Do wyborów w terminie jeszcze ponad rok, ale atmosferę wyborczą już widać. Kampania – być może najbardziej zaciekła od 1989 roku – jest już w głowach polityków i sztabowców. O  tym mówi się w korytarzach na piątym piętrze przy Wiejskiej 12, gdzie siedzibę ma Biuro Krajowe PO, na Nowogrodzkiej, gdzie siedzibę ma PiS, przy Pięknej (PSL), Złotej (Lewica), w sztabie Hołowni, Konfederacji czy Agrounii Michała Kołodziejczaka. W tych wszystkich murach i gabinetach trwają jeszcze nie gorączkowe, ale już intensywne przygotowania do przyszłorocznych wyborów. A politycy – Donald Tusk, Władysław Kosiniak-Kamysz, Szymon Hołownia, liderzy i liderki Lewicy, Konfederacji, Agrounii – zaczęli już wiele tygodni temu postpandemiczne spotkania „w terenie”. Na przykład w najbliższą niedzielę kolejna „zielona niedziela” PSL-Koalicji Polskiej, tym razem o sprawach przedsiębiorców. To 100 spotkań w całej Polsce, pokaz siły struktur ludowców.

Już wkrótce w trasę ruszą liderzy i politycy PiS. W czerwcu ma rozpocząć się objazd kraju połączony z „mobilizacyjną” konwencją. Dla PiS spotkania w terenie zawsze były ważne – gdy partia była w opozycji, to intensywne objazdy kraju z udziałem kluczowych polityków, mierzenie nastrojów, pokazywanie własnego zaangażowania i aktywności były jednym z czynników, które zdeterminowały późniejszy sukces – ten w wyborach w 2015 toku.

Jarosław Kaczyński w pewnym momencie – być może w najbliższych tygodniach – odejdzie z rządu, by w pełni skoncentrować się na sprawach partii

Teraz, po pandemii i wybuchu wojny, w czasie inflacji, politycy PiS chcą opowiadać o tym, że rząd i partia reagowały na sytuację. Będzie mowa o kolejnych tarczach, wsparciu dla firm, wakacjach kredytowych, walce z inflacją poprzez kolejne tarcze i tak dalej. Ale te spotkania nie będą tak łatwe jak na starcie pierwszej kadencji. Nie ma mowy o „efekcie 500+”. Ale PiS nie ma wyjścia. Bo bez spotkań w terenie będzie trudno o budowę impetu już na czas właściwej kampanii wyborczej. To również test dla struktur, które w najbliższym czasie mają przejść spore przeobrażenia. W piątek o zmianie podziału wewnętrznego PiS z 41 na 100 okręgów wyborczych będzie rozmawiać Komitet Polityczny partii Jarosława Kaczyńskiego. Dla PiS to realnie ostatni moment, by rozruszać lokalne struktury po apatii w pandemii. Bo ich przygotowanie do wyborów musi potrwać. Nie jest to kwestia tygodnia ani nawet miesiąca. Tylko wielu miesięcy intensywnej pracy. Stąd też zakaz łączenia funkcji szefów nowych 100 okręgów z funkcjami politycznymi w rządzie.

Bo najważniejszym zasobem dla polityków w obecnej sytuacji jest ich czas. Łączenie funkcji sprawia, że sprawy „w terenie” mogą mieć się słabo. Dotyczy to również czasu najważniejszego polityka w PiS. Jarosław Kaczyński w pewnym momencie – być może w najbliższych tygodniach – odejdzie z rządu, by w pełni skoncentrować się na sprawach partii. Ten plan miał zostać wykonany już w lutym, ale uniemożliwił to wybuch wojny w Ukrainie. Odejście z rządu prezesa będzie jednoznacznym sygnałem, że zaczyna się kampania wyborcza. PiS w porównaniu z opozycją ma wiele spraw do nadrobienia. Ale nikt żadnej białej flagi nie wywiesi. Wyścig dopiero się rozpoczyna.