Po pierwsze, usunięcie konstytucyjnego limitu zadłużenia Polski (rozważane publicznie przez wiceministra finansów Piotra Patkowskiego oraz Ministra Finansów Tadeusza Kościńskiego), połączone z postępującą marginalizacją Stabilizującej Reguły Wydatkowej, będą sprzyjały systematycznemu wzrostowi długu publicznego w relacji do PKB. W dłuższej perspektywie będzie to oznaczać wzrost kosztów obsługi długu, a także podwyższone ryzyko dla stabilności finansów publicznych. Niestety podobny skutek może mieć ignorowanie reguł fiskalnych (m.in. wyłączanie zadłużenia z definicji państwowego długu publicznego), które jest obecnie świadomą praktyką kierownictwa Ministerstwa Finansów. Warto pamiętać, że przekroczenie konstytucyjnego limitu długu to nie tylko skutek pandemii, ale też w dużej mierze efekt wcześniejszego poluzowania polityki fiskalnej (m.in. „Piątka Kaczyńskiego”).

Po drugie, prawdopodobieństwo, że dodatkowe wydatki zostaną wykorzystane na prorozwojowe inwestycje, jest niewielkie. Z jednej strony rząd od kilku lat bardzo szybko zwiększa wydatki bieżące, w szczególności transfery socjalne. Z drugiej strony inwestycje publiczne podejmowane na szczeblu centralnym są słusznie krytykowane za brak uzasadnienia ekonomicznego (np. przekop Mierzei Wiślanej, Centralny Port Komunikacyjny). Uważamy, że ryzyko „przejedzenia” dodatkowych środków, którymi dysponowałby rząd, jest bardzo duże.

Reguły fiskalne nie stanowią przeszkody dla sfinansowania w Polsce inwestycji publicznych, których poziom jest relatywnie wysoki: w 2017 r. ich wartość wyniosła 4.7% PKB, w porównaniu do 2.9% PKB średniej dla krajów Unii Europejskiej. Zwolennicy znacznej modyfikacji bądź usunięcia polskich reguł fiskalnych nie przedstawiają żadnych dowodów na to, że to limit długu stanowi rzeczywiste ograniczenie poziomu inwestycji publicznych. Uważamy, że zagrożeń należy upatrywać gdzie indziej, chociażby w coraz większym udziale tzw. sztywnych wydatków budżetowych, które w sytuacji konsolidacji fiskalnej wymuszają cięcia właśnie w inwestycjach. Niestety, ma to już miejsce: wartość inwestycji publicznych spadła w 2019 roku (w tym roku znów mają zostać ograniczone), w przeciwieństwie do znacznego, niemal dziesięcioprocentowego, wzrostu ogólnych wydatków rządowych w 2019 r.

Należy również pamiętać o znacznej roli środków unijnych, które pomagają w sfinansowaniu inwestycji rządowych i samorządowych w Polsce: w zeszłym roku dochody budżetu środków europejskich w ramach Funduszy Strukturalnych i Funduszu spójności przekroczyły 11 mld EUR (ok. 2% PKB). Ponadto, biorąc pod uwagę środki, jakie przypadną Polsce w ramach kolejnej wieloletniej perspektywy finansowej (2021-2027) (ok. 67 mld EUR w ramach polityki spójności) jak również z tzw. Funduszu Odbudowy, z którego Polsce ma przypaść 56 mld EUR w dotacjach i pożyczkach, często wspominane w debacie publicznej ryzyko braku środków na sfinansowanie inwestycji prorozwojowych uznajemy za znacznie przesadzone. Co więcej, wyrażamy bardzo daleko idące wątpliwości, czy sektor publiczny w Polsce byłby w stanie efektywnie przygotować i zarządzać znacznie większą ilością projektów inwestycyjnych, niż tych już zaplanowanych i związanych z inwestycjami współfinansowanymi przez Unię Europejską.

Po trzecie, szybkie zwiększanie wydatków publicznych należy również oceniać w kontekście ograniczeń podażowych. Już teraz wiele przedsiębiorstw wskazuje, że brak pracowników stanowi barierę dla ich rozwoju. Stymulacja krajowego popytu długiem publicznym utrudni działalność polskim przedsiębiorstwom eksportowym. Ograniczenia podażowe są też szczególnie wyraźne w sektorze budownictwa, gdzie wzrost popytu inwestycyjnego państwa spowodowałby znaczący wzrost kosztów i cen. Zamiast zwiększania długu publicznego, potrzebne są reformy, dzięki którym inwestorzy prywatni będą chcieli i mogli więcej inwestować, zwłaszcza w innowacyjne projekty. W tej dziedzinie Polska odnotowała dotkliwy regres w ciągu ostatnich pięciu lat.

Świat w którym będziemy żyli jutro zależy od tego jakie wybory podejmiemy dzisiaj. Trudne czasy pandemii nie zwalniają rządu z odpowiedzialnego prowadzenia polityki gospodarczej. Potrzebujemy powrotu do wiarygodnych ram fiskalnych. Ich ewentualne modyfikacje powinny powstawać przy możliwie szerokim porozumieniu politycznym - sytuacja, w której większość rządząca sama luzuje sobie reguły, to tak naprawdę brak reguł. Nie idźmy tą drogą!

Autorami apelu są Mateusz Urban, członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich, ekonomista z Oxford Economics, oraz Jakub Pawelczak, członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich
doktorant z University of Minnesota (USA)