Krajowa Sieć Kardiologiczna (KSK) miała być jednym z najważniejszych systemowych projektów w polskiej ochronie zdrowia ostatnich lat. Po latach pilotaży i sporów w końcu została ujęta w ramy ustawowe, a środowisko kardiologiczne liczyło na jej sprawne wdrożenie. Dziś jednak, mimo formalnych postępów, coraz wyraźniej słychać zaniepokojone głosy, czy reforma rzeczywiście ruszy zgodnie z planem i czy będzie wdrażana w nadchodzącym roku.
Uporządkować ścieżkę pacjenta
Choroby sercowo-naczyniowe pozostają główną przyczyną zgonów i niepełnosprawności w Unii Europejskiej. W Polsce skala tego obciążenia jest szczególnie widoczna: ok. 11 mln osób choruje na nadciśnienie tętnicze, 21 mln ma podwyższony poziom cholesterolu, niemal 2 mln żyje z chorobą niedokrwienną serca, a ok. 1,2 mln pacjentów zmaga się z niewydolnością serca.
Jak wskazują dane Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, w 2023 r. choroby układu krążenia odpowiadały za blisko 37 proc. wszystkich zgonów, co stanowi wynik wyższy niż średnia unijna. Jednocześnie szacuje się, że łączny koszt związany z ich leczeniem i konsekwencjami społecznymi sięga ok. 56 mld zł rocznie, czyli ok. 1,2 tys. zł na mieszkańca, uwzględniając zarówno bezpośrednie koszty opieki zdrowotnej i społecznej, jak i koszty pośrednie wynikające z opieki nieformalnej oraz utraty produktywności.
Odpowiedzią na te wyzwania ma być reforma systemu opieki kardiologicznej, której podstawę prawną stanowi ustawa o Krajowej Sieci Kardiologicznej, przyjęta przez Sejm na początku maja i podpisana przez prezydenta w połowie czerwca tego roku.
Choć nowe przepisy weszły już w życie, ustawodawca przewidział okres przejściowy. Faktyczne funkcjonowanie Krajowej Sieci Kardiologicznej ma więc rozpocząć się od 2026 r., natomiast rok 2025 został przeznaczony na przygotowania, obejmujące m.in. budowę struktury sieci oraz pierwszą kwalifikację ośrodków do poszczególnych poziomów referencyjnych.