Urodził się w 1973 r. w Karl-Marx-Stadt, w mieście, które po zniknięciu NRD wróciło do dawnej nazwy Chemnitz. Był to ośrodek przemysłu ciężkiego. Inny świat.

Obalenia Muru nie pamięta. Widział coś w telewizji, ale to go nie pasjonowało. Rodzice nie krytykowali ustroju, należeli do pokolenia, które stworzyło tamto państwo. Po wojnie bardzo poprawiło się: było co jeść, każdy miał dach nad głową, a kiedy człowiek nie wie co to luksus, nie żąda niczego więcej — mówi dziś.

Thomas miał normalną młodość, dorastał we Wschodnim Berlinie, należał do organizacji młodych komunistów FDJ, pasjonował go podbój kosmosu.

Pociąg do giełdy odkrył przypadkiem, w latach 90., już po zjednoczeniu. Nikt z rodziny nie pracował wcześniej w banku. Ojciec był urzędnikiem na poczcie, matka kucharką w stołowe zakładowej. Ten sektor nie istniał zresztą w NRD. Mieliśmy tylko konto w kasie oszczędnościowej, i tyle.

Praca na giełdzie wciągnęła go bez reszty. Obserwuje 10 monitorów, kupuje i sprzedaje akcje bankom albo funduszom spekulacyjnym. Po pracy komentuje wydarzenia dnia w telewizji Bloomberga albo NTV. Pozwala mu to zachować kontakt z ludźmi, marzy o własnym programie popularyzującym giełdę wśród drobnych ciułaczy.

Teraz mieszka i pracuje we Frankfurcie, w tym symbolu kapitalizmu kiedyś oczernianym przez władze NRD. Jest dumny z własnego mieszkania kupionego na raty, z używanego minivana.

Tu spotkał swą partnerkę życiową, dziennikarkę Lindę Behringer. - Jesteśmy prawdziwą parą zjednoczenia — śmieje się Linda, pochodząca spod Stuttgartu, kolebki Daimlera i Porsche.