Eugeniusz Smolar: Polska-Niemcy. Będzie lepiej, też dla UE, ale…

Poważny dialog między Warszawą a Berlinem musi zostać wznowiony dla dobra Polski, Niemiec i Unii – pisze były prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych.

Publikacja: 21.11.2023 03:00

Eugeniusz Smolar: Polska-Niemcy. Będzie lepiej, też dla UE, ale…

Foto: AdobeStock

Nowy rząd będzie dążył do naprawienia stosunków z Niemcami po paranoicznej antyteutońskiej polityce „zjednoczonej prawicy”. Zwycięstwo demokratycznej opozycji w wyborach spotkało się z poczuciem ogromnej ulgi w całej Europie i USA. Mimo odwrotu Berlina od błędnej polityki wobec Rosji oba kraje będą musiały uporać się z istotnymi różnicami w kwestii bezpieczeństwa i przyszłości Europy.

Racjonalna polityka

PiS podporządkował stosunki międzynarodowe potrzebom polityki krajowej, instrumentalizując historię, opierając ją na infantylnej geopolityce i wierze w alternatywne wobec Unii Europejskiej struktury regionalne. Mimo zagrożeń i wojny w Ukrainie na boku pozostawiana była Rosja, a cała energia nakierowana była na przedstawianie:

- Unii Europejskiej jako lewackiej wrogiej siły, dążącej do odebrania Polsce suwerenności i niepodległości oraz ograniczania możliwości przyszłego rozwoju;

- Niemiec, niejako z natury wrogich Polsce, rządzących w UE i wykuwających przyszły antypolski sojusz z Rosją. Jarosław Kaczyński głosił: „My się nie mieścimy w niemiecko-rosyjskich planach panowania nad Europą. Niepodległa, podmiotowa, silna gospodarczo, społecznie i militarnie Polska jest dla nich przeszkodą. Z perspektywy historycznej to nic nowego”;

- Donalda Tuska jako agenta jednocześnie niemieckiego i rosyjskiego…

Nowy rząd szybko podejmie starania służące przywróceniu dobrych stosunków z instytucjami europejskimi, Berlinem i Paryżem, podejmując z nimi dialog, jak z sojusznikami i przyjaciółmi. Winien brać jednak pod uwagę istotne różnice: bilateralne, dotyczące przyszłości UE oraz stosunków z USA.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Polityka regionalna od nowa

Są wszelkie powody, by z zadowoleniem przyjąć Zeitenwende kanclerza Olafa Scholza i porzucenie polityki „Russia first”, ale równocześnie zdajemy sobie sprawę, że dopiero rosyjska agresja i ogrom cierpienia Ukraińców, także poczucie zagrożenia ich konsekwencjami dla całej Europy, sprawiły, że niemieckie elity straciły złudzenia co do Rosji Putina. Przewartościowanie relacji z Rosją doprowadziło do zbieżności z polskimi ocenami wyzwań dla bezpieczeństwa, przed którymi stoi Polska, Europa Środkowo-Wschodnia i cały kontynent.

Docenić też należy, że Niemcy stały się drugim po USA największym dostawcą pomocy wojskowej, humanitarnej i finansowej dla Ukrainy. Jednak jej wielkość, zwłaszcza w porównaniu z PKB per capita, jest poniżej możliwości Niemiec i znacznie niższa niż oferowana przez mniejsze państwa. Pomoc Niemiec i ich zobowiązanie do udziału w odbudowie Ukrainy na niewiele się zdadzą, jeśli Rosja wygra konflikt, zamrażając go i umacniając swoje zdobycze terytorialne, jak to miało miejsce w 2014 r.

Możemy czerpać satysfakcję z licznych głosów czołowych polityków, że Niemcy w przeszłości „powinni byli bardziej słuchać” opinii Polaków i innych sojuszników na wschodniej flance. Pozostaje jednak brak przekonania, że Niemcy – choć to głoszą – wyciągną wnioski z konstatacji, że Ukraińcy walczą o bezpieczeństwo nie tylko własne, ale całej Europy. Co więcej, nie jesteśmy pewni, czy Berlin w imię „realizmu” nie zastosuje się do wielokrotnie powtarzanych przez kanclerza Scholza ostrzeżeń, że nade wszystko Niemcy nie chcą wojny NATO z Rosją. Nie ze względu na ich rzekomą prorosyjskość, lecz dla zapewnienia bezpieczeństwa – własnego i Europy.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Dyplomacja wraca na ziemię

Nikt nie chce wojny z Rosją, ale w sytuacji, gdy Polska i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej stały się państwami frontowymi, musimy być pewni, że Niemcy w potrzebie przyjdą z pomocą swoim sojusznikom w NATO i UE, przynajmniej niezwłocznie dostarczając broń i amunicję. Czy nie będą się ociągać z dostawami, ponieważ – jak powtarza Scholz – „kraj ponosi odpowiedzialność za pokój i bezpieczeństwo w całej Europie”. Wszyscy ją ponosimy w ramach NATO.

Dla wyborców nie byłby kontrowersyjnym postęp w NATO-wskim programie mobilności wojsk, ułatwiającym przemieszczanie jednostek i sprzętu wojskowego dla szybkiego reagowania na zagrożenia: usunięcie przeszkód prawno-biurokratycznych, wzmocnienie mostów i przepraw na Odrze czy modernizacja na terenie Niemiec linii kolejowej między Wrocławiem a Dreznem.

Jednocześnie polskie rozumienie sytuacji nie może pomijać prawnych, instytucjonalnych oraz mentalnych ograniczeń, jakie rządzą Republiką Federalną wraz z pamięcią o zbrodniach II wojny światowej. Ogromna większość społeczeństwa niemieckiego odrzuca perspektywę udziału w jakiejkolwiek wojnie. Stąd ograniczenia i zażarte debaty np. nad działaniami Bundeswehry w Afganistanie. Poruszenie wywołały ogłoszone 14 listopada przez ministra obrony Borisa Pistoriusa „Wytyczne polityki obronnej w Zeitenwende” ze względu na stwierdzenie: „Bundeswehra musi być przygotowana do wojny”.

Zmiany postępują, mają charakter edukacyjny wobec niemieckiego społeczeństwa, ale nazbyt wolno, czemu nie pomagają różnice wśród partii politycznych, reagujących na nastroje wyborców. Tym też należy tłumaczyć opóźnienia i brak determinacji w odbudowie niezbędnych zdolności bojowych Bundeswehry.

Niezależnie od oceny chaotycznej polityki zakupowej poprzedniego rządu rozbudowa polskich zdolności obronnych będzie postępować. Nie działamy jednak w próżni, toteż nasze bezpieczeństwo będzie zależeć nie tylko od wsparcia USA, ale także od ścisłej współpracy z Niemcami, które mogą i powinny zapewnić Polsce niezbędną głębię strategiczną oraz gwarancje pomocy wojskowej. Niepewność w polityce bezpieczeństwa powinna być rozwiązana możliwie jak najszybciej poprzez dwustronne (i na forum NATO) rozmowy czołowych polityków, dyplomatów i wojskowych. Ogłoszenie konkretnych wyników pozwoli oczyścić atmosferę i budować wzajemne zaufanie.

Polska i Niemcy powinny szukać wspólnej płaszczyzny w kwestiach pogłębiania integracji UE, też w związku z przyszłym członkostwem Ukrainy, a także z odbudową kraju po zniszczeniach wojennych. Oba państwa będą starały się odegrać znaczącą rolę w tej odbudowie, czemu powinny pomóc ich potencjał, ścisłe powiązania gospodarcze i bliskość geograficzna. Wzajemnym stosunkom pomogłoby wspólne opracowanie dużych, zaawansowanych technologicznie projektów, które przyniosłyby korzyści wszystkim trzem partnerom.

Reforma Unii

W okresie poprzedzającym rozszerzenie UE dyskutowane są obecnie projekty zmian, w tym rozszerzenie obszarów, w których nie będzie stosowana jednomyślność. Polska nie jest jedynym krajem, który ostrożnie podchodzi do propozycji głosowania większościowego w zakresie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. W maju 2022 r. 13 państw wypowiedziało się przeciwko zmianom w traktatach. Trudno jest mówić o wspólnej polityce zewnętrznej UE.

Czytaj więcej

Opozycja szykuje rewolucję w polityce zagranicznej. Zaskakującą mało różnic

- Państwa członkowskie nie były ostatnio w stanie wypracować wspólnego stanowiska w sprawie ataku Hamasu na Izrael i sytuacji humanitarnej w Strefie Gazy. Toteż UE nie ma możliwości wpływania na sytuację na Bliskim Wschodzie w swoim najbliższym otoczeniu.

- Niemcy, Francja, Włochy i inne kraje prowadzą odrębną politykę wobec Chin ze względów gospodarczych, podczas gdy na szczeblu UE wspólnie uważają Pekin za zagrożenie. Znaczącą była odmowa Scholza wspólnej z Macronem wizyty w Chinach, gdy intencją propozycji Francji było ukazanie jedności Europy i zademonstrowanie, że Pekinowi nie uda się podzielić krajów UE poprzez rozgrywanie ich interesów gospodarczych. Niemcy są wyraźnie bardziej ostrożne, obawiając się odwetu Pekinu ze względu na znaczenie wzajemnych stosunków przemysłowych i handlowych.

- Występują poważne różnice w kwestii ewentualnych retorsji UE wobec utrzymywania przez USA podwyższonych ceł na produkty europejskie.

Tylko wspólnie w UE możemy prowadzić skuteczną politykę wobec Chin i… USA. Niedawny szczyt USA–UE nie przyniósł rozstrzygnięć, toteż Warszawa i Berlin powinny współdziałać w wypracowywaniu porozumienia między Waszyngtonem a Brukselą.

Kwestie bezpieczeństwa o egzystencjalnym znaczeniu wobec gróźb Moskwy i niepewność co do postawy Niemiec wobec konfliktu zbrojnego sprawią, że każdy polski rząd będzie bardzo ostrożny z wyrażeniem zgody na podporządkowanie się decyzjom większości, którą Berlin i Paryż mogłyby wypracować. Zgoda na głosowanie większościowe w tych obszarach wymaga poziomu zaufania, którego obecnie w UE brakuje. Tym bardziej że w wielu krajach (w Niemczech, we Włoszech, w Holandii, Belgii czy Hiszpanii) mamy do czynienia z niestabilnymi, a przeto nieprzewidywalnymi rządami koalicyjnymi. Nie można oczekiwać, że Polska będzie uzależniać swoje bezpieczeństwo od ambicji którejś z partii politycznych walczących lokalnie o wpływy.

Migracja i protekcjonizm

Masowa migracja budzi obawy w licznych państwach członkowskich. Polska powinna wykazać się większym zrozumieniem dla sytuacji Włoch czy Hiszpanii, a też i tego, że migracja jest Europie niezbędna dla jej rozwoju gospodarczego i utrzymania systemu socjalnego. Wzmacnianiu zewnętrznych granic UE powinno towarzyszyć humanitarne traktowanie uchodźców na granicy z Białorusią, nie stwarzając jednocześnie wrażenia, że będzie to droga do łatwiejszego osiedlania się w UE. Jednocześnie trudno sobie wyobrazić, by jakikolwiek rząd zgodził się na narzucany przez Komisję podział migrantów między państwa członkowskie. Chyba że chcemy PiS i AfD u władzy…

Niemcy i Francja deklarują niezachwiane poparcie dla integracji europejskiej i zasad wspólnego rynku, ale często chronią własne przemysły i poziom zatrudnienia poprzez np. unijną dyrektywę o pracownikach delegowanych czy niemiecką ustawę o płacy minimalnej, które mocno uderzyły w konkurencyjny polski, hiszpański czy rumuński transport drogowy, bądź poprzez odłożenie w czasie zaprzestania produkcji samochodów z silnikami spalinowymi.

Pogodzenie przez KE Niemiec z Francją w kwestii finansowania przez UE energetyki jądrowej sprawia, że kwestia ta zniknie z agendy, a Polska będzie realizować własny miks energetyczny przy jednoczesnym spełnianiu uzgodnionych celów klimatycznych UE. Pomogłoby wypracowanie przez Warszawę i Berlin wspólnych projektów w zakresie produkcji wodoru czy wykorzystywania tzw. czystego węgla, co uwzględniałoby również zwiększone wsparcie UE dla transformacji energetycznej w Polsce.

Polityka jest zawsze lokalna. UE chwalebnie przyjęła rolę lidera w walce ze zmianami klimatycznymi. Jednak konsekwencją jest poważny wzrost kosztów energii, co może prowadzić do niezadowolenia i radykalizacji wyborców oraz – podobnie jak w kwestii migracji – zwiększenia ich poparcia dla antyeuropejskich (i prorosyjskich) partii populistycznych.

Europa – Chiny – USA

Kluczowym wyzwaniem jest konkurencyjność europejskiej gospodarki. Biorąc pod uwagę wspólne interesy Polski i Niemiec, powinniśmy wspierać europejską niezależność gospodarczą i technologiczną, aby lepiej reagować na rosnącą rywalizację geopolityczną i zmniejszyć wpływ nieuczciwej konkurencji i „asertywnych” taktyk nacisku. Nie chodzi tylko o Chiny, ale także o Stany Zjednoczone, które pod rządami Trumpa i Bidena odeszły od zasad wolnego handlu.

Dysfunkcjonalność i nieprzewidywalność amerykańskiej polityki są szczególnie niepokojące. Jednocześnie potrzebujemy partnerstwa z USA ze względów bezpieczeństwa i uporania się z innymi wyzwaniami globalnymi. Bliższa współpraca między Warszawą a Berlinem nie tylko wzmocni KE w negocjacjach z USA, ale może również chronić Polskę przed możliwą do wyobrażenia presją. Waszyngton mógłby użyć argumentów związanych z bezpieczeństwem i z obecnością wojskową, aby skłonić Warszawę do sprzeciwu wobec dalej idących propozycji obrony europejskich interesów gospodarczych.

Po wprowadzeniu europejskiego aktu ws. czipów i europejskiego aktu ws. surowców krytycznych, mających na celu wzmocnienie konkurencyjności i technologicznej odporności UE, Polska powinna oczekiwać od Niemiec poparcia dla bardziej zrównoważonego traktowania jej potencjału badawczo-rozwojowego i talentów. Z 310 mld euro wydanymi na badania i rozwój w 2020 r. i 328 mld euro w 2021 r. zdecydowana większość środków została przydzielona ośrodkom badawczym w starych państwach członkowskich, co wzmaga frustrację w Polsce i Europie Środkowej. Biorąc pod uwagę rozległe wzajemne powiązania i współzależność niemieckiego i polskiego przemysłu, zmiana byłaby korzystna również dla Niemiec.

Tematów jest więcej, niemniej te wspomniane powyżej pomogłyby złagodzić wykreowane przez PiS antyniemieckie uprzedzenia ponad 7 milionów obywateli, którzy głosowali na tę partię w ostatnich wyborach. Nowy rząd nie może sobie pozwolić na ignorowanie ich obaw i oczekiwań, także w dziedzinie pamięci, jeśli nie chcemy powrotu PiS do władzy.

Nie powinny to być rozstrzygnięcia sektorowe, pozostawione poszczególnym ministerstwom bądź koncernom. Muszą to być ogłoszone publicznie decyzje strategiczne, podjęte na najwyższym szczeblu politycznym, służące Polsce, Niemcom i całej UE.

Nie znikną z dnia na dzień rozbieżności, wynikające i z różnic interesów, i z szerszej oceny zmian w Europie i na świecie. Dla funkcjonowania UE jest niezbędnym, ale niewystarczającym porozumienie Berlina z Paryżem. Toteż Niemcy i Polska powinny zaangażować się w poważne rozmowy w duchu racjonalnego realizmu, kompromisu i europejskiej lojalnej współpracy.

Autor jest analitykiem i byłym prezesem Centrum Stosunków Międzynarodowych oraz wieloletnim dyrektorem Sekcji Polskiej BBC. Tekst po angielsku ukazał się w Visegrad Insight

Nowy rząd będzie dążył do naprawienia stosunków z Niemcami po paranoicznej antyteutońskiej polityce „zjednoczonej prawicy”. Zwycięstwo demokratycznej opozycji w wyborach spotkało się z poczuciem ogromnej ulgi w całej Europie i USA. Mimo odwrotu Berlina od błędnej polityki wobec Rosji oba kraje będą musiały uporać się z istotnymi różnicami w kwestii bezpieczeństwa i przyszłości Europy.

Racjonalna polityka

Pozostało 97% artykułu
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Ja też jestem ateistą
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Opinie polityczno - społeczne
Paweł Łepkowski: Dwa powody, dla których zamach zaszkodzi Donaldowi Trumpowi
Opinie polityczno - społeczne
Michał Szułdrzyński: Giertych, Tusk i aborcja. Dlaczego to głosowanie ma wielki wpływ na wybór prezydenta
Opinie polityczno - społeczne
Marek A. Cichocki: Zamach na Trumpa jako jeszcze jeden przykład dewastującej nienawiści
Opinie polityczno - społeczne
Roch Zygmunt: Zamach na Donalda Trumpa – już nawet nie udajemy, że widmo śmierci nas rusza