„Zwyciężyła Polska. SUWERENNA Polska!” – wzruszał się na Twitterze poseł Mariusz Kałużny. „Prawotwórstwo TSUE naruszające polską suwerenność niezgodne z Konstytucją RP. Niech żyje Polska!” – wtórował mu wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł. Janusz Kowalski podkreślał, że Trybunał Konstytucyjny „stanął twardo w obronie polskiej suwerenności”, a Michał Woś ogłosił, że „wygrała suwerenność”. Bo suwerenność ważną rzeczą jest.

Pytanie tylko czy wszyscy rozumiemy suwerenność, a przede wszystkim podmiot owej suwerenności tak samo. Gdybyśmy żyli w wieku XVII, a nie XXI sprawa byłaby jasna – suwerenność dzierżyłby w swoich silnych i sprawiedliwych dłoniach dobry lub mniej dobry władca, a my uginając karki przy pracy na jego chwałę patrzylibyśmy jak ową suwerennością dysponuje tudzież jak ową suwerenność traci, bo inny, silniejszy władca wybija naszemu władcy suwerenność z głowy – często zresztą o tę głowę go skracając. Ach, wtedy życie było niewątpliwie prostsze.

Czytaj więcej

Demonstracja przed TK w czasie posiedzenia z 7 października
Bogusław Chrabota: Po wyroku TK Polska w przedsionku niebytu

Problem w tym, że od tych czasów trochę się jednak zmieniło – podmiotem suwerenności stała się nie władza, lecz społeczeństwo, które sobie tę władzę zatrudnia w roli zarządcy, ale nie w roli właściciela. Ponadto świat się nieco zglobalizował co sprawiło, że liczba nitek i niteczek łączących ze sobą poszczególne państwa i społeczeństwa zaczęła wzrastać w tempie geometrycznym – co więcej, jak się okazało to splątanie, mniej lub bardziej, wszystkim zaczęło się opłacać. W efekcie suwerenne społeczeństwa odkryły, że czasem ważniejsze od tego, by w ciasnych granicach swojej ojczyzny mówić na białe czarne, a na czarne białe – bo tak nam się akurat podoba, jest to, aby ograniczając nieco arbitralność swoich decyzji i decydując się na poszanowanie pewnych ponadnarodowych praw, budować wspólnotę szerszą.

Dlaczego? Choćby dlatego, że czasy, gdy wszyscy upajali się swoją suwerennością, skończyły się wielką rzezią w czasie II wojny światowej. Zjednoczona Europa, ale także np. ONZ czy inne ponadnarodowe  powstawały w pierwszej kolejności po to, by tego nie powtórzyć. Ja wiem, że dziś wojna to dla wielu pielęgnowanie pamięci o heroicznych starciach polskich żołnierzy na Westerplatte czy pod Wizną, organizowanie uroczystości z powiewaniem flagami i zachwytu nad martyrologią, ale wojna to jednak przede wszystkim ból, śmierć i zniszczenie. O tym nigdy nie można zapominać.

Polska suwerenność w XXI wieku polega na tym, że polskie społeczeństwo świadomie części suwerenności się zrzekło wstępując do Unii Europejskiej – i podtrzymując, na co wskazują sondaże, wolę pozostawania w niej, chociaż oznacza to pewne ograniczenia. Ale warto zadać sobie pytanie czego te ograniczenia dotyczą. Czy polski rząd nie mógł suwerennie wprowadzić programu 500plus? Mógł. Czy nie mógł dać trzynastej i czternastej emerytury Polakom? Mógł. Czy nie mógł dokonać rewolucyjnej zmiany w systemie podatkowym w postaci „Polskiego Ładu”? Mógł. Czy nie mógł kupić w USA czołgów, które mają wzmocnić obronność Polski? Mógł. A że demokratyczna wspólnota ma obawy czy kraj, w którym reforma wymiaru sprawiedliwości opiera się w dużej mierze na tym, że sędziów, którzy nie są „swoi” władza zastępuje „swoimi” – to może irytować tych, dla których władza wykonawcza to zbyt mało i sięgają po władzę sądowniczą. Ale czy przeciętny obywatel, który jest tym słabszy w starciu z władzą im owa władza jest bardziej nieograniczona, na tym akurat ograniczeniu suwerenności traci czy zyskuje?

Bo jeśli miałoby się okazać, że na końcu tej drogi jeden czy drugi polityk może ugniatać w palcach sądy jak plastelinę i nikt mu nie będzie patrzył na jego suwerenne ręce, w zamian za to, że suwerenna Polska zmieni się w samotny statek, suwerennie dryfujący na wzburzonym morzu geopolityki, spychany wiatrem historii na wschód, wówczas może się okazać, że zatęsknimy jeszcze za możliwością zrzeczenia się części suwerenności. Zwłaszcza że na akurat na wschodzie część naszej suwerenności nikogo nie usatysfakcjonuje. Tam się gra o pełną stawkę.