Wydarzeniem ostatnich dni na ul. Książęcej w Warszawie było bez wątpienia to, co się działo wokół spółki Uboat-Line. Jeśli ktoś przeoczył tę historię, to bez kłopotu dotrze do informacji, wpisując w wyszukiwarce nazwę firmy i słowo „stonoga". Tytuły tekstów, które się wyświetlają, mówią same za siebie. Padają w nich słowa „skandal", „kpina" czy też „farsa" i moim zdaniem dobrze oddają to, co się stało. Warto zauważyć, że konsekwencją wydarzeń związanych ze  spółką były silne, nawet kilkudziesięcioprocentowe wahania kursu jej akcji.

Historia jest warta odnotowania, bo już teraz – bez względu na to, jak się dalej rozwinie – jest mocnym kandydatem do tytułu wydarzenia roku na warszawskim rynku kapitałowym. A przy okazji może być przyczynkiem do dyskusji o tym, gdzie inwestor może informować o transakcjach. W dobie wszechobecnego internetu i mediów społecznościowych taka dysputa także w Polsce jest konieczna.

Skoro za sprawą Uboat-Line jesteśmy w okolicach regulatora rynku kapitałowego, to warto odnotować działania amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) w sprawie szybko zdementowanego przecieku o tym, że Samsung może kupić BlackBerry. Depeszę zawierającą informację o możliwym przejęciu 14 stycznia opublikowała agencja Reuters. Efektem wiadomości był olbrzymi, dochodzący do 30 proc., skok kursu akcji BlackBerry.

SEC – jak rozumiem rutynowo badając nietypowe zachowania kursu akcji – zainteresowała się tym, że na kilka godzin przed publikacją wiadomości ktoś kupił opcje dające prawo kupna akcji BlackBerry po 10 dol. Jeśli sprzedał je tego samego dnia, miał szansę zarobić nawet 49 tys. dol. na inwestycji wartej 20 tys. dol. Kwota nie szokuje, ale skala potencjalnego zysku jest imponująca.

Jak twierdzi agencja Reuters, SEC bada, czy źródło informacji o potencjalnym przejęciu nie jest owym nabywcą. Dziennikarz agencji informuje też, że nie ma sygnałów, że Reuters jest celem śledztwa oraz że rzecznik agencji odmówił mu komentarza. I ta historia jest potencjalnie rozwojowa, a przy okazji pokazuje, po jak grząskim gruncie stąpa dziennikarz, szukając informacji na wyłączność.

Autor jest publicystą ekonomicznym