Reklama

Witold M. Orłowski: Trump i spokój podszyty obawami

Donald Trump został prezydentem, świat stanął na głowie – i w gruncie rzeczy nic wielkiego na rynku się nie wydarzyło.
Witold M. Orłowski, główny ekonomista PwC w Polsce

Witold M. Orłowski, główny ekonomista PwC w Polsce

Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski

Na Wall Street inwestorzy z trudem zauważyli, że w ogóle miały miejsce jakieś wybory. W Londynie i Frankfurcie po krótkim spadku indeksy znów wzrosły. Parkiet w Warszawie bardziej przejmuje się nie najlepszymi nastrojami w kraju niż za oceanem. I nawet giełda meksykańska zareagowała na wynik wyborów w dość spokojny sposób – choć to właśnie na granicy z Meksykiem Trump obiecywał wybudować betonowy mur, który zagrodziłby drogę dla emigracji i zniechęcił amerykańskie firmy do przenoszenia produkcji na południe od Rio Grande.

A kursy walut? Też bez wielkich zmian. Waluty rynków wschodzących, w tym złoty, troszkę straciły. Waluty krajów uważanych za bezpieczne przystanie (zwłaszcza frank i dolar) nieco zyskały. Ale zmiany miały skalę paru groszy, żadnej paniki nie było.

Skoro tak, to szybko pojawiło się pytanie: może cała sprawa nie ma aż tak dużego znaczenia? Dokładnie tak, jak było w przypadku głosowania w sprawie Brexitu – wszyscy oczekiwali, że ewentualny wybór Trumpa będzie prowadził do paniki, załamania nastrojów i finansowego chaosu. A tymczasem, proszę bardzo, Trump jest wybrany, a nic wielkiego się nie dzieje, uczestnicy rynków wcale się nie przerazili.

Ostrożnie z takimi ocenami. Dlaczego nie było żadnej gwałtownej reakcji? A na cóż miałaby być? Po pierwsze, Donald Trump obejmie władzę dopiero za dwa miesiące, chwilowo w Białym Domu rezyduje nadal Barack Obama. A po drugie, i to znacznie ważniejsze, w gruncie rzeczy w ogóle nie wiadomo, jaką politykę będzie prowadził.

W czasie kampanii wyborczej zdobywał głosy, wygadując na prawo i lewo niewiarygodne bzdury o murze na granicy z Meksykiem (za pieniądze Meksykanów!) i wojnie handlowej z Chinami. Tak niewiarygodne, że prawie niewyobrażalne jest, by nawet on sam traktował je serio. A skoro tak, to należy poczekać na jakieś wiarygodne deklaracje prezydenta elekta w sprawie prowadzonej polityki gospodarczej.

Reklama
Reklama

Najwyraźniej wszyscy zakładają, że na 90 proc. będzie to polityka konwencjonalna, bez żadnych gwałtownych rewolucji. A skoro tak, to obecnie najlepiej po prostu wstrzymać się z decyzjami i poczekać.

Brzmi to uspokajająco, ale nie do końca. 90 proc. prawdopodobieństwa to oczywiście dużo. Ale oznacza to, że jest też 10 proc. prawdopodobieństwa, że nowy prezydent popełni jakieś czyny szaleńcze. A to wcale niemało. Wystarczy dziś jedna groźna wypowiedź prezydenta elekta, aby owo 10 proc. zmaterializowało się w panicznej reakcji rynku.

Opinie Ekonomiczne
Gorynia, Fiedor, Polowczyk: 250 lat „Bogactwa narodów”
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Materiał Promocyjny
Dane zamiast deklaracji. ESG oparte na faktach
Opinie Ekonomiczne
Dzisiaj mija 250 lat od pierwszego wydania biblii kapitalizmu
Opinie Ekonomiczne
Trójkąt Weimarski na czele elektryfikacji i reindustrializacji Europy
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Drogie paliwo na stacjach? Winnych szukajcie poza Polską
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama