Byłoby, ale nie jest. Bo Alstom nie jest spółką działającą w normalnych warunkach rynkowych. Gdyby tak było, to państwo francuskie nie mieszałoby się teraz w negocjacje Krona z Immeltem. Nie byłoby takich sytuacji, jak we wtorek, kiedy francuski minister gospodarki, Arnaud Montebourg publicznie beształ Krona za zakulisowe rozmowy z GE i groził użyciem wykrywacza kłamstw. Dość krewki w zachowaniu Kron tym razem taktownie milczał.
Ale i Amerykanie szybko się uczą. Mimo,że od lat czytam amerykańskie oświadczenia prasowe,zazwyczaj wyprane z jakichkolwiek emocji, chyba,że znajduje się tam stwierdzenie „jesteśmy dumni z naszych osiągnięć", to nie widziałam takiego, jak opublikował Jeff Immelt po wyjściu od prezydenta Francji. Wręcz kapała z niego „przyjaźń i współpraca", tak jak kiedyś z przemówień wzajemnie się odwiedzających sekretarzy partii państw socjalistycznych. GE hucznie obchodził także 40-lecie swojej francuskiej fabryki, a teraz wyłącznie mówi o tym,że najbardziej mu zależy na zachowaniu francuskich miejsc pracy i w kładzie w konkurencyjność francuskiej gospodarki. Wartość oferty z 13 mld dolarów nagle powędrowała do 17 mld. Nie zmienia to faktu,że przejęcie Alstomu przez GE oznaczałoby marginalizację tej spółki na rynku europejskim - produkcja TGV i część energetyczna, to najmocniejsze strony Francuzów.
Jedno jest pewne. Która z firm mających zakusy na Alstoma nie wygrałaby w tym politycznym klinczu, to Alstom jako czempion przestanie istnieć. W przypadku przejęcia przez Siemensa ma szansę na zostanie „czempionkiem" transportowym, który skutecznie będzie w stanie stawić czoła Chińczykom.
Ciekawe w tym wszystkim, czy lekcję ekonomii, jaką dał im rynek zrozumieli francuscy politycy. 10 lat temu zdecydowali się bronić Alstoma przed próbami kupna przez Siemensa. Rząd wtedy przejął udziały w koncernie udzielając mu jednocześnie pomocy publicznej, potem odsprzedał je Bouygues i teraz chce rozmawiać z Martinem Bouygues, żeby za plecami władzy nie dogadywał się z Amerykanami. Pojawiły się też pogłoski,że rząd socjalistów jest gotów do akcji, gdyby Alstoma trzeba było „ratować" po raz kolejny.
Gdyby rzeczywiście tak zrobili, to znaczy,że rynek niczego ich nie nauczył. Przy tym byłoby kuriozalne,żeby po raz kolejny na taką pomoc zgodziła się Bruksela, chociaż minęło od poprzedniej wypłaty dla Alstoma 10 lat. Jeśli natomiast francuskie władze zgodzą się na ofertę Siemensa, to tym samym przyznają się do porażki,bo pomoc państwa nic nie dała.
A jednocześnie warto zastanowić się dlaczego Alstom, firma posiadająca bardzo atrakcyjne produkty, wykorzystująca najnowocześniejsze technologie, prawdziwy czempion w tym co robi nie potrafi godziwie zarobić. Czy dlatego,że jest źle zarządzana, czy dlatego, że jest francuska ? I czy przypadkiem jej kłopoty nie jest to kolejnym przykładem nieodrobionej francuskiej lekcji z ekonomii?
Jak na razie Francuzi trochę się pogubili, albo to udają że tak jest.W każdym razie grają na zwłokę, która może oznaczać tylko jedno: że zgodzili się na podział Alstomu, tylko kwestią pozostaje za jaką cenę. Na razie wiadomo,że za Alstoma, którego wycena rynkowa wynosi dzisiaj 11,5 mld dolarów chętni do kupna dają o kilka miliardów więcej i to nie za całość.
Przy tym francuski system gospodarczy i rządy niezależnie z prawicy,czy lewicy nie są jedynymi winowajcami zaistniałej sytuacji. Drugi winny, to unijna polityka energetyczna,która doprowadziła do nadprodukcji i w efekcie wyłączenia siłowni produkujących najtaniej. I tak naprawdę Siemens wcale nie potrzebuje Alstoma.Niemcy są zainteresowani francuską spółką tylko dlatego,że chcą ją kupić Amerykanie. Wszystko ma się rozstrzygnąć pod koniec maja.Czyli czeka nas ciekawy miesiąc.