Reklama

Nie ma co dramatyzować

Polska i Francja mają dużo wspólnych interesów – uspokaja działacz partii Sarkozy'ego Philippe Gustin.

Publikacja: 02.11.2016 18:16

Philippe Gustin, wysoki rangą urzędnik z partii Republikanie Nicolasa Sarkozy’ego. Doradca szefowej

Philippe Gustin, wysoki rangą urzędnik z partii Republikanie Nicolasa Sarkozy’ego. Doradca szefowej MFW Christine Lagarde w czasach, gdy była francuską minister gospodarki.

Foto: materiały prasowe

Rz: Muszę zacząć od kryzysu związanego z caracalami. Czy to początek długotrwałego ochłodzenia w relacjach na linii Francja–Polska?

Philippe Gustin: Utrata tak ważnego kontraktu jest oczywiście sporym ciosem dla Airbusa. Dla każdej firmy byłaby to duża strata. Decyzja polskich władz nie została w Paryżu zrozumiana.

Czy odwołanie wizyty prezydenta Hollande'a w Polsce to reakcja adekwatna?

Fiasko rozmów wywołało nad Sekwaną ogromną irytację. To wyjaśnia gwałtowną reakcję François Hollande'a. Ale sądzę, że polsko-francuskie relacje bardzo szybko się unormalizują, jeśli strony wykonają gesty dobrej woli.

Na razie nic nie wskazuje na ocieplenie...

Reklama
Reklama

Uważam, że dramatyzowanie nie ma sensu. Po pierwsze, mamy zbyt dużo wspólnych interesów. Jako Europejczycy musimy się wspierać w obliczu innych wyzwań, których w tym momencie Europie nie brakuje. Po drugie, przyjaźń polsko-francuska ma zbyt długą tradycję, by czysto handlowy incydent rzeczywiście miał na nią negatywny wpływ. Pamiętajmy, że pierwszy sojusz między naszymi krajami sięga do 1525 r. Od tego czasu zawsze żyliśmy w zgodzie. To wyjątkowa sytuacja.

Czyli teraz mamy do czynienia z polityczną grą pozorów?

Tak uważam. I mam nadzieję, że te relacje gospodarcze nie tylko wrócą do punktu sprzed „kryzysu caracali", ale wręcz się pogłębią. W ubiegłym roku Niemcy jako najważniejszy partner handlowy Polski przyjmowały 26 proc. eksportu znad Wisły. Do Francji trafia tylko 7 proc. Jest co nadrabiać.

Mówi pan, że Europa ma ważniejsze problemy niż spór o śmigłowce. Czy stary model Wspólnoty się wyczerpał i Unia rozsypuje się na naszych oczach?

Pamiętajmy, że został on stworzony w latach 90. poprzedniego wieku na bazie liberalizmu gospodarczego. Ta czysto gospodarcza struktura jest przestarzała i niedostosowana do obecnych wyzwań. Europejczykom już nie wystarcza wolny handel na sprawiedliwych zasadach. Nie wystarcza im wolna konkurencja między ich przedsiębiorcami. Oczekują, że Unia będzie gwarantem pokoju, że będzie wzmacniać dobrobyt i rynek pracy. Chcą także, i to jest novum, by UE zapewniała bezpieczeństwo i chroniła granice. Nie sądzę, by Europejczycy byli gotowi zrezygnować z przywileju swobodnego przemieszczania się między krajami. Ale w obliczu zewnętrznych i wewnętrznych problemów żądają, by Unia działała bardziej efektywnie. Aby to było możliwe, Wspólnota musi zyskać nowe kompetencje.

Jakie? Na razie widać niechęć do federalizacji Europy.

Reklama
Reklama

Niestety, tak. Ale jeśli Wspólnota ma być silna, musi mieć wspólną straż graniczną, która działa w sposób skoordynowany, wspólną dyplomację i wspólną armię. To narzędzia niezbędne do sprawnego działania. Niemniej o pełnej federalizacji nie może być mowy, bo w poszczególnych krajach są zbyt silne ruchy eurosceptyczne. Tego nie można lekceważyć.

Czyli związek suwerennych państw, o którym lubi mówić polski rząd?

To obecnie jedyna droga integracji. Pamiętajmy jednak, że obranie jej też będzie wymagało od państw rezygnacji z pewnej dozy suwerenności. Pytanie, ile państw jest na takie ustępstwo obecnie gotowych?

Brytyjczycy wybrali własną drogę...

Od chwili akcesji do Wspólnoty zawsze utrzymywali silną odrębność. To wynika choćby z tego, że są wyspiarzami, czują też silną więź ze Stanami Zjednoczonymi. Naród brytyjski zagłosował jasno za opuszczeniem Wspólnoty i Bruksela musi to uszanować. Rozpoczyna się teraz proces trudnych negocjacji, jak wyjście będzie przebiegać. Liczę, że zwycięży pragmatyzm. Jedno jest jednak pewne: Brytyjczycy nie mogą wyjść z UE i odciąć się od zobowiązań przy jednoczesnym zachowaniu benefitów. Nie mogą zachować dostępu do wspólnego rynku bez wzajemności. To byłoby po prostu niesprawiedliwe wobec reszty członków Unii.

Kto – Trump czy Clinton – byłby lepszym dla Europy prezydentem USA?

Reklama
Reklama

Zdecydują Amerykanie. Bez względu na zwycięzcę obawiam się, że USA skręcą w alejkę izolacjonizmu. Wówczas Europa zostanie sama w niezwykle niestabilnym otoczeniu. W zasadzie taki zwrot w polityce USA już się dokonuje. Francuzi np. nie otrzymali wsparcia amerykańskiego w Mali przez trzy lata. To tylko powinno utwierdzić Unię, że trzeba liczyć na siebie i postawić na wspólną wojskowość.

Skąd wziął się zwrot świata w stronę radykalizmu i populizmu?

Zauważmy, że epicentrum globalnych napięć w zasadzie od ponad wieku jest Bliski Wschód. Powody są znane: konflikty w sferze etnicznej religijnej i gospodarczej. Tych problemów nigdy nie rozwiązano, udawało się je tylko ograniczać do regionu. Zabrakło chociażby wspólnej polityki dyplomatycznej Europy wobec bliskowschodnich rządów. To się zemściło i rozlewa się teraz na cały świat poprzez działania terrorystów. To podsyca strach, który jest podstawową pożywką dla ruchów radykalnych. Do tego dochodzą skutki kryzysu finansowego, z którego globalna gospodarka bardzo długo wychodzi.

Wychodzeniu z dołka miały pomóc programy bezprecedensowego luzowania polityki pieniężnej. Na razie nie zdają egzaminu?

Niestety nie zdają, zwłaszcza w strefie euro. Wspólna waluta była efektem kompromisu po upadku muru berlińskiego. Stworzenie euro było ceną, jaką Niemcy zapłaciły za swoje zjednoczenie. W zamian jednak zażądały pełnej niezależności Europejskiego Banku Centralnego. Problem w tym, że nie da się prowadzić skutecznej spójnej polityki pieniężnej w 19 różnych krajach. Uważam jednak, że kraje członkowskie strefy euro powinny stosować wspólną politykę pieniężną. Konieczna jest też wspólna polityka fiskalna. Strefa euro nie jest zła, jest po prostu niedokończona.

Opinie Ekonomiczne
Adam Roguski: Prognozy tylko dla odważnych
Opinie Ekonomiczne
Marcin Mazurek: Powell się stawia, a to wywraca stolik
Opinie Ekonomiczne
Od gospodarki nadmiaru do gospodarki umiaru
Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: Limes inferior po polsku. Niepokojące zjawisko na rynku pracy
Opinie Ekonomiczne
Prof. Sławiński: Papierowe zyski i straty banków centralnych
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama