Jeden z liderów związku policjantów ogłosił, ze decyzja o sprowadzeniu Brattona to policzek od premiera, który uważa, że gość zza oceanu będzie lekarstwem na wszelkie bolączki brytyjskich stróżów prawa. Politycy lewicy uznali, że ściąganie Amerykanów to działania pod publiczkę i tęsknota za "rządami szeryfów".
A wydawałoby się, że po fali zamieszek w Wielkiej Brytanii każda rada jest cenna. W końcu Bratton na koncie ma udane reformy działania sił policyjnych, których efektem był spadek przestępczości w Los Angeles czy Nowym Jorku.