U nas to przedsiębiorcy i samorządy. Historia pokazuje tu wiele możliwości. Wódz bolszewików np. miał stwierdzić, że „kapitaliści sprzedadzą sznur, na których ich powiesimy". Podobną metodę chce zastosować „Dobra zmiana". Nie brudząc sobie rąk, wprowadza szereg mechanizmów w ramach Polskiego Ładu, mających rozwiązać na zawsze tak bolący dla niej problem.

Protestującej przeciwko podwyższeniu podatków „prywatnej inicjatywie" podsuwa przejście z podatku liniowego na tzw. ryczałt ewidencjonowany. Sęk w tym, że dziś pieniądze z tego podatku trafiają do budżetu państwa i samorządów mniej więcej po równo. Ryczałt natomiast w całości trafi do centrali.

W związku z tym rząd proponuje zmiany mające ponoć wzmocnić finanse samorządów: nową regułę dochodową i mechanizm korekcyjno-wyrównawczy. A także wsparcie inwestycyjne w postaci nowej subwencji rozwojowej oraz dodatkowych środków z rządowego funduszu.

Samorządowcy sceptycznie podchodzą do tych propozycji. Szczególne wątpliwości budzi subwencja rozwojowa. Nie wiadomo, ile ma ona wynosić i jak będzie dzielona. Obawiają się, że doprowadzi ona do dramatycznego zmniejszenia wydatków bieżących. Może się okazać, że samorząd będzie miał środki na inwestycje, których nie będzie w stanie później utrzymać. Dlatego korzystniejsze są bezpośrednie wpływy z podatków aniżeli z subwencji rządowych. Inne rozwiązania ograniczą autonomię samorządów i zmniejszą ich elastyczność działania.

Resort finansów szacuje, że straty samorządów w przyszłym roku wyniosą 13,8–15,4 mld zł, a w ciągu dziesięciu lat 132–145 mld zł. Widać, kto naprawdę sfinansuje Polski Ład. Samorządy biją na alarm. Zabranie tych pieniędzy odczują wszyscy. I „prywaciarze", i „proletariat".

Ci drudzy nawet bardziej. Bo „burżuje" bez świadczeń publicznych jakoś sobie poradzą. Cóż bowiem po groszach z subwencji rozwojowej, gdy zabraknie pieniędzy nie tylko na inwestycje, ale również na bieżące funkcjonowanie np. oświaty.

Trafnie to ujął prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.

„Na plakatach rząd przekonuje, że zyskają rodziny, ale tak naprawdę stracą pielęgniarki, taksówkarze, właściciele małych sklepików, przedsiębiorcy. Olbrzymi rachunek rząd wystawi także samorządom. Rząd PiS dąży do centralizacji państwa, przy okazji rozdając pieniądze dla zaprzyjaźnionych z władzą".

Zwolennicy nowych rozwiązań twierdzą, że samorządy są bogate. Ich dochody w minionym roku wyniosły przecież 300 mld zł. Zapominają jednak, albo celowo to pomijają, że ponad połowa z tego to właśnie dotacje i subwencje. Reszta, ok. 48 proc., to dochody własne, w tym z podatków.

Na specjalnej stronie internetowej sprawdziłem, ile na Polskim Ładzie stracą konkretne miasta. Bydgoszcz, w której się urodziłem, ponad 141,3 mln zł rocznie. Poznań, w którym studiowałem i pracowałem, ponad 327,1 mln. Toruń, z którego byłem posłem na Sejm RP, ponad 84,7 mln. Warszawa, w której mieszkam od wielu lat, ponad 1,71 mld zł. A Rypin, do którego lubię przyjeżdżać, ponad 4,2 mln zł.

Goszcząc niedawno w Rypinie, prezes partii rządzącej nazwał Polski Ład wielkim programem „zmiany cywilizacyjnej". Aż strach spytać o jej kierunek...

Andrzej Malinowski

prezydent Pracodawców RP