Uznanie Ostatniego Pokolenia za organizację terrorystyczną, do czego wzywa krążąca po internecie petycja, to gruba przesada. Działania terrorystów skierowane są zwykle przeciwko życiu i zdrowiu postronnych ludzi i mają tragiczne konsekwencje. Aktem terroru był atak 11 września 2001 r na World Trade Center w Nowym Jorku, który pochłonął 2977 ofiar, czy atak na London Bridge i Borough Market w Londynie w 2017 r. z 11 ofiarami. Zostawmy więc słowo „terroryzm” na inne, znacznie poważniejsze okazje niż blokady ekologów.
W odniesieniu do Ostatniego Pokolenia jest ono absolutnie nieuprawnione. Co nie zmienia faktu, że działania grupy ekologów oblewających farbą rzeźby czy blokujących bez ostrzeżenia i nielegalnie mosty oraz ulice miast są szkodliwe. Bo zwyczajnie kompromitują ideę, której mają służyć.
Czy intencje ekologów są słuszne? Tak. Ale metody fatalne
Owszem, pokazują determinację młodych ludzi przerażonych gwałtownymi zmianami klimatycznymi spowodowanymi działalnością człowieka. Ale używając środków skierowanych przeciwko ogółowi społeczeństwa, ułatwiają klasyfikowanie ekologów jako „ekoterrorystów”, i to wszystkich ekologów. Oraz ich działań.
To ułatwia ugrupowaniom politycznym wzbudzanie niechęci konserwatywnie nastawionej części społeczeństwa do wszelkich inicjatyw zmierzających do ograniczenia zanieczyszczania i zaśmiecania świata. Zwłaszcza takich, które wiążą się ze zmianą przyzwyczajeń czy dodatkowym kosztem, a więc w jakimś stopniu uciążliwych dla portfeli Polaków.
Blokady ulic tylko budzą rozdrażnienie
Polanie pomarańczową farbą warszawskiej Syrenki wiele osób odebrało jako akt pospolitego wandalizmu podszyty brakiem szacunku dla naszego miasta (Syrena ma twarz Krystyny Krahelskiej, poetki i żołnierki AK, poległej drugiego dnia powstania warszawskiego). Zatrzymywanie zaś bez ostrzeżenia ruchu poprzez blokowanie ulic czy mostów wzbudziło tylko gniew kierowców aut i pasażerów autobusów, którzy utknęli w korkach w porze porannego szczytu. Zwyczajnie, po ludzku, skomplikowało im życie. W wielu przypadkach nawet bardzo, jeśli ktoś nie dotarł na czas na umówioną pół roku wcześniej wizytę lekarską czy rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy.