Coraz więcej konsumentów – zarówno smakoszy piwa, jak i tych pijących je głównie przy okazji grilla, często, o zgrozo, z sokiem – stawia na produkty lokalnych producentów. Liczy się szerokość oferty, zwłaszcza walory smakowe, zalety lokalnej produkcji itp. Giganci starają się płynąć z trendem, wciąż wprowadzają na rynek nowe produkty, ale też mocno tną ceny. Wciąż przy tym zarabiają, co prowadzi do prostego wniosku – latami za to produkowane na skalę przemysłową piwo po prostu przepłacaliśmy. Dopiero dzisiaj lokalna konkurencja wymusiła zmiany w strategiach rynkowych także sieci handlowych.
Nie oszukujmy się, lokalne piwa powstawały zawsze, tylko sklepom zazwyczaj nie chciało się ich wprowadzać do oferty. Wolały zaopatrywać się w hurtowniach, dlatego w całym kraju na półkach stało mniej więcej to samo.
Nie ma co liczyć, że Polska będzie kolejną Belgią, która mimo stosunkowo niewielkiej populacji może się pochwalić tysiącami lokalnych marek piwa, często produkowanych od setek lat w najróżniejszych wariantach smakowych. Naturalnych, a nie opartych na sztucznych barwnikach i dodatkach smakowych. Przecież dzisiaj, korzystając wyłącznie z syntetycznych dodatków, można wytworzyć produkt, o smaku, jakiego się tylko zapragnie.
Choć pozycja lokalnych producentów na rynku piwa jest coraz silniejsza, to nie ma się co oszukiwać, że pozbawią oni pozycji liderów obecnych potentatów. Masowy klient patrzy bowiem głównie na cenę, często liczy się też przywiązanie do marki spożywanej od lat. Nawet jeśli jej obecny smak jest jedynie cieniem tego z przeszłości. Dla kolejnej, może jeszcze większej, grupy smak ma znaczenie drugorzędne, liczy się jedynie moc. Dlatego dla wszystkich na rynku powinno znaleźć się miejsce, choć zrobi się na pewno ciasno.