Grzesiowski wskazywał na brak wpływu Rady Medycznej, działającej przy premierze Mateuszu Morawieckim, na decyzje rządu dotyczące pandemii COVID-19.

- Muszę się zgodzić z propozycją pana posła Janusza Kowalskiego - rozwiązanie Rady Medycznej przywróciłoby normalną sytuację. Rada Medyczna, która nie posiada wpływu na decyzje władz, jest niepotrzebna. Rada Medyczna powinna być rozwiązana, ponieważ jej obecny wpływ na decyzje władz jest zerowy, a niestety nazwiska członków tej Rady są wymieniane pod różnymi decyzjami, jako skonsultowane ze środowiskiem eksperckim. To jest wprowadzanie społeczeństwa w błąd. Później członkowie Rady mówią w mediach o tym, że ich rady nie są brane pod uwagę - mówił lekarz.

Rada medyczna powinna być rozwiązana, ponieważ jej obecny wpływ na decyzje władz jest zerowy

Paweł Grzesiowki, dr, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z COVID-19

Doktor przedstawił także jakie działania mogłyby pomóc opanować rozwój pandemii w województwach, w których jest najwięcej przypadków COVID-19.

- W województwach, gdzie sytuacja jest katastrofalna, czyli na Lubelszczyźnie, Podlasiu i Podkarpaciu, powinniśmy wejść w twardy lockdown. Należałoby przenieść naukę na zdalną lub hybrydową i ograniczyć mobilność osób niezaszczepionych, tworząc system wymagania certyfikatów (covidowych). To nie załatwia oczywiście sprawy i tam, gdzie jest najgorsza sytuacja, być może trzeba ogłosić całkowite zamrożenie mobilności, a więc pełny lockdown - byłaby to kwestia 2-3 tygodni. Potrzebujemy dać wytchnienie szpitalom, by tych przypadków było mniej. W tej chwili znalezienie miejsca w szpitalu w województwach wschodnich graniczy z niemożliwością - alarmował ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej.

Czytaj więcej

Minister zdrowia Adam Niedzielski
Niedzielski: Niezaszczepieni będą mogli potwierdzić swoje bezpieczeństwo

Grzesiowski nakreślił też obraz tego jak lockdown mógłby wyglądać dla województw, gdzie sytuacja pandemiczna jest lepsza, oraz wskazywał na problem niedoszacowania liczby chorych na COVID-19, co - jak twierdzi - ma być spowodowane m.in. zbyt małą liczbą wykonywanych testów.

- Pozostała część kraju mogłaby być wprowadzana stopniowo w prewencyjny lockdown. To nie byłby taki sam lockdown, jak rok temu, nie trzeba by było zamykać instytucji i usług. Natomiast w sposób wybiórczy zaplanować ograniczenie mobilności i interakcji dla ludzi niezaszczepionych. Kolejna sprawa to uruchomienie masowych testów - wciąż w Polsce wykonujemy dużo mniej testów, niż pozostałe kraje europejskie. Nie doszacowujemy liczby zachorowań około pięciokrotnie. W rzeczywistości mamy tych zachorowań około 100 tysięcy, a nie 20 tysięcy - wyjaśnił naukowiec.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ