Anita Błaszczak: Wakacje nad Bałtykiem droższe niż w Turcji czy Albanii

O ile przed rokiem do letnich wojaży za granicę mogły zniechęcić covidowe obostrzenia w wielu krajach, o tyle dzisiaj urlop w Polsce jest już mniej konkurencyjny. Także cenowo. I gdyby nie wakacje dzieci, hotelarze mieliby poważny problem.

Publikacja: 26.07.2023 03:00

Plaża miejska w Mikołajkach

Plaża miejska w Mikołajkach

Foto: PAP/Tomasz Waszczuk

Tegoroczny letni sezon nie zaczął się najlepiej dla polskiej branży hotelarsko-gastronomiczno-turystycznej. Spadkowy trend w opisywanych przez „Rzeczpospolitą” statystykach dotyczących liczby gości w wakacyjnych regionach mogli zauważyć także ci, którzy wybrali się na urlop w pierwszej połowie lipca. Choćby na Hel (jak autorka tego komentarza), gdzie w oblężonej zwykle latem Jastarni znacznie częściej niż w poprzednich sezonach można się było natknąć na tabliczki z napisem „wolne pokoje”.

Na pewno przyczyniły się do tego ceny, które na Helu wzrosły w tym roku średnio o 20–40 proc. (choć stali klienci mogą liczyć na zniżki), a które są głównym powodem rezygnacji z wakacyjnych wyjazdów. Tak przynajmniej pokazują liczne badania urlopowych planów Polaków ogłaszane co roku na początku lata. Ci, którzy deklarują, że spędzą urlop w domu, najczęściej tłumaczą się złą sytuacją materialną i zbyt wysokim dla nich kosztem wyjazdu.

Pocieszający dla biznesu w wakacyjnych kurortach powinien być jednak fakt, że w tegorocznych badaniach odsetek osób, które zdecydowanie zamierzały spędzić wakacje w domu, praktycznie się nie zwiększył. W zależności od sondażu wynosił ok. 24–28 proc. (czyli podobnie jak w ubiegłych latach), podczas gdy ponad połowa planowała urlop poza domem – najczęściej na przełomie lipca i sierpnia.

Widać było jednak pewną niekorzystną dla polskiej branży turystycznej zmianę. W sondażach z 2023 r. wyraźnie mniejsza była grupa planujących urlop wyłącznie w kraju. Np. w badaniu CBOS zmalała z 61 do 54 proc. Przybyło z kolei osób, które zapowiadały wyjazd za granicę. Co prawda większość z nich planowała spędzić część urlopu w Polsce, lecz i tak dzielone wakacje oznaczają mniej pieniędzy wydanych w kraju.

Być może dlatego część hotelarzy czy właścicieli barów, smażalni czy lodziarni zapobiegliwie podniosła ceny, by przy mniejszej liczbie klientów „wyjść na swoje”. Mamy więc na Helu gałkę lodów za 10 zł, smażoną rybę po 120–150 zł za kilogram i dwuosobowy „apartament” w przyczepie kempingowej za ponad 3 tys. zł na tydzień. Można wprawdzie znaleźć noclegi za połowę tej kwoty (choć większość z nich rozeszła się przed sezonem), a także uniknąć „paragonów grozy”, żywiąc się w barach z „domowymi obiadami” czy bazując na zakupach w popularnych dyskontach. Lecz gdyby nie koszty podróży samolotem, to zagraniczny urlop w tańszych krajach, np. w Turcji czy w popularnej tego lata Albanii, mógłby wygrać cenowo z wakacjami nad Bałtykiem.

Poza kosztami transportu polską branżę turystyczną ratują… dzieci i ponad dwa miesiące wakacji, które trzeba im jakoś wypełnić. Nie tylko w lipcu na bałtyckich plażach widać głównie rodziny z dziećmi, które do letnich wyjazdów zachęca też 500+. Podobnie jest w regionach z popularnymi zabytkami czy w parkach rozrywki.

Jest jednak spore ryzyko, że Polacy – pomni na wysokie ceny w krajowych kurortach, często nieidące w parze z jakością – w przyszłym roku chętniej będą planować zagraniczne wojaże. Tym bardziej że krajowi właściciele pensjonatów i kwater z trudem przekonują się do nowych technologii. Nieliczni korzystają z internetowych systemów rezerwacji. Większość, nawet jeśli ma stronę internetową, i tak oczekuje, że turysta będzie wydzwaniał, dopytując o wolne terminy i cenę. Starsi może jeszcze zadzwonią, ale już młodzi prędzej poszukają last minute za granicą.

Czytaj więcej

Mniej turystów w kraju, a wyjazdy coraz krótsze

Tegoroczny letni sezon nie zaczął się najlepiej dla polskiej branży hotelarsko-gastronomiczno-turystycznej. Spadkowy trend w opisywanych przez „Rzeczpospolitą” statystykach dotyczących liczby gości w wakacyjnych regionach mogli zauważyć także ci, którzy wybrali się na urlop w pierwszej połowie lipca. Choćby na Hel (jak autorka tego komentarza), gdzie w oblężonej zwykle latem Jastarni znacznie częściej niż w poprzednich sezonach można się było natknąć na tabliczki z napisem „wolne pokoje”.

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy