Jeszcze kilkanaście lat temu praca w szpitalu wojskowym była bardzo atrakcyjna, ale teraz z roku na rok ubywa z nich lekarzy. Efekt? Ranni i chorzy żołnierze mogą nie mieć do kogo zwrócić się po pomoc. Wojsko odczuwa brak prawie 500 lekarzy. A Ministerstwo Obrony Narodowej zamiast zachęcić do pracy w wojsku, systematycznie tnie etaty. W 2008 r. było ich 1802. Na ten rok zostało 1211. Z tego obsadzonych jest zaledwie 748.
Brakuje pieniędzy
Dlaczego ubywa wojskowych lekarzy? Okazuje się, że szwankuje system finansowania, więc ich zarobki są mało atrakcyjne.
– W cywilu mogą zarobić więcej – przyznaje ppłk Piotr Luczek z Instytutu Wojskowej Służby Zdrowia, jednostki podległej MON.
Na przykład doświadczony lekarz pułkownik otrzymuje, zgodnie z rozporządzeniem ministra obrony narodowej, ok. 6,8 tys. zł oraz 6 proc. dodatku za wysługę lat. Jeśli dowódca jednostki pozwoli, może otworzyć prywatny gabinet. Doświadczony specjalista zatrudniony na kontrakcie w szpitalu cywilnym może zarobić nawet kilkadziesiąt tysięcy.
Szkopuł w tym, że szpitale wojskowe są włączone w system powszechnego ubezpieczenia. Utrzymują się dzięki kontraktowi z NFZ, a uposażenia lekarzy w nich pracujących określa minister obrony w rozporządzeniu.