Ministerstwo Zdrowia planuje rozszerzyć uprawnienia lekarzy rodzinnych. Zaczyna pracę nad przepisami, które umożliwią im wykonywanie pacjentom prostych zabiegów i badań.
Będą rozmowy
– W tej chwili nie zadeklaruję jednoznacznie, jakie badania będzie mógł wykonywać lekarz rodzinny, bo wszystko zależy od tego, co ustalimy wiosną podczas rozmów z organizacjami medyków – mówi „Rz" Sławomir Neumann, wiceminister zdrowia.
10 tys. lekarzy medycyny rodzinnej pracuje obecnie w Polsce
Wiadomo jednak, jakie propozycje mają organizacje lekarskie, z którymi urzędnicy już wstępnie rozmawiali. Przedstawiciele Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia (PPOZ) chcą np., by lekarz rodzinny mógł wykonywać swoim pacjentom echo-kardiografię, próbę wysiłkową, badanie holterowskie czy USG tarczycy.
– Dzięki temu moglibyśmy zdiagnozować pacjenta i pomóc mu szybciej niż specjalista. Do poradni specjalistycznej kolejki są przecież ogromne – zauważa Bożena Janicka, prezes PPOZ.
8 zł dostaje lekarz miesięcznie za każdego pacjenta umieszczonego na jego liście
Zaznacza, że lekarz rodzinny powinien także przeprowadzać u chorego pierwszorazowe konsultacje specjalistyczne. – To jest nasza codzienna udręka, gdy lecząc pacjenta, potrzebujemy konsultacji neurologa, kardiologa. Musimy na nią czekać sześć, osiem, dziesięć miesięcy – komentuje Janicka.
Podobnych zmian oczekują też przedstawiciele Porozumienia Zielonogórskiego, z którym ministerstwo także już rozmawiało.
– Większość tych prostych, nieskomplikowanych badań lekarze rodzinni już kiedyś przeprowadzali. Rządzący przesunęli je jednak do specjalistyki i spowodowali kolejki – twierdzi Jacek Krajewski, prezes federacji.
Koszyk określi
Rozszerzone uprawnienia lekarzy, Ministerstwo Zdrowia planuje dodać do rozporządzenia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej, czyli tzw. koszykowego. Teraz zgodnie z tymi przepisami, medyk rodzinny może wykonać choremu np. badania moczu, morfologię krwi, posiew z wymazu gardła czy zdjęcia radiologiczne zatok. Szkopuł w tym, że gdy stwierdzi jakieś schorzenie po tych badaniach, nie ma dalej żadnych uprawnień i znów musi pacjenta kierować do specjalisty.
Zarówno lekarze, jak i przedstawiciele ministerstwa są zgodni, że zmiany systemowe wymagają też zmian w finansowaniu medycyny rodzinnej. Teraz za każdego podopiecznego zapisanego na listę lekarza rodzinnego, medyk dostaje z NFZ 8 zł co miesiąc, niezależnie od tego, jak zajmuje się chorymi. Może ich mieć pod opieką maksymalnie 2,5 tys.
– Lekarze nie mają motywacji do przeprowadzania pacjentom badań, skoro co miesiąc i tak z NFZ płynie tyle samo pieniędzy. Oprócz stawki podstawowej trzeba rozważyć premiowanie lekarza za dodatkową opiekę nad chorym – podkreśla wiceminister Neumann.
Z brakiem motywacji nie zgadza się jednak Jacek Krajewski.
– Za obecne stawki niełatwo utrzymać przychodnię i personel. Trudno też jest dokładnie pochylić się nad każdym pacjentem, gdy tak jak teraz w sezonie grypowym do przychodni przychodzi ich nawet 70 dziennie – mówi.
Na lekarzy rodzinnych narzeka jednak często personel medyczny pracujący na szpitalnych oddziałach ratunkowych.
– Lekarze rodzinni oszczędzają na leczeniu ludzi, a do nas trafiają osoby z powikłaniami, bo nigdzie nie mogą znaleźć pomocy – mówi Piotr Dąbrowiecki z Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie. System medycyny rodzinnej, tak samo jak ratownictwa, wymaga zatem głębokiej przebudowy.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki k.nowosielska@rp.pl