1 września 1939 roku na Polskę napadły zbrojnie od zachodu hitlerowskie Niemcy, a 17 września od wschodu Związek Sowiecki. Według Lesława M. Bartelskiego („Polscy pisarze współcześni 1939-1991”) kampania wrześniowa i wojna trwająca do 1945 roku sprawiły, że na Zachodzie znalazło się 68 polskich pisarzy, w tym tacy znani ludzie pióra jak: Stanisław Baliński, Michał Choromański, Arkady Fiedler, Ferdynand Goetel, Witold Gombrowicz, Marian Hemar, Kazimiera Iłłakowiczówna, Józef Kisielewski, Zenon Kosidowski, Maria Kuncewiczowa, Jan Lechoń, Mieczysław Lepecki, Józef Łobodowski, Stanisław Mackiewicz, Gustaw Morcinek, Zygmunt Nowakowski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Sergiusz Piasecki, Ksawery Pruszyński, Antoni Słonimski, Jerzy Stempowski, Czesław Straszewicz, Stanisław Stroński, Wit Tarnawski, Julian Tuwim, Stanisław Vincenz, Melchior Wańkowicz, Kazimierz Wierzyński, Józef Wittlin. W rzeczywistości pewnie było ich jeszcze więcej.

Do tego grona dołączyli w 1942 roku pisarze, którzy wyszli z Rosji wraz z Armią Andersa. Byli wśród nich m.in. Bogumił Andrzejewski, Jan Bielatowicz, Władysław Broniewski, Józef Bujnowski, Józef Czapski, Bogdan Czaykowski, Marian Czuchnowski, Gustaw Herling-Grudziński, Herminia Naglerowa, Beata Obertyńska, Jan Olechowski, Henryk Panas, Teodor Parnicki, Jerzy Sito, Wojciech Skuza.

Decyzja o wyjeździe

Po zakończeniu działań wojennych w 1945 roku większość tych twórców postanowiła nie wracać do Polski, w której władzę przejęli komuniści z pomocą bagnetów sowieckich. Najwięcej pisarzy polskich na obczyźnie mieszkało w Anglii, głównie w Londynie i to tam w 1946 roku został założony Związek Pisarzy Polskich na Obczyźnie. W 1947 roku ZPPnO miał 102 członków w Wielkiej Brytanii, Belgii, Francji, Meksyku, Palestynie, Stanach Zjednoczonych, Szwajcarii i Włoszech. W 1977 roku Związek liczył 98 członków zamieszkałych w 14 krajach wolnego świata, w 1987 roku 107 członków w 13 krajach, by w pierwszych latach XXI w. mieć 88 członków zamieszkałych w 15 krajach świata (ciągle najwięcej w Wielkiej Brytanii). Pisarzy polskich na obczyźnie zasilali twórcy, którzy uciekli lub wyjechali z PRL, jak np.: Stanisław Barańczak (1981), Jacek Bierezin (1982), Marek Hłasko (1958), Witold Jerzy Ławrynowicz (1981), Józef Mackiewicz (1945), Czesław Miłosz (1951), Zdzisław Najder (1981), Włodzimierz Odojewski (1971), Leopold Tyrmand (1967), Adam Zagajewski (1982).

Związek Polskich Pisarzy na Obczyźnie jest organizacją o charakterze związku twórczego. Prowadzi działalność kulturalną i wydawniczą. Wydał m.in. opracowania „Literatura polska na Obczyźnie 1940-60” (t.1-2, 1963-65, 1404 strony, pod red. Tymona Terleckiego). Organizował także pomoc materialną dla pisarzy. Od 1951 roku przyznaje pisarzom na emigracji nagrody literackie, a od 1976 roku wydaje bardzo wartościowe czasopismo „Pamiętnik Literacki”.

Pisarze polscy przebywający na obczyźnie z reguły nie publikowali swoich książek w Polsce Ludowej. Dlatego na emigracji powstały wydawnictwa drukujące ich książki. Największymi wydawnictwami były: Oficyna Poetów i Malarzy w Londynie (700 tytułów), Katolicki Ośrodek Wydawniczy Veritas w Londynie (600 tytułów), Polska Fundacja Kulturalna w Londynie (500 tytułów) oraz Instytut Literacki w Paryżu (512 tytułów). Powstały fundacje wspierające pisarzy polskich na obczyźnie, jak np. Fundacja Domu Pisarza w Anglii, Fundacja Imienia Kościelskich w Szwajcarii, Fundacja Alfreda Jurzykowskiego w USA, Fundacja z Brzezia Lanckorońskich we Włoszech. Pisarze polscy mogli publikować swoje krótsze teksty i wiersze w wielu czasopismach emigracyjnych, m.in. w „Wiadomościach” i „Pamiętniku Literackim” w Londynie czy w paryskiej „Kulturze”.

Pisarze lepszej i gorszej kategorii

W 1989 roku upadla władza komunistyczna w Polsce. Teoretycznie otwierało to możliwość drukowania książek w wolnej ojczyźnie, czyli włączenie się w krajowe życie literacko-wydawnicze. Tym bardziej, że przestały ukazywać się niektóre emigracyjne czasopisma oraz przestało istnieć wiele wydawnictw, na czele z Polską Fundacją Kulturalną. Możliwość ta była tym bardziej zachęcająca, że druk książek w kraju zdawał się dawać szansę na to, że dana książka trafi do większej liczby czytelników niż na emigracji (książki wydawane na emigracji miały zawsze mały nakład). Tymczasem rzeczywistość okazała się bardziej niż nieprzychylna dla wielu emigracyjnych pisarzy. Najwięksi wydawcy krajowi podzielili twórców emigracyjnych na dwie grupy – tych znanych w kraju i nieznanych. Ci pierwsi mogli liczyć na druk swoich książek w tych wydawnictwach, a ci drudzy zazwyczaj byli i są do dziś traktowani nieprzychylnie i nieuczciwie, co osobiście wiążę z nieprzychylnym nastawieniem bardzo wielu Polaków krajowych do Polaków na emigracji.

W latach 2000-2021 wydałem w Polsce 23 książki, w tym jedną po angielsku, w sześciu wydawnictwach krajowych (trzech dobrze znanych). Przedtem w wydawnictwach emigracyjnych i australijskich wydałem dziesięć książek w Australii – w tym trzy po angielsku, które ukazały się też w USA, Londynie i Szwajcarii. Tylko pięć książek wydanych w Polsce było wydanych na koszt wydawnictwa i tylko dwa z tych wydawnictw zapłaciły mi honorarium autorskie. Druk ośmiu książek wydanych w Polsce został sfinansowany przez następujące podmioty: konsula honorowego RP w Nowej Zelandii (dwie książki), Polski Centralny Ośrodek Społeczno-Kulturalny w Melbourne (trzy pozycje), Dominikański Ośrodek Duszpasterstwa Polskiego w Melbourne, przez społeczeństwo polskie w Australii, Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej oraz Oficynę Wydawniczą Kucharski (jedna książka). Kolejnych osiem książek ukazało się na mój prywatny koszt. Nie dlatego, że nikt w kraju nie był zainteresowany oficjalnym obiegiem wydawniczym, jednak nie mogłem zgodzić się na zaproponowane mi warunki. Inne wydawnictwo było zainteresowane wydaniem książki „Słownik zasłużonych i znanych Polaków urodzonych we Lwowie” z przedmową prof. Stanisława Niciei, ale za jego druk zażądało aż 65 tys. zł (!), czyli aż 25 tys. dolarów australijskich, za które można kupić dobry, nowy samochód. Jeszcze następne wydawnictwo tej samej książki nie chciało wydać, ale było zainteresowane w przepisaniu na nie „copyright”. Dodam, że po ukazaniu się książki dobry tekst Marka Kozubala o tej książce ukazał się w „Rzeczpospolitej” z datą 30 września 2021 roku, a Polskie Radio nadało ze mną rozmowę.

Problem nie dotyczy jednego wydawnictwa, tylko jest szerszy. Otóż większość pisarzy emigracyjnych – źle traktowanych przez większość dużych wydawnictw krajowych – pragnąc mieć wydane i sprzedawane swoje książki w Polsce, jest zmuszonych do korzystania z usług mniejszych firm. Problem w tym, że za druk swoich książek musimy płacić. A że większość Polaków na emigracji, wbrew opinii panującej w Polsce, wcale nie jest milionerami, to dla niektórych z nich jest to spory wydatek i nie mogą pozwolić sobie na publikacje kolejnych książek. Możliwe, że niekiedy powoduje to stratę dla kultury polskiej. Niestety z powodu katastrofalnie niskiego czytelnictwa w Polsce (według danych Biblioteki Narodowej z 2021 r. 65 proc. Polaków w ogóle nie czyta książek, a wielu innych czyta, ale tylko „od święta”) także książki publikowane w kraju, szczególnie w małych wydawnictwach, są drukowane w śmiesznie niskich nakładach i przez to nie trafiają „pod polskie strzechy”.

Sprawa dla Ministerstwa Kultury

Z pewnością wiele małych wydawnictw prowadzi uczciwą działalność gospodarczą. Ale z tego co mi wiadomo, w wielu przypadkach są to tak zwane wydawnictwa i oficyny wydawnicze, które nie są wydawcami w całym tego słowa znaczeniu. Po prostu spełniają rolę pośrednika i to nie między autorem a wydawcą, ale pomiędzy autorem a firmą wykonującą skład i łamanie oraz wynajętą drukarnią. Nie dokonują redakcji i korekty przesłanego manuskryptu (drukują go tak, jak go otrzymują). Pomimo tego żądają dla siebie praw przynależnych prawdziwym wydawnictwom (np. copyright). Szereg z nich, chociaż często nie utrzymują współpracy z księgarniami, oferuje pisarzom emigracyjnym sprzedaż książek w kraju. Na dodatek często nie wysyłają nawet egzemplarzy obowiązkowych dla autora.

To jest właśnie tragedia wielu pisarzy emigracyjnych, zmuszonych do wydawania swych książek w pseudowydawnictwach krajowych. „Wydawcy” żerujący na kłopotach pisarzy emigracyjnych, którzy są w zasadzie bezkarni, bo sądzenie się z nimi z odległości tysięcy kilometrów jest w praktyce niemożliwe, co także wykorzystują. Takie podmioty nie powinny mieć prawa do prowadzenia działalności gospodarczej.

Uważam, że sprawą tą powinny zainteresować się Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” w Warszawie. Trudny los bardzo wielu pisarzy emigracyjnych nie powinien być im obcy.

Autor

Marian Kałuski

Historyk, wydawca i dziennikarz. Od 1964 r. żyje w Australii