Choć system polityczny współczesnej Polski nie sposób określić mianem prezydenckiego, to poszczególni prezydenci po roku 1989 nie raz wpływali na bieg jego różnych odsłon. Także i dziś, na progu nadchodzącej gorącej przedwyborczej jesieni, która objawiła już pierwsze barwy partyjnych strategii i gier, widać, że znaczenie istotne mieć będą także decyzje podjęte przy prezydenckim stole.

Nie wchodząc w całą złożoność relacji Andrzeja Dudy z jego rodzimym środowiskiem politycznym, można też w tym kontekście przypomnieć, że obecny prezydent już nie raz wpływał na polityczne plany PiS. Także je blokując.

Ordynacja, reparacje, kryzys energetyczny

Mówiąc to, warto, po pierwsze, zwrócić uwagę na potencjalne zmiany ordynacji wyborczej, a szczególnie na dyskutowaną ciągle możliwość zwiększenia do 100 liczby okręgów w wyborach do Sejmu. Rozwiązanie takie faworyzowałoby i PiS, i PO wobec mniejszych ugrupowań politycznych, w efekcie petryfikując dwubiegunowy, plemienny podział Polski, zamykający drogę do wielu racjonalnych politycznych działań.

Czytaj więcej

Zuzanna Dąbrowska: Najpierw Dworczyk, potem premier?

Jedyną instancją, która już dziś jasną deklaracją sprzeciwu mogłaby takie pomysły przeciąć, kierując energię polityków ku innym, zdecydowanie potrzebniejszym rozwiązaniom, wydaje się właśnie prezydent.

Kwestia druga to polityka historyczna i reparacje. Wiele wskazuje na to, że PiS chce uczynić z tej – skądinąd ważnej dla Polaków – sprawy partyjny przedwyborczy werbel, który budząc historyczne, antyniemieckie emocje, zagłuszy rozczarowanie wyborców. I także tu ważną rolę do odegrania ma – jak się wydaje – Andrzej Duda, który – przypomnijmy – swoje urzędowanie w roku 2015 rozpoczynał od wspólnego z prezydentem Niemiec przesłania, podkreślającego znaczenie pamiętnego listu biskupów polskich do biskupów niemieckich, wzywającego do przebaczenia i pojednania.

Dziś to głowa państwa, poprzez zabiegi dyplomatyczne oraz odpowiednie rozkładanie akcentów, może kierować sprawę reparacji i szerzej relacje z Berlinem na tory – zapewne trudnej, ale partnerskiej – rozmowy z Niemcami jako ważnym gospodarczo sąsiadem i politycznym sojusznikiem, a nie odwiecznym wrogiem Polski. W sytuacji, gdy Putin podzielić chce za wszelką cenę wspólnotę polityczną Zachodu, to sprawa zupełnie kluczowa.

Czytaj więcej

Michał Kolanko: Europejski długi marsz Hołowni

Warto wreszcie w tym kontekście zwrócić uwagę na rzecz dziś najważniejszą, a więc pełną niepokojów – w całej zresztą Europie – sytuację społeczno-gospodarczą. Galopujące ceny i deficyt źródeł energii doprowadzić mogą – także w Polsce – do napięć społecznych, a coraz bardziej podzielony rząd PiS jeszcze bardziej postawić przed dylematem zbyt krótkiej kołdry: jakie grupy społeczne chronić, a na kogo złożyć koszty nadchodzącej zimy?

Dobro państwa a los prawicy

I choć akurat tej sprawie prezydent Duda przyglądać się może z dystansu swych – dość ograniczonych w tym zakresie – prerogatyw, to przecież może także granicę politycznego komfortu przekroczyć, wchodząc na ten bardzo trudny polityczny grunt z własną inicjatywą. Wobec ewentualnych napięć społecznych – oferując mediacje, w wymiarze trudnych polityk antykryzysowych – publicznie domagając się od rządu odważnych, ale przemyślanych działań, zaniechania wewnętrznych rywalizacji wokół fotela premiera i wychodzenia poza logikę przedwyborczego partyjnego interesu.

Listę podobnych spraw można zapewne wydłużyć, zwłaszcza że obóz władzy targają coraz wyraźniejsze wewnętrzne napięcia. Przy całej jednak różnorodności dylematów, jakie jesień przyniesie na prezydencki stół, można w nich dostrzec kilka wspólnych mianowników wybiegających wyraźnie w przyszłość, poza barwy jednego politycznego sezonu.

Kwestia pierwsza i najbardziej oczywista to obrona interesu państwa. Na rozgrzanej do czerwoności przedwyborczej scenie politycznej, którą – pomimo wojny i kryzysu – rządzi logika walki o sondaże za każdą cenę, to prezydent pozostaje często jednym z ostatnich adwokatów interesu państwa. Tak było w lipcu roku 2017 przy okazji ustaw okołosądowych, tak było w roku 2018, gdy PiS chciało zmieniać ordynacje w wyborach europejskich, tak było w grudniu 2021 w sprawie wolności mediów i lex TVN. Tak może być również tej jesieni.

Sprawa druga dotyczy losu polskiej prawicy. Niezależnie bowiem od wyniku przyszłorocznych wyborów ważną częścią polskiej rzeczywistości pozostaną wyborcy konserwatywni, z ich przywiązaniem do rodzimych środowisk i wartości tradycyjnych, oczekiwaniem skutecznego państwa, respektem dla ludzkiej pracy i szacunkiem dla własności prywatnej. I to dziś rozstrzyga się, czy w przyszłości znaczną część z nich reprezentować będzie dalej PiS, czy też ktoś inny. A decyzje prezydenta Dudy, powstrzymujące ewentualnie PiS przed staczaniem się w kierunku socjalnego populizmu, mogą mieć tu znaczenie zupełnie zasadnicze.

Przyszłość prezydenta

Lust but not least, rzecz dotyczy oczywiście także politycznej przyszłości samego Andrzeja Dudy. Sytuacje kryzysowe polityków bowiem nie tylko sprawdzają, ale czasem także budują. Polityczna rozwaga i odwaga prezydenta wykraczająca poza ramy przedwyborczej gorączki będzie więc inwestycją w jego polityczną przyszłość. Także tę zupełnie nieodległą.

Gdyby w roku 2023 PiS utraciło władzę, ośrodek prezydencki stanie się istotnym bastionem prawicy. A wykształtowana dziś podmiotowość i rozpoznawalna przez wyborców propaństwowa linia Andrzeja Dudy mogą się okazać wówczas bezcennym kapitałem. Nie tylko w trudnej sztuce kohabitacji z nowym rządem, ale także w przebudowie obozu PiS, który stanąłby przed pytaniami zasadniczymi, z tym najważniejszym – o polityczne przywództwo.

O autorze

Dr hab. Sławomir Sowiński

jest politologiem związanym z Instytutem Nauk o Polityce i Administracji UKSW