Reklama

UE może stać się ofiarą amerykańskiej dominacji energetycznej

Europa chce zdywersyfikować dostawy gazu, ale w praktyce zamienia zależność od Rosji na zależność od USA. Bezpieczeństwo energetyczne kontynentu może w obecnej sytuacji geopolitycznej okazać się fatamorganą.

Publikacja: 23.01.2026 04:25

Amerykański tankowiec z LNG

Amerykański tankowiec z LNG

Foto: Bloomberg

Europejscy ministrowie energii będą wkrótce dyskutować o nowym rozporządzeniu, przyjętym w grudniu przez Parlament Europejski, zakładającym całkowite wygaszenie importu rosyjskiego gazu i ropy oraz wprowadzającym „krajowe plany dywersyfikacji”.

Dywersyfikacja oznacza rozproszenie ryzyka poprzez unikanie nadmiernej zależności od pojedynczych dostawców i tras. Jednak nowe rozporządzenie redefiniuje to pojęcie, sprowadzając je wyłącznie do eliminacji importu z Rosji.

Według tej logiki Europa mogłaby pozyskiwać 100 proc. gazu i ropy od jednego zewnętrznego dostawcy, o ile nie jest to Rosja, i nadal twierdzić, że osiągnęła sukces w zakresie bezpieczeństwa energetycznego.

To nie jest dywersyfikacja, lecz jej zaprzeczenie.

Iluzja bezpieczeństwa

Widzimy niepokojący trend. Od 2019 r. do końca 2022 r. Europa faktycznie dywersyfikowała portfel dostaw gazu, jednak później tempo dywersyfikacji znacznie spadło. Udział dwóch dominujących dostawców gazu spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) w imporcie UE wzrósł z 43 proc. w drugiej połowie 2022 r. do 56 proc. w 2025 r. Tymi dwoma dostawcami są Stany Zjednoczone (42 proc.) i Rosja (19 proc.).

Reklama
Reklama

Zaznaczmy, że dokonujemy tu istotnego rozróżnienia na zasoby „wewnętrzne” EOG i import z zewnątrz. Traktowanie zasobów energetycznych krajów EOG, w tym Norwegii, jako „rodzimych” ma sens, gdyż są one w pełni zintegrowane z rynkiem UE i w dużej mierze podlegają tym samym regulacjom, a norweskie rurociągi mogą dostarczać gaz tylko do UE i Wielkiej Brytanii.

LNG: miecz obosieczny

Choć zwiększone zdolności importowe skroplonego gazu ziemnego (LNG) w Europie mogłyby służyć prawdziwej dywersyfikacji – biorąc pod uwagę, że ten surowiec można transportować globalnie – dane pokazują, że Europa szybko staje się zależna od jednego nowego dostawcy: USA.

Tak silne uzależnienie czyni Europę coraz bardziej podatną na naciski geopolityczne, szoki cenowe i zakłócenia dostaw – dokładnie te ryzyka, które dywersyfikacja miała ograniczać.

Między 2019 a 2025 r. import gazu z Rosji do EOG gwałtownie spadnie – z 203 mld m sześc. do 38 mld m sześc. (–81 proc.). W tym samym okresie import z USA wzrósł niemal sześciokrotnie – z 14 mld m sześc. do 83 mld m sześc., podczas gdy import od wszystkich innych dostawców (np. Nigeria, Algieria, Katar) najpierw wzrósł, ale od 2022 r. silnie spada.

Amerykanie odpowiadają obecnie za ponad 59 proc. importu LNG do EOG. Aż 79 proc. LNG, które w 2025 r. trafiło do Polski, pochodziło z USA.

Hurtowe ceny gazu w Europie – a w konsekwencji także ceny energii elektrycznej – są w coraz większym stopniu kształtowane przez ceny LNG, wrażliwe na skoki globalnych cen spotowych.

Reklama
Reklama

Większa zależność od LNG ma również konsekwencje klimatyczne: proces skraplania i transportu sprawia, że jest to gaz znacznie bardziej emisyjny niż ten z gazociągów.

Nowa rzeczywistość geopolityczna

Oprócz zmienności cen, rosnąca koncentracja dostawców naraża Europę na naciski polityczne. W ciągu ostatnich pięciu lat UE zapłaciła wysoką cenę za uzależnienie od Rosji. USA, ze swoim rynkowym podejściem, przejrzystością i wewnętrzną konkurencją chronioną przez rządy prawa, wydawały się dobrą alternatywą.

Jednak doktryna „amerykańskiej dominacji energetycznej” wymusza znacznie bardziej ostrożne podejście. Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA z 2025 r. wyraźnie przedstawia eksport energii jako narzędzie wpływu.

Niedawne naciski dyplomatyczne na UE, aby złagodziła przepisy klimatyczne i inne w zamian za bezpieczeństwo gazowe, pokazują, jak zależność może być wykorzystywana jako broń. Mało realistyczne zobowiązanie do zakupu energii o wartości 750 mld dol. do 2028 r. grozi związaniem Europy kosztownymi kontraktami, które nie są zgodne z malejącym popytem na paliwa kopalne.

Bezpieczeństwo energetyczne poza dywersyfikacją

Choć wycofanie rosyjskiego gazu jest strategicznie uzasadnione i ekonomicznie wykonalne, Europa potrzebuje szerszej strategii odporności: przyspieszenia rozwoju odnawialnych źródeł energii, elektryfikacji, efektywności energetycznej i elastyczności systemu, przy oszczędnym i rozsądnym wykorzystaniu gazu. W międzyczasie prawdziwa dywersyfikacja – w zakresie dostawców, tras i paliw – pozostaje kluczowa, obok zwiększonego magazynowania, ochrony infrastruktury, mechanizmów solidarności i gotowości na sytuacje awaryjne.

Mylenie dywersyfikacji z zastępowaniem rosyjskiego surowca zaciemnia obraz. Krajowe Plany Dywersyfikacji powinny monitorować udział wszystkich dostawców gazu w imporcie, nie tylko Rosji. Opierając się naciskom na złagodzenie przepisów dotyczących klimatu i zrównoważonego rozwoju, UE uniknie ryzyka utopionych inwestycji wynikających z długoterminowych kontraktów i inwestycji w paliwa kopalne i zachowa wiarygodność w dłuższej perspektywie.

Reklama
Reklama

Kacper Szulecki jest profesorem w Norweskim Instytucie Spraw Zagranicznych w Oslo. 

Raffaele Piria jest starszym analitykiem w Ecologic Institute w Berlinie.

Hannah Lentschig jest analityczką w instytucie Clingendael w Hadze.

Louise van Schaik jest szefową działu polityki europejskiej i globalnej w Clingendael w Hadze.

Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Davos, czyli tam i z powrotem
Opinie Ekonomiczne
Grzegorz Kozieja: Jak umowa UE-Mercosur wpłynie na interesy rolników
Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: Znikające taksówki. Quo vadis, gospodarko?
Opinie Ekonomiczne
Michał Duszczyk: Byliśmy potęgą, ale dziś ogrywają nas Niemcy
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Mroźny oddech Syberii i Arktyki
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama