Konrad Czarnecki: Grzegorz Braun może zatopić Konfederację, czyli klątwa Korwina działa

Antysemicki wybryk Grzegorza Brauna będzie miał poważne konsekwencje polityczne. Konfederacja bowiem niespodziewanie może wpaść w kryzys zagrażający jej egzystencji.

Publikacja: 18.12.2023 17:33

Krzysztof Bosak, Janusz Korwin-Mikke i Grzegorz Braun

Krzysztof Bosak, Janusz Korwin-Mikke i Grzegorz Braun

Foto: Fotorzepa, Jakub Czermiński

„A ty znowu oglądasz ten Szejm?” – zapytała mnie 12 grudnia moja pięcioletnia siostra cioteczna. Zważywszy na haniebne zachowanie jednego z parlamentarzystów jej przejęzyczenie wydaje się bardzo adekwatne („shame” z ang. – wstyd). To tego dnia poseł Grzegorz Braun zgasił przy pomocy gaśnicy świece palące się w holu głównym Sejmu z okazji żydowskiego święta Chanuka i zaatakował osoby biorące udział w uroczystości. Polityk Konfederacji został wykluczony z obrad, a jego zachowanie wywołało skandal i odbiło się szerokim echem w mediach na całym świecie.

Konfederacja straci wicemarszałka?

Wybryk posła Brauna nie jest jednak wyłącznie wydarzeniem kompromitującym polski parlament, ale najprawdopodobniej będzie on miał też konkretne konsekwencje polityczne, których preludium obserwujemy już teraz. Konfederacja bowiem niespodziewanie może wpaść w kryzys zagrażający jej egzystencji.

Czytaj więcej

Jacek Nizinkiewicz: Dlaczego Grzegorz Braun zaatakował w Sejmie i jak uratował go Szymon Hołownia

Krótko po wspomnianej awanturze Lewica wespół z PiS zapowiedziała, że złoży wniosek o wykluczenie przedstawicieli Konfederacji z Prezydium Sejmu, jeśli Grzegorz Braun nie zostanie niezwłocznie usunięty z tej partii. Sądząc po wypowiedziach przedstawicieli pozostałych ugrupowań, większość dla takiego wniosku znajdzie się bez problemu.

Konfederaci stoją więc przed bardzo trudnym wyborem. Z jednej strony na szali leży utrzymanie prestiżowego stanowiska wicemarszałka, dającego wpływ na prace Sejmu i możliwość budowania pozycji politycznej partii. Jasne stało się też, że wyrzucenie Grzegorza Brauna jest warunkiem sine qua non dla normalizacji wizerunku Konfederacji w oczach wyborców, co jest szczególnie ważne w kontekście walki o schedę po PiS na prawicy. Z drugiej strony usunięcie Brauna mogłoby skutkować poważnym rozłamem w szeregach partii – obecnie stronnictwo Brauna jest jedną z trzech głównych sił tworzących Konfederację (to czterech z jej 18 posłów). Oznacza to, że jeśli Braun, odchodząc, pociągnąłby za sobą swoich sympatyków, to Konfederacja straciłaby status klubu parlamentarnego i zapewne zauważalną część poparcia.

To nie koniec kar dla Grzegorza Brauna

Na razie zachowanie jedności partii zwyciężyło. Konfederaci zdecydowali się odrzucić ultimatum i ograniczyć do bezterminowego zawieszenia Grzegorza Brauna w prawach członka klubu. Nałożono na niego również zakaz wystąpień z sejmowej mównicy. Nie oznacza to jednak, że Braun zostanie w Konfederacji. Przemysław Wipler po zeszłotygodniowych wydarzeniach nazwał go „człowiekiem, który nie ma za grosz poczucia, że zrobił coś niestosownego” oraz zapowiedział, że w przyszłości wobec niego mogą jeszcze zostać wyciągnięte dalej idące konsekwencje.

Znając temperament i stanowczość Grzegorza Brauna, niewykluczone też, że wobec takich ograniczeń sam zdecyduje się na odejście – zwłaszcza że w ostatnich tygodniach atmosfera wokół niego i tak już gęstniała, a jego środowisko jest bardzo nielubiane przez niektóre frakcje wewnątrz Konfederacji.

Zastanawiające, że nie znajdziemy oficjalnej informacji o tym, że Janusz Korwin-Mikke opuścił Konfederację

Zatem wygląda na to, że działa ciągle klątwa Korwina, w myśl której każde ugrupowanie, z którym rozstaje się Janusz Korwin-Mikke, po jego odejściu wpada w turbulencje, traci poparcie i się rozpada. Sam Korwin-Mikke dzień po wspomnianym incydencie ogłosił już oficjalnie, że zakłada nową partię. Dowiedzieliśmy się, że jej główną agendą będzie skrajna antyunijność, a obok Korwin-Mikkego jej drugim frontmanem będzie Stanisław Michalkiewicz. Jeszcze dwa tygodnie temu wróżyłbym tej formacji rychły koniec, ale w nowych okolicznościach, zwłaszcza gdyby doszło do mariażu z Grzegorzem Braunem, to niewykluczone, że wspólnymi siłami politykom tym uda się znaleźć niszę na skrajnej prawicy i zagrozić osłabionej Konfederacji.

A może to jakaś rozgrywka Korwina?

Jest jednak jeszcze ciekawsza hipoteza. Zastanawiające, że nie znajdziemy oficjalnej informacji o tym, że Janusz Korwin-Mikke opuścił Konfederację. Przez jakiś czas ma on też jeszcze niezbywalne i formalnie zagwarantowane przywileje we współtworzącej tę partię Nowej Nadziei. Możliwe więc, że jego prawdziwym celem nie jest rozbicie, ale szantażowanie konfederatów i wynegocjowanie powrotu do niej na lepszych warunkach.

Sytuacja na dalekiej prawicy robi się coraz bardziej skomplikowana. Wewnętrzne sprzeczności w Konfederacji zaowocowały kryzysem w najmniej spodziewanym momencie. Warto obserwować rozwój wydarzeń.

Autor

Konrad Czarnecki

Młody publicysta, student socjologii stosowanej i antropologii społecznej na Uniwersytecie Warszawskim

„A ty znowu oglądasz ten Szejm?” – zapytała mnie 12 grudnia moja pięcioletnia siostra cioteczna. Zważywszy na haniebne zachowanie jednego z parlamentarzystów jej przejęzyczenie wydaje się bardzo adekwatne („shame” z ang. – wstyd). To tego dnia poseł Grzegorz Braun zgasił przy pomocy gaśnicy świece palące się w holu głównym Sejmu z okazji żydowskiego święta Chanuka i zaatakował osoby biorące udział w uroczystości. Polityk Konfederacji został wykluczony z obrad, a jego zachowanie wywołało skandal i odbiło się szerokim echem w mediach na całym świecie.

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Marek Migalski: Waga nieważnych wyborów
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Opinie polityczno - społeczne
Daria Chibner: Dlaczego kobiety nie chcą rozmawiać o prawach mężczyzn?
Opinie polityczno - społeczne
Michał Szułdrzyński: Gorzka pigułka wyborcza
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Czy szczyt klimatyczny w Warszawie coś zmieni? Popatrz w PESEL i się wesel!
felietony
Marek A. Cichocki: Unijna gra. Czy potrafimy być bezwzględni?