Głosy liderów branży, od przedstawicieli Bloober Team, po CD Projekt i PlayWay, pokazują wyraźnie: polski gamedev nie krzyczy o gotówkę, ale o dostosowanie przepisów. Wymóg pisemnych umów przy globalnym, błyskawicznym obrocie licencjami czy limity czasowe to hamulce i jeśli nowa strategia rządu ograniczy się do grantów, a pominie fundamenty regulacyjne, będzie wydmuszką.
Czytaj więcej
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego opracowuje strategię dla branży gier. Czy jest potr...
Słabości strategii opartej na dotowaniu branży dowodzi program GameINN – wpompował w rynek miliony, a nie urodził globalnych hitów. Wiele projektów, które świetnie wyglądały w Excelu, nigdy nie ujrzało światła dziennego lub okazało się rynkowymi niewypałami. Z drugiej strony program NCBR pompował gigantów, tylko że ci poradziliby sobie sami, a wsparcia najmocniej łaknęły małe i średnie studia.
Nie jest jednak tak, że pieniądze branży nie są potrzebne. W Wielkiej Brytanii od 2024 r. funkcjonuje kredyt podatkowy VGEC o wartości 34 proc. kosztów kwalifikowanych, w Turcji działa szeroki system zachęt: od refundacji do 70 proc. kosztów marketingu gier eksportowych, po zwrot połowy opłat platformowych, z kolei niemiecki federalny program Computerspieleförderung des Bundes zapewnia dotacje pokrywające do 50 proc. kosztów produkcji. Ten ostatni od 2019 r. wsparł ok. 650 projektów. Efekt? W 2021 r. Polska była globalnym liderem branży – w Top 200 gier znajdowało się 38 polskich tytułów, więcej nawet niż tych z USA czy Kanady. W 2023 r. odnotowaliśmy już spadek i rysował się niebezpieczny trend. W tym samym okresie Niemcy raportowały gwałtowny wzrost: od kilku tytułów w 2021 r., do ponad 10 w 2023 r. W ub. r. Niemcy już nas przegonili. 12 polskich gier w Top 200 to spektakularna klęska, a 14 tytułów z Niemiec wskazuje, że ich polityka zdaje egzamin.
Czytaj więcej: