Znowelizowana przez posłów [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=418910EE63B3E1C365A07259A6D4CEF4?id=179027]ustawa o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów[/link] zakłada, że pieniądze na ten cel nadal będą przekazywane z budżetu państwa, ale w oddzielnych pulach. Osobno szpital dostanie pieniądze za stwierdzenie śmierci człowieka, który ma być dawcą organów. W podzielonej na kilka etapów procedurze orzeka się śmierć mózgu i tylko na tej podstawie stwierdza, że od zmarłego można pobrać narządy – pieniądze będą pochodziły ze środków NFZ.
Oddzielnie natomiast będzie opłacane pobranie, przechowywanie i transport tkanek, wreszcie oddzielnie – sam przeszczep.
Lekarze z branży tłumaczą, że dzięki temu łatwiej im będzie rozliczać się z resortem. Był jednak jeszcze jeden powód zmian. Należało wykluczyć podejrzenia, że szpital chce specjalnie pozyskać narząd, by potem dostać pieniądze za jego przeszczepienie. Usunięcie wszelkich wątpliwości było tym ważniejsze, że posądzenia o nieprawidłowości w transplantologii pojawiły się dwa lata temu, w czasie największego dla tej specjalności polskiej medycyny kryzysu, który miał związek z głośnym aresztowaniem znanego kardiochirurga Mirosława G.
W nowelizacji została uregulowana sprawa przewożenia narządów przez granicę. Potrzeba na to będzie zgoda Poltransplantu – podlegającej resortowi zdrowia instytucji nadzorującej przeszczepy. Za brak zgody grozić będą trzy lata więzienia. Ma to wykluczyć handel narządami. W Polsce ten proceder jest od zawsze surowo zakazany.
Mają także zostać zaostrzone kary: za sprzedawanie cudzych narządów czy choćby pośredniczenie w tym grozić ma pięć lat więzienia (teraz trzy), a gdy to jest stałym źródłem dochodu – dziesięć lat.