Na początek odwołano zarząd Poczty, który potrafił wypracować zyski w przeciwieństwie do poprzedników. Jest wszakże oczywiste, że operator obdarzony przymiotnikiem narodowy nie ma być rozliczany z zysku, lecz z wypełniania różnych funkcji pozagospodarczych.

To cecha charakterystyczna dla niektórych firm państwowych. Jedni mają promować sport, inni kulturę, jeszcze inni odnawialne źródła energii, ale przede wszystkim realizować t.zw. cele strategiczne. Jednak z państwem związane są także firmy prywatne. Tu narzędzia są mniej subtelne: najwyższy w Europie podatek bankowy i podatek handlowy, który zapewne zostanie zakwestionowany przez instytucje europejskie.

Podatek bankowy wywołał publiczną reakcję agencji ratingowej Moody's, która uważa, że podatek ten i przewalutowanie kredytów frankowych według pomysłu  prezydenta w sumie mogą zagrozić stabilności systemu bankowego, ograniczyć dostępność kredytu i przyhamować rozwój gospodarczy. Jeśli zawiedzie pionizacja banków, czyli ustawienie ich w pionie finansowo za pomocą podatku czy „kursu sprawiedliwego", zawsze władza może je postawić do pionu  wzywając na przesłuchanie do Komisji Finansów Publicznych. Podsądni prezesi pięciu banków, w tym PKO BP,  Pekao SA i mBanku, będą młotkowani na okoliczność podwyżek  w tabeli opłat i prowizji.

Innym przykładem nowych relacji państwa z przedsiębiorstwami jest ogłoszona w czasie kampanii wyborczej przez Zbigniewa Ziobro obietnica  ratowania upadłych Kieleckich Kopalni Surowców Mineralnych (KKSM). Ziobro dotrzymał słowa. Po wygranych wyborach  państwowa  Agencja Rozwoju Przemysłu zrealizowała obietnicę posła Ziemi Kieleckiej  i w przetargu ogłoszonym przez syndyka kupiła upadłego za 60 mln zł. Należy pogratulować intuicji, bo było to tylko 3 miliony zł więcej niż następna oferta. Ale pokazuje też, że rząd nie będzie stronił od nacjonalizacji nawet wówczas, gdy są prywatni konkurenci. I nawet jeśli na wyjściu dostaje kilka kopalni dolomitu i piasku; zapewne muszą być surowcami strategicznymi.

I wreszcie ostatni przykład kształtowania się nowych relacji między władzą a przedsiębiorstwami – próba tak zwanego wybierania zwycięzców (picking winners). Zaprezentował ja wicepremier Morawiecki w ciekawym artykule pomieszczonym w Rzeczpospolitej. Pisząc o wchłanianiu nowych technologii zauważa, że najpierw państwo musi dokonać strategicznego wyboru polskich specjalizacji wspieranych przez nie systemowo. To oczywiście uprawniona koncepcja, choć są badania pokazujące, że „picking winners"  przynosi często słabe rezultaty, a z drugiej strony- że to napływ  bezpośrednich inwestycji zagranicznych do Polski podniósł poziom technologiczny polskiego gospodarki. Jak pisze  prof. Stanisław Gomułka nakłady w Polsce na badania i rozwój to ok. 6 mld USD, podczas gdy globalnie wydaje się na ten cel 1,5 bln USD. Co oznacza, że „innowacyjność gospodarki nadal musi się opierać na zdolności polskich przedsiębiorstw do absorbowania tego, co wytworzono za granicą nowego jakiś czas temu, lub co właśnie się nowatorskiego wytwarza".

LOT po skasowaniu ponad pół miliardowej pomocy na koszt podatnika, wymaga dziś po raz kolejny programu ratunkowego, a strata netto w ubiegłym roku wyniosła ok. 250 milionów złotych. To   mogłaby być pointa, jeśli chodzi o kompetencje państwa w zarządzaniu przedsiębiorstwami. Ale prawdziwą pointę  dopisze za trzy lata rzeczywistość. Będzie wówczas znany koszt ratowania górnictwa i LOT-u, jak się sprawuje KKSM i co się dzieje systemie bankowym. Będzie znany „nowy"  deficyt budżetu i wyniki finansowe kilkudziesięciu wielkich firm, w których właśnie  wyczyszczono zarządy obsadzając nowymi bohaterami „dobrej zmiany". Tak w ogóle za trzy lata będziemy wiedzieli znacznie więcej.