Z dzisiejszej perspektywy to niemal niewyobrażalne, ale ledwie w końcu zeszłego roku doświadczaliśmy rzeczywistości gospodarczej, która opierała się na modelu ciągłego i raczej niczym niezakłóconego wzrostu. Analitycy wieścili co prawda nadciągający koniec koniunktury, ale wywodzili go raczej z logiki cyklu niż z jakichś merytorycznych podstaw. Za rozpędzoną gospodarką szła arogancja świata biznesu i polityki. Inwestowano bez opamiętania, ścigano się we wskaźnikach konsumpcji, a politycy na obietnicy niezakłóconego wzrostu PKB budowali istne zamki na lodzie.