Stanisław Burdziej: Inne smartfony i media społecznościowe są możliwe

Tylko niektórzy z nas są uzależnieni od smartfonów, jednak wszyscy jesteśmy ich zakładnikami. Dlatego uporządkowanie naszej relacji z technologiami cyfrowymi będzie wymagało odważniejszych działań niż tylko cyfrowa higiena. Zakaz używania smartfonów w szkołach to dopiero początek.

Publikacja: 19.03.2024 12:34

Stanisław Burdziej: Inne smartfony i media społecznościowe są możliwe

Foto: Adobe Stock

W miarę jak kolejne kraje wprowadzają lub zapowiadają zakazy korzystania ze smartfonów w szkołach, dyskusja nad podobną regulacją narasta także w Polsce. Przykładowo, Instytut Spraw Obywatelskich zaapelował niedawno o wprowadzenie zakazu korzystania z urządzeń cyfrowych przez uczniów od 1 września 2024 r.

Czy smartfony są jak narkotyki?

Choć taki zakaz jest potrzebny, w dyskusji zbyt łatwo poprzestaje się na porównaniu smartfonów do narkotyków. Artur Bartkiewicz przekonywał w „Rzeczpospolitej” kilka dni temu, że „zakaz korzystania ze smartfona w szkole nic nie da, jeśli po wyjściu ze szkoły dziecko będzie mogło rzucić się na swój smartfon jak narkoman na narkotyk po kilkugodzinnym odwyku”.

Porównanie do narkotyków może być zwodnicze i prowadzić na manowce. Dlaczego? Bo pomijając niektóre zastosowania medyczne i chwilowy błogostan użytkownika, narkotyki są jednoznacznie szkodliwe. Wyzwolenie się z uzależnienia wymaga całkowitej rezygnacji z przyjmowania danej substancji. W przypadku technologii cyfrowych jest inaczej. Korzystanie z nich może oczywiście przyjmować wysoce niepokojące formy, w tym przypominające uzależnienie. Mówiąc o „uzależnieniu” od smartfona, musimy jednak pamiętać, że posługujemy się pewną metaforą.

Taka metafora sugeruje, że naszym jedynym wyjściem jest rezygnacja z korzystania z technologii cyfrowych albo przynajmniej okresowy „detoks” i jakaś forma indywidualnej ascezy. Tymczasem we współczesnym świecie to w zasadzie niemożliwe. Korzystamy ze smartfonów i innych technologii cyfrowych (w tym także nałogowo) nie dlatego, że jesteśmy ułomni, że brakuje nam silnej woli i odpowiedzialności. Sięgamy po nie dlatego, że narzędzia te faktycznie stały się nieodłącznym elementem infrastruktury życia codziennego. Bez nich nie jesteśmy w stanie pracować, podróżować, zarządzać naszym życiem i życiem naszych rodzin. To się nie zmieni w przewidywalnej przyszłości, cokolwiek na ten temat sądzimy.

Czytaj więcej

Zakaz smartfonów w szkole już od nowego roku? Jest apel do ministra edukacji

Dolina Krzemowa podpatruje pomysły z kasyn Las Vegas

Problem jest nie tyle narkotyczny, co „terrorystyczny”. Dzięki użyteczności oferowanych przez siebie urządzeń i aplikacji platformom cyfrowym udało się wziąć nas na zakładników. Metafora zakładnika jest trafniejsza niż metafora uzależnienia, bo pokazuje, że nasze życie jest dziś w znacznym stopniu kształtowane przez czyjeś interesy. Chcąc normalnie funkcjonować, musimy płacić okup w postaci naszych danych i naszej uwagi, a potem także negatywnych skutków dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Przyjęcie, że jesteśmy zakładnikami obecnego modelu biznesowego gigantów technologicznych, jest dla nas wyzwalające – pozwala dostrzec, że jesteśmy osaczeni przez siły, które przekraczają nasze możliwości oporu i zacząć szukać oswobodzenia.

Dziś wiemy, że projektanci narzędzi i aplikacji cyfrowych świadomie wbudowują w nie rozwiązania uzależniające podpatrzone w kasynach Las Vegas. Dlatego trzeba prawnie uregulować niektóre aspekty ich designu, aby z problemem cyfrowej niewoli zmierzyć się systemowo, zamiast ograniczać się do terapii – i to dopiero wtedy, gdy nasze urządzenia przejmą nad nami kontrolę. Tymczasem możliwe są inne smartfony, niż te, które mamy dziś w kieszeniach. Możliwe są nawet inne, lepsze media społecznościowe. Nie jesteśmy skazani na technologie cyfrowe w ich obecnej, czyli uzależniającej i często dysfunkcyjnej postaci.

Nie musimy całkowicie rezygnować z technologii cyfrowych, niczym alkoholik, który musi na zawsze zrezygnować z alkoholu.

Odzyskanie kontroli wymaga jednak rozwiązań bardziej kompleksowych, w tym skutecznych regulacji prawnych. To odpowiednie regulacje sprawią, że z naszych telefonów znikną takie funkcje jak automatyczne odtwarzanie czy niekończące się przewijanie ekranu. Może bylibyśmy nawet w stanie zrezygnować z lajków, które tresują nasz układ nagrody? Może zaakceptowalibyśmy, aby treści ładowały się coraz wolniej, w miarę jak wydłuża się czas korzystania przez nas z mediów cyfrowych? Na pewno zgodzilibyśmy się, by te oraz liczne inne funkcje były domyślnie wyłączone. Podważy to oczywiście dotychczasowy model biznesowy korporacji technologicznych. Trzeba będzie zastąpić go modelem subskrypcyjnym, który umożliwi nam płacenie za użyteczne usługi pieniędzmi, a nie danymi czy przejęciem naszej uwagi. Wiele takich konkretnych i możliwych do wprowadzenia pomysłów zebrała niedawno Fundacja Panoptykon w dokumencie „Safe By Default”.

Czytaj więcej

Wyrzućmy smartfony z klasy

Ze smartfonami i mediami społecznościowymi powinno być tak jak z papierosami

Kompleksowy i realistyczny scenariusz regulacji cyfrowych technologii uzależniających przedstawia między innymi Gaia Bernstein w książce „Unwired: Gaining Control over Addictive Technologies” (2023) („Wyplątani: Jak zyskać kontrolę nad technologiami uzależniającymi”). Jej zdaniem skuteczne uregulowanie tych technologii będzie przypominać próby uregulowania palenia papierosów, zastosowania tłuszczów trans w przemyśle żywnościowym czy dostępności niezdrowej żywności dla dzieci. Jak wiemy, próby te zakończyły się powodzeniem, choć nie brakowało sceptyków oraz zwrotów akcji po drodze.

Analizując przebieg i efekty wysiłków regulacyjnych w powyższych obszarach, Bernstein przewiduje, że koncerny technologiczne będą podnosić argument indywidualnej odpowiedzialności konsumentów. Będą też finansować badania naukowe podważające liczne dowody wskazujące na negatywny wpływ mediów cyfrowych na rozwój dzieci i młodzieży. Już dziś firmy Big Tech wyprzedzająco rozwijają strategie akcentujące odpowiedzialność przede wszystkim rodziców za zdrowe praktyki cyfrowe swoich dzieci. To na nich przerzuca się odpowiedzialność za instalowanie filtrów i aplikacji, monitorowanie czasu, jaki ich pociechy spędzają przed ekranem, a przede wszystkim dawanie własnego przykładu odpowiedzialnego i kontrolowanego korzystania z technologii cyfrowych. Korporacje technologiczne próbują też nas przekonać, że nowe technologie rozwijają się zbyt szybko, by prawodawcy mogli nadążyć, zaś ewentualne regulacje będą dławić innowacje.

Na szczęście już dziś nikt nas nie przekonuje, że powinniśmy – my i nasze dzieci – sami decydować, czy palić papierosy lub kupować niezdrową żywność. Nie musimy całkowicie rezygnować z technologii cyfrowych, niczym alkoholik, który musi na zawsze zrezygnować z alkoholu. Zakaz korzystania ze smartfonów w szkołach jest więc potrzebny, a dalsza dyskusja powinna dotyczyć szczegółów rozwiązania, a nie jego celowości. Z uwagi na tempo rozwoju technologicznego, tym razem regulacja musi nastąpić znacznie szybciej niż za kilka dziesięcioleci.

O autorze

Stanisław Burdziej

dr hab., profesor w Instytucie Socjologii UMK

Opinie polityczno - społeczne
Mariusz Janik: Twarz, mobilizacja, legitymacja, eskalacja
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Opinie polityczno - społeczne
Bogusław Chrabota: Śląsk najskuteczniej walczy ze smogiem
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: My, stare solidaruchy
analizy
Lewica przed największym wyzwaniem od lat. Przez Tuska straciła powagę
Opinie polityczno - społeczne
Elżbieta Puacz: Od kiedy biologicznie zaczyna się życie człowieka i co to oznacza w kwestii aborcji