Od rozpoczęcia inwazji rosyjskiej na Ukrainę tylko do Polski uciekło już ponad 1,83 miliona osób. Przymusowa migracja ludzi na tak wielką skalę w tak krótkim czasie jest w powojennej historii właściwie bez precedensu. Porównywalne do pewnego stopnia są doświadczenia uciekających przed wojną domową Syryjczyków i państw, które udzieliły im schronienia. Jedną z najważniejszych lekcji, jakie możemy wynieść z ich doświadczeń, jest konieczność działania według zasady „miej nadzieję na najlepsze, przygotuj się na najgorsze”.

Punkty zapalne

Choć wszyscy mamy nadzieję, że wojna zakończy się jak najszybciej zwycięstwem Ukrainy, musimy być przygotowani na scenariusz, w którym miliony uciekinierów z Ukrainy pozostaną w Polsce na dłuższy czas – nawet jeżeli nie na lata, to na długie miesiące. Ponad dziesięć lat od wybuchu wojny domowej w Syrii zdecydowana większość Syryjczyków nadal przebywa w krajach ościennych, w których znaleźli schronienie (wedle szacunków ok. 1,3 miliona w Jordanii, 1,5 miliona w Libanie i ponad 4 miliony w Turcji). Z czasem oprócz osób starszych, kobiet i dzieci, do Polski mogą przyjechać również mężczyźni. Poziom empatii skierowanej w ich stronę może się okazać zdecydowanie niższy.

O autorze

Katarzyna Sidło

Autorka jest arabistką i ekonomistką specjalizującą się w ekonomii politycznej Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Pracowała m.in. w Jordanii, Syrii oraz Libanie. W Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE) jest dyrektorem naukowym ds. Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu.

Po pierwsze, należy zawczasu starannie dostosować politykę integracyjną do lokalnych realiów. W Jordanii, Libanie i Turcji jednym z priorytetów była ochrona lokalnego rynku pracy w świetle wysokiego bezrobocia wśród lokalnej ludności. Rządzący, nie bez przyczyny, obawiali się, że wizja „zabierania” miejsc pracy przez uchodźców wzbudzi agresję nie tylko w stosunku do Syryjczyków, ale także – klasy politycznej.

Strategia ta narodziła jednak kolejny problem: miliony uciekinierów z Syrii pozostawały na garnuszku organizacji humanitarnych i państw ich goszczących, a ci, którym udało się dostać pracę, znajdowali ją głównie w szarej strefie. Wzrost zatrudnienia uchodźców poza legalnym obiegiem jest realnym zagrożeniem także w Polsce, zwłaszcza że zjawisko to, dotyczące jak dotąd migrantów, już jest w naszym kraju powszechne, pomimo że obecnie brakuje nam raczej rąk do pracy niż ofert zatrudnienia. Jak pokazują badania przeprowadzone przez CASE – Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych, jak dotąd jednym z najczęstszych tego powodów była rozbudowana, nieprzejrzysta i czasochłonna biurokracja związana z uzyskaniem pozwolenia na zatrudnienie cudzoziemca, zwłaszcza na dłuższy okres. W tym kontekście wprowadzone przez specustawę przepisy, które wymagają od pracodawców zatrudniających ratujących się przed wojną Ukraińców jedynie powiadomienia odpowiedniego powiatowego urzędu pracy poprzez platformę online, są dobrym rozwiązaniem.

O wiele większym wyzwaniem będzie inny problem, z którym nadal mierzą się rządy Jordanii, Libanu i Turcji, mianowicie zapewnienie uchodźcom dostępu do usług publicznych – w polskim kontekście przede wszystkim do opieki przedszkolnej i zdrowotnej. Na mocy specustawy Ukraińcy, którzy przekroczyli granicę polsko-ukraińską po 24 lutego 2022 r., otrzymali prawo do świadczeń medycznych i refundacji leków na takich samych zasadach jak ubezpieczeni Polacy.

Czytaj więcej

To nie szaleństwo, ale stała strategia Moskwy

Działania te są niezwykle potrzebne i ważne, konieczne jest jednak jak najszybsze wprowadzenie systemowych rozwiązań, które uratują polską służbę zdrowia przed całkowitą zapaścią. Od dawna na konsultację specjalistyczną czeka się miesiącami, a przyjęcie na SOR w najbardziej nawet nagłych przypadkach wymagało jeszcze niedawno wielogodzinnego stania w kolejce przed szpitalem (poczekalnie wprowadziły w związku z pandemią limity oczekujących). Jeżeli kolejki te jeszcze się wydłużą – a przy braku odpowiednich działań wydłużyć się muszą – w związku z potrzebą obsłużenia dodatkowych setek tysięcy uchodźców, nietrudno będzie o znaczny wzrost niezadowolenia społecznego nakierowanego na uchodźców. Do tej pory sytuację ratuje fakt, że wiele prywatnych placówek medycznych oraz lekarzy zaoferowało bezpłatną pomoc, jednak wątpliwe jest, że będą gotowi do rozciągnięcia tej opieki na kolejne miesiące czy lata.

Kolejnym potencjalnym punktem zapalnym jest dostęp do opieki przedszkolnej oraz, choć w mniejszym stopniu, szkolnej. Obecnie do Polski uciekają przede wszystkim kobiety z dziećmi; jeżeli mają one mieć możliwość podjęcia pracy, zapewniona musi być dla ich dzieci opieka. W największych miastach, gdzie skoncentrowani są uchodźcy, rodzice kierujący się do publicznych placówek opieki przedszkolnej często są odprawiani są z kwitkiem z powodu braku miejsc. W szkołach podstawowych, podobnie jak w Jordanii, wprowadzić można system dwuzmianowy, jednak w przedszkolach i żłobkach nie jest to możliwe.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Konkurs dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

Rozmawiać z Unią

Wreszcie – i być może przede wszystkim – niezwykle istotna jest odpowiednia narracja wokół tematu migracji, zarówno ta oficjalna, rządowa, jak i medialna, tzw. dyskurs publiczny. Doskonałym antyprzykładem dla naszych polityków może być prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, który w celu uzyskania koncesji od Unii Europejskiej co pewien czas oficjalnie sugerował, że wszyscy uchodźcy syryjscy otrzymają obywatelstwo tureckie. Taki ruch ułatwiłby im migrację do państw członkowskich Unii. Wywierając presję, Erdogan podkreślał dodatkowo wysokie koszty utrzymania Syryjczyków finansowane z portfeli tureckich podatników (nie zająkując się przy tym o finansowaniu płynącym na ten cel z Unii). Choć wiadomości te nakierowane były na odbiorców w Brukseli, docierały one także, a być może przede wszystkim, do obywatelu tureckich, dodatkowo podsycając antyuchodźcze nastroje.

Rząd polski, od dawna skonfliktowany z Komisją Europejską, musi zatem powstrzymać się od pokusy obrania podobnej strategii i traktowania uchodźców jako karty przetargowej. Ważne jest również unikanie prób usprawiedliwiania rosnących kosztów życia obecnością uchodźców, co próbował robić na przykład rząd jordański. Jest to kluczowe również dlatego, że każde tego typu działanie będzie wykorzystywane i wzmacniane przez prężnie działającą dotychczas machinę rosyjskiej dezinformacji.

Poradźmy się

W ramach pomocy dla krajów sąsiedzkich takich jak Jordania, Liban czy Turcja, Unia Europejska od lat stosuje metodę przekazywania dobrych praktyk i ekspertyzy lokalnym decydentom.

Czytaj więcej

Baszar Asad spłaca dług za uratowanie jego reżimu przez Władimira Putina

W obliczu obecnej sytuacji należy zamienić się miejscami i zaczerpnąć z doświadczeń tych państw, jako krajów, które od ponad dekady goszczą na swoich ziemiach miliony syryjskich (i nie tylko) uchodźców. Polska znajduje się nadal w początkowej fazie dostosowywania swojej polityki do nowej rzeczywistości. To dobry moment, żebyśmy tym razem to my zwrócili się do naszych południowych sąsiadów po poradę – przede wszystkim, jakich błędów należy unikać.