Teorię „spirali” głoszą teoretycy, luminarze naszych „nauk” ekonomicznych. Z teorii tej wysnuwają krytyczne wnioski – także wobec polityki NBP. Bezzasadnie. Uważam, że mamy tu do czynienia z klasycznym przypadkiem „barking up the wrong tree”, tj. „obszczekiwania niewłaściwego drzewa”. Badana w sposób empiryczny teoria ta nie znajduje potwierdzenia.

Jak rosną płace

Nie wdając się w zawiłości ekonometrii stosowanej, zauważmy kilka faktów podważających „teorię spirali”. Obserwujemy oto znaczący spadek jednostkowych kosztów pracy (tj. płac i innych pozapłacowych obciążeń dochodów przedsiębiorstw w przeliczeniu na jednostkę produkcji). Płace już od dawna nie odzwierciedlają imponującego wzrostu wydajności. Podążają one za cenami dość ślamazarnie – nie wyprzedzając ich jednak. W efekcie mamy oto do czynienia z niepokojącym spadkiem realnej siły nabywczej płac (a przy okazji także wielu świadczeń socjalnych).

Nie zauważa się przy tym, że zyski sektora przedsiębiorstw niefinansowych rosną wręcz niebotycznie. Fakt ten obrazuje wykres.

Jak widać, po kryzysowym (także dla przedsiębiorstw) pierwszym kwartale 2020 r. zyski „wystrzeliły” w latach 2021 i 2022. Już w I kwartale 2021 r. były one większe od sumy zysków osiągniętych w I kwartale 2020 r. oraz I kwartale 2019 r.! Dalszy znaczny postęp odnotowano w I kwartale 2022 r.

Co leży u podstaw tego sukcesu? Z pewnością nie ekspansja skali działalności. Przychody ogółem (w których dominują przychody ze sprzedaży) przedsiębiorstw wzrosły realnie o 7,5 proc. w I kwartale 2021 r. (w stosunku do I kwartału 2020 r.). Tymczasem zyski przedsiębiorstw wzrosły w tym czasie realnie aż o 147 proc.! W I kwartale 2022 r. przychody wzrosły o 9,1 proc. w stosunku do tego samego okresu w 2021 r., a zyski o dalsze 14 proc.

Zyski firm wyprzedzają wynagrodzenia

Wiele mówi porównanie zysków i sumy wynagrodzeń (brutto) w całej gospodarce narodowej. Okazuje się (por. wykres), że zyski rosną względem wynagrodzeń – co oznacza też, że zyskują one kosztem wynagrodzeń. W ostatnich dwóch latach relacja zysków i wynagrodzeń osiąga wielkości nienotowane poprzednio, nawet w raczej pomyślnym dla biznesu roku 2017.

Bonanza cenowa

Moja robocza hipoteza jest taka, że pokaźna część przedsiębiorstw przeżywa obecnie istną „bonanzę” cenową. „Wypracowują” one nadzwyczajne zyski, dość bezkarnie narzucając ogółowi konsumentów, a więc i ogółowi pracowników wysokie i rosnące ceny. Także swym biznesowym kontrahentom. To ostatnie uruchamia spiralę cen i… zysków. W ostateczności koszty tej spirali ponoszą gospodarstwa domowe (oraz pozbawieni „mocy rynkowej” producenci wciąż dyscyplinowani przez konkurencję).

Według mojej hipotezy pandemia i okoliczności jej towarzyszące mogły spowodować erozję konkurencji rynkowej. Wiele firm (zwłaszcza usługowych) wypadło z rynku. Zanadto ułatwiło to życie firmom, które zdołały przetrwać.

Co gorsza, podejrzewam, że za bardzo „wybiły się na niepodległość” wielkie przedsiębiorstwa o dominującej pozycji rynkowej (w tym de facto publiczne, niestety). Już poprzednio wykazywały one tendencję do manipulowania cenami. Temu trzeba się przeciwstawić.

Trzeba promować konkurencję

Uważam, że jest nakazem chwili prowadzenie efektywniejszej polityki promocji konkurencji. Trzeba też baczniej przyglądać się marżom zysku przedsiębiorstw kluczowych. Nadzwyczajnie wysokie marże to żaden powód do dumy. Na ogół jest to świadectwo braku konkurencji, w tym zmów kartelowych pompujących i ceny, i ogólną inflację. Bez powściągnięcia „lejców” – w tym naszym molochom dominującym w branżach „energetycznych” – zwalczenie inflacji samymi tylko metodami polityki fiskalnej i pieniężnej będzie zadaniem trudnym, długotrwałym i niepotrzebnie kosztownym gospodarczo i społecznie.

Autor jest doradcą prezesa NBP. Tekst wyraża opinie autora.

Opinie publikowane w „Rzeczpospolitej” są elementem debaty publicznej i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy redakcji.