Punkty zastąpiły prawdę

Potrzebna jest weryfikacja listy czasopism i wydawnictw naukowych. Sensowny byłby restart całego systemu – pisze politolog.

Publikacja: 14.04.2022 19:20

Punkty zastąpiły prawdę

Foto: Adobe stock

Ustawa – Prawo o szkolnictwie wyższym, nazywana często konstytucją dla nauki lub ustawą 2.0, wprowadziła nową jakość w zakresie oceny jednostek naukowych – tzw. punktozę. To rozwinięcie rozwiązań prawnych, które zawierały głębokie błędy. Poprzednia minister nauki prof. Lena Kolarska-Bobińska i jej poprzedniczka dr hab. Barbara Kudrycka wprowadziły bowiem model wymiernych kryteriów oceny jednostek naukowych. Miał on być cudownym remedium na wszelkie bolączki oraz niedociągnięcia, które niestety nieuzbrojonym okiem łatwo dostrzec w świecie polskiej nauki, oczekującego natychmiastowego uleczenia, nie natomiast długotrwałej i żmudnej kuracji. Tak wyśmiewanej w naszym romantycznym społeczeństwie pracy u podstaw.

Dr Jarosław Gowin jako minister nauki i szkolnictwa wyższego poszedł jeszcze dalej niż jego poprzedniczki, naśladując wzorzec anglosaski, który – po pierwsze – opiera się na innej niż polska mentalności, a po drugie, na innej wrażliwości etycznej. Dlatego warto zapytać: czy ustawa 2.0 stanowiła postęp w stosunku do poprzedniej ustawy o szkolnictwie wyższym w zakresie oceny uczelni wyższych oraz instytutów naukowych?

Rzeczą jasną i bezdyskusyjną jest, że mechanizm oceny jednostek naukowych, to znaczy szkół wyższych i instytutów naukowych, był i jest bardzo potrzebny, bowiem nauka wymaga wymiernych kryteriów oceny. Jest bowiem domeną specjalistów, którzy sami muszą siebie oceniać. Sentencja „Kto będzie pilnował strażników?” stała się nader aktualna we współczesnym świecie, gdzie szkolnictwo wyższe i nierozerwalnie związana z nim sfera badań naukowych stała się jedną z ważniejszych gałęzi gospodarki, a także wielostronnych aspektów życia społecznego. W tym zmieniającym się i rozrastającym światku normy etyczne zbyt często zostają naruszone, a zapewnienia o uczciwości badawczej składane na piśmie stały się normą, chociaż jeszcze kilkadziesiąt lat temu wystarczały słowa przysięgi doktorskiej: „Nadto zobowiązani jesteście przyrzec, iż rozwijać będziecie badania naukowe nie z żądzy zysku i nie dla próżnej chwały, ale w celu odkrywania i upowszechnienia prawdy – największego skarbu ludzkości”. W tym jednym wszyscy są więc zgodni – uczciwe i przejrzyste kryteria oceny akademickiej społeczności muszą istnieć!

Jednak obecna ewaluacja oparta na punktozie poszła za daleko. Opiera ona ocenę na arytmetycznych wzorcach i pozwala na administracyjną ingerencję w kryteria – czyli w liczbę punktów. Jest łatwa do manipulowania, co pokazuje przykład ministerialnej listy czasopism i wydawnictw punktowanych, która była zmieniana już kilkakrotnie. Zmiany te ukazują często różnice pomiędzy faktycznym poziomem czasopisma a przyznaną przez resort punktacją.

Smutne w tym jest to, że uczelnie wyższe, zarówno publiczne, jak i prywatne, przyjęły ten sposób postępowania, biorąc udział w swoistym wyścigu o punkty. Dla tych publicznych – im wyższa punktacja, tym wyższa kategoryzacja, która przekłada się przede wszystkim na środki finansowe płynące z resortu, natomiast dla uczelni prywatnych to prestiż oraz większa swoboda działania. Nie bez znaczenia jest też to, że do jednego koszyka podlegającego parametryzacji wrzucono zarówno instytuty naukowe, w których pracownicy mogą poświęcić więcej czasu na pisanie artykułów, jak i uczelnie wyższe zajmujące się jednocześnie badaniami oraz dydaktyką.

Jedno jest pewne, Ministerstwo Edukacji i Nauki, działając niejednokrotnie na zasadzie deus ex machina, ukazało, że przyznawanie punktów poszczególnym czasopismom to potężne narzędzie, które jak żadne inne kształtuje oblicze polskiej nauki.

Misja uczelni

Czasopismo czasopismu nierówne – to prawda oczywista dla każdego parającego się nauką. W każdej dyscyplinie naukowej są czasopisma, które z racji tradycji, poziomu naukowego i rozpoznawalności krajowej oraz międzynarodowej cieszą się większym prestiżem od innych. Stąd też zrozumiałe wydaje się odpowiednie dopunktowanie za samą metrykę. Ten kapitał prestiżu ma jednak też i swoją ciemną stronę – trzymanie redakcji w rękach naukowej koterii utrącającej teksty „nieswoich”, w której stanowisko redaktora naczelnego jest przekazywane z mistrza/mistrzyni na ucznia/uczennicę, bez brania pod uwagę rzeczywistych kompetencji tych ostatnich.

Inny problem to exodus badaczy z najlepszymi tekstami do czasopism zagranicznych (czytaj: wyżej punktowanych). Jest to swego rodzaju drenaż mózgów, ponieważ osłabia czasopisma krajowe. Inną stroną tego samego medalu jest pisanie tekstów pod kątem ich przyszłej publikacji za granicą, a więc pod kątem zainteresowania zagranicznej redakcji bez refleksji nad oczekiwaniami oraz zainteresowaniami polskiego czytelnika. Konsekwencje takiej praktyki mogą być dla polskiej nauki opłakane. Nie tak dawno w Meksyku zwrócono uwagę, że badania nad ochroną środowiska kraju i jego klimatem są w stagnacji, ponieważ naukowcom ze względu na możliwość publikacji w wysoko punktowanych czasopismach zagranicznych bardziej opłaca się badać zjawiska globalne niż związane z tym istotnym dla regionu krajem.

Ofiarą zmian padła już dawno tak ważna dla edukacji oraz wychowania społeczeństwa literatura popularnonaukowa. Obawa przed śmiesznością oraz uzyskaniem jedynie kilku punktów jest tak silna, że rugowaniu z polskiego języka ulega samo sformułowanie „literatura popularnonaukowa” zastępowane zbiorczą „popularyzują nauki”, a znane i cenione przez specjalistów jeszcze u schyłku XX w. serie wydawnicze stają się historią, otwierając pole dla hochsztaplerów oraz ignorantów.

Ustawa 2.0 odsunęła też z pola widzenia podstawową zasadę wyższych uczelni, to jest ich misję – poszukiwanie prawdy, nie zaś punktów. Punkty zastąpiły prawdę. Prawda została zakwestionowana, a punkty stały się jedynym kryterium oceny działalności uczelni. Być może jedyną drogą wyjścia z tej sytuacji będzie konieczność ponownego odbudowania autorytetów, które mają zaufanie środowisk naukowych, wolnych od koteryjnych skłonności. I tu trzeba refleksji szerszej niż tylko mniej lub bardziej stonowane bicie się w cudze piersi. Środowiska akademickie krytyczne wobec obecnej większości parlamentarnej głośno protestują przeciwko zmienianiu punktacji czasopism kolejnymi rozporządzeniami ministra edukacji i nauki. Podnoszą, że modyfikacje wynikają tylko i wyłącznie z pobudek ideologicznych i politycznych.

Wielka szkoda, że ci krytycy tak zdecydowanie nie protestowali kilka lat temu, kiedy poprzednia koalicja, kierując się z kolei swoimi ideologicznymi paradygmatami, robiła wszystko, by zniechęcić do studiowania kierunków humanistycznych i nauk społecznych. Ogromne miliony poszły na kampanie medialne promujące nauki ścisłe i studia inżynierskie. Jeszcze większe pieniądze pochłonęło wsparcie wybranych kierunków studiów, takich jak biotechnologia czy mechatronika w ramach tzw. kierunków zamawianych. Finansowanie studiów przez państwo miało przynieść rozwój firm zajmujących nowymi technologiami. Jak widać po ponad dekadzie od zamknięcia programu, projekt skończył się spektakularnym, blisko 60-mln fiaskiem. I to fiaskiem, za które nikt nie poniósł odpowiedzialności: skoro 1 sasin ma wynosić około 70 mln zł, to w przeliczeniu 1 kudrycka to prawie 1 sasin.

Każda władza – świadomie bądź nie – prowadzi politykę naukową, realizując w tej materii swoje cele oraz korzystając przy tym z instrumentarium, jakie zapewnia rządzenie państwem. Jednym z elementów tego instrumentarium jest w tej chwili system punktacji czasopism i wydawnictw. Trzeba być wyjątkowo naiwnym, by wierzyć, że nowa ekipa, jakiejkolwiek by nie była opcji, po to narzędzie nie sięgnie.

Nowy obowiązek

Ewaluacja polskich uczelni, w znaczeniu oceny nauczycieli akademickich oraz dyscyplin, jest sprawą ważną, a także bezdyskusyjną. Pewną refleksją można objąć fakt, czy słuszna była zmiana ewaluacji podstawowych jednostek organizacyjnych uczelni (jako że każda uczelnia ma własne podstawowe jednostki organizacyjne w miejsce dawnych wydziałów) na rzecz ewaluacji dyscypliny, ale kwestia ta zostanie zweryfikowana przez rzeczywistość, natomiast pojawia się pytanie: czy za całkowicie uzasadnioną należy uznać decyzję, że każdy nauczyciel akademicki (naukowy bądź badawczo-dydaktyczny) musi wykazać się przynajmniej czterema slotami (dokonaniami naukowymi) w okresie objętym ewaluacją? W tym kontekście – jeśli przyjąć za słuszne cztery sloty, którymi ma wykazać się nauczyciel akademicki w okresie ewaluacji – należy zaznaczyć, że nawet kiepska publikacja jest lepsza niż żadna, może bowiem zostać przedstawiona jako antyprzykład.

Decyzja taka zweryfikuje rzeczywisty potencjał badawczy poszczególnych ośrodków akademickich, a także wyeliminuje osoby nieprowadzące badań i wykorzystujące de facto osiągnięcia „liderów”. O ile oczywiście władzom poszczególnych uczelni nie zabraknie odwagi, by po ewaluacji zweryfikować stan zatrudnienia i wykorzystać narzędzia prawne, które będą w ich ręku – czyli w uzasadnionych przypadkach rozwiązać umowy z osobami należącymi do grupy „NZero”.

Jednym z najważniejszych sposobów wypełniania obowiązków naukowych przez nauczyciela akademickiego są publikacje naukowe. W związku z tym ważna jest weryfikacja listy czasopism i wydawnictw, by obowiązek ten nie stał się pustym gestem (gospodarka wolnorynkowa spowodowała bowiem, że druk książki stał się bardzo prosty, lecz często książki takiej nie można znaleźć w żadnej bibliotece – nawet tej z przywilejem egzemplarza obowiązkowego! – bądź księgarni).

Restart systemu

Kontrowersje, jakie pojawiały się w związku z opublikowaną przez ministerstwo listą czasopism i wydawnictw, z pewnością były sygnałem zaniepokojenia polskich środowisk naukowych, ale ostatnie regulacje ukazały, że możliwe są korekty owej listy. Ta kwestia powinna być priorytetowa – lista czasopism i wydawnictw musi być listą otwartą, ciągle weryfikowaną, gdzie poszczególne redakcje czasopism i wydawnictw mogą zgłaszać wnioski o zwiększenie punktacji, a stosowny organ będzie wnioski analizował, podobnie jak będzie analizował aktualny stan funkcjonowania poszczególnych czasopism i wydawnictw. Jednak należy raz jeszcze zaznaczyć, że wprowadzane zmiany nie tylko nie sprzyjają spójności listy, wręcz są często odbierane negatywnie, a więc jak wspomniana manipulacja.

Jedynym, jak się wydaje, sensownym wyjściem jest restart całego systemu po zakończeniu tego cyklu ewaluacyjnego dyscyplin, którego podstawą jest analiza uciułanych przez naukowców punktów. Rząd powinien zagwarantować, że wyniki aktualnej ewaluacji będą respektowane przez najbliższe sześć lat, to znaczy, że przez pięć lat będzie on podstawą do naliczania dotacji dla poszczególnych uczelni i instytutów badawczych. W dwa lata powinien być opracowany nowy system punktacji czasopism, a kolejne trzy–cztery lata to nowy okres rozliczeniowy objęty już nowymi zasadami.

Takie rozwiązanie zagwarantuje uczelniom stabilność finansowania, z kolei specjalistom da czas na wypracowanie nowych reguł oceny czasopism. I chodzi tu bardziej o ewolucję istniejącego systemu niż rewolucję oznaczającą całkowicie nowe rozwiązania. Warto w tym względzie wziąć pod uwagę pojawiające się propozycje rozwiązań systemowych (np. prof. Michała Kokowskiego z Instytutu Historii Nauki PAN). Ponad dekada parametryzacji czasopism i wydawnictw jest okresem już na tyle długim, że możemy na podstawie zebranych w tym okresie doświadczeń pokusić się o przeprowadzenie w nim zmian.

Na zakończenie jeszcze jedna smutna konstatacja – punktoza powoduje, że władze rektorskie (zwłaszcza prorektorzy ds. nauki) zbyt często świadomie bądź mimowolnie wchodzą w buty pospolitych przekupek, tocząc targi z pracownikami, dotyczące sposobu współfinansowania publikacji czy ich współautorstwa. Zaobserwować można to, niestety, zarówno na starszych, jak i tych najmłodszych uniwersytetach klasycznych III Rzeczypospolitej.

Autor jest profesorem Akademii Ekonomiczno-Humanistycznej w Warszawie oraz Wyższej Szkoły Zarządzania Personelem w Warszawie. Członek zarządu Stowarzyszenia Promowania Myślenia Obywatelskiego

Ustawa – Prawo o szkolnictwie wyższym, nazywana często konstytucją dla nauki lub ustawą 2.0, wprowadziła nową jakość w zakresie oceny jednostek naukowych – tzw. punktozę. To rozwinięcie rozwiązań prawnych, które zawierały głębokie błędy. Poprzednia minister nauki prof. Lena Kolarska-Bobińska i jej poprzedniczka dr hab. Barbara Kudrycka wprowadziły bowiem model wymiernych kryteriów oceny jednostek naukowych. Miał on być cudownym remedium na wszelkie bolączki oraz niedociągnięcia, które niestety nieuzbrojonym okiem łatwo dostrzec w świecie polskiej nauki, oczekującego natychmiastowego uleczenia, nie natomiast długotrwałej i żmudnej kuracji. Tak wyśmiewanej w naszym romantycznym społeczeństwie pracy u podstaw.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Nizinkiewicz: Dlaczego PiS chce ukryć problemy, których lawinowo przybywa
Opinie polityczno - społeczne
Zuzanna Dąbrowska: Odwołana rewolucja w KRS
Opinie polityczno - społeczne
Łukasz Warzecha: Kto tu jest populistą?
Opinie polityczno - społeczne
Ks. Mirosław Tykfer: Na granicy z Białorusią wciąż umierają ludzie
Opinie polityczno - społeczne
Jan Zielonka: O co chodzi w wyborach do europarlamentu