Już prawie 21 tysięcy gatunków jest na naszej planecie zagrożonych wyginięciem, a co roku z planety znika na zawsze wiele zwierząt, o roślinach i innych formach życia nie wspominając. Świetnie ma się tylko jeden gatunek, który pochłania coraz więcej terytoriów, potrzebuje coraz więcej ropy, gazu, światła, ziemi, wody.
Do 2035 r potrzeby energetyczne ludzkości wzrosną o jedną trzecią i jest to prognoza przerażająca. Nie mamy już wielu miejsc, by dokopać się do ropy czy gazu, więc zaczynamy ryć w Arktyce, zamieniając jej nieskażone dotąd piękno w śmietnisko, na którym co jakiś czas rozlewamy plamy ropy.
Coraz więcej platform staje na morzach; coraz więcej zakładów chemicznych wyrasta w biednych krajach jak Bangladesz czy Indie, bo tam rosnące bez żadnego zahamowania masy ludzkie, gotowe są pracować za grosze w najgorszych warunkach. Koncerny z krajów bogatych wykorzystują to bez skrupułów. I co jakiś czas taka fabryka wypuszcza trucizny do rzek i ziemi.
W Chinach, które mają największy udział we wzroście popytu na energię, są już tereny tak wysuszone i zniszczone przez ludzką działalność, że wodę trzeba tam dowozić setki kilometrów. Niebawem wytniemy całe lasy Amazonii pod drogi, pola i platformy wiertnicze nad Orinoko.
Klimat ogrzewany naszym dwutlenkiem węgla stopi lodowce Arktyki, wyginą niedźwiedzie polarne i cały związany z nimi łańcuch zwierząt.
Bo nasza planeta jest jak program komputerowy - system powiązanych ze sobą składowych w których wszystko do wszystkiego pasuje i nawet najmniejszy insekt ma swoje miejsce. Tylko jeden gatunek zachowuje się w tym programie jak wirus. Pożera coraz więcej miejsca i energii dążąc ku samozagładzie.
Niedawno znajoma zdziwiła się, że po kąpieli w wannie nie wylewam wody do ścieku, ale zostawiam i używam do mycia podłóg czy spłukiwania nieczystości w toalecie. Komu by się chciało tak trudzić?
Wody, prądu, gazu mamy przecież w bród i nigdy nich nie zabraknie.
Nic bardziej mylnego. Nasz zegar już tyka.