – to powolność zachodniej biurokracji, oczywista inercja opinii publicznej w Ukrainie i na Zachodzie w stosunku do Rosjan. Druga – w rosyjskiej opozycji nie ma jeszcze zrozumienia, że jest to jedyna możliwa forma ich udziału w życiu politycznym. Wszystko inne to pod wieloma względami tylko imitacja aktywności i po 17 marca (tekst był pisany przed wyborami Rosji – red.) nastąpi pełna jasność w tym względzie. Jednakże wiadomym jest, że jakieś kukły w politycznym teatrze będą jeszcze działać i będzie trwać zwykły, fikcyjny proces odciągający aktywnych obywateli od udziału w realnej walce z reżimem.

Czytaj więcej

Rusłan Szoszyn: Drugi front czy manewr Putina odwracający uwagę Ukraińców?

Dzisiaj, gdy zabójstwo Nawalnego zakończyło dyskusje o tym, co można zrobić w samej Rosji, a krytyczna masa przeciwników Putina znalazła się na Zachodzie, najwyższy czas zjednoczyć się wokół idei wirtualnego „ruskiego Tajwanu”, a może i nie tylko wirtualnego: kto wie, może gdzieś się znajdzie niewielkie terytorium, by podnieść nad nim biało-niebiesko-białą flagę… ( symbol Rosjan sprzeciwiających się inwazji Rosji na Ukrainę oraz rządom Władimira Putina – red.).

W swoim poprzednim artykule „Trzy fale rosyjskiej opozycji” krótko przedstawiłem 20-letnią historię antyputinowskich protestów, zauważając, że dzisiaj wszystkie te nurty znalazły się za granicą. Tam też przeniosło się wiele naszych niezakończonych w Rosji sporów.

Niewykluczone, rzecz jasna, że rosyjską emigrację czeka los „białej emigracji” sprzed ponad stu lat, ale mimo wszystko chce się zachować nieco historycznego optymizmu i spróbować zrozumieć, jak w tych warunkach możemy przeciwstawiać się putinowskiemu faszyzmowi. Choć zawsze byłem konsekwentnym stronnikiem bojkotu „wyborów” i myślę, że po 17 marca  wszystkie spory na temat „uczestnictwa/nieuczestnictwa” zakończą się, niemniej jednak rozumiem ludzi, którzy chcą w jakikolwiek sposób wpływać na społeczno-polityczne procesy i nie widzą dla siebie innej metody.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Paweł Łepkowski: W polityce walka z krzyżem to ryzykowny wybór
Opinie polityczno - społeczne
Estera Flieger: Jarosław Kaczyński i Donald Tusk – panom już dziękujemy
Opinie polityczno - społeczne
Adam Lipowski: NATO wspiera Ukrainę na tyle, by nie przegrała wojny, ale i nie wygrała z Rosją
Opinie polityczno - społeczne
Tomasz Grzegorz Grosse: Polska nie powinna delegować swej obrony do mało wiarygodnego partnera – Niemiec
Opinie polityczno - społeczne
Jędrzej Bielecki: Koszmar Ameryki, czyli Putin staje się lennikiem Chin