Jak to działa? Cząsteczka, spoczywająca na miedzianej powierzchni pod wpływem ładunku elektrycznego obracała ramionami zbudowanymi z atomów węgla i wodoru, mając za swą oś obrotu atom siarki. Ramiona cząsteczki mogą w kolejnych badaniach posłużyć jako proste przekładnie lub koła zębate napędzające sąsiednie molekuły.

Silnik molekularny podczas badań był zasilany elektronami z metalowej końcówki nowoczesnego niskotemperaturowego skaningowego mikroskopu tunelowego. Osiągnięcie jest dziełem naukowców z zespołu Charles'a Sykesa.

Pomysłodawca wróży potencjalne zastosowanie takich silników w instrumentach medycznych zawierających mikroskopijne rurki służące np. podawaniu drobnych ilości cieczy.

– W tak małych skalach tarcie cieczy o brzegi rurki zwiększa się, a pokrycie ścian silnikami może pomóc w jej przepływie – tłumaczy Sykes.

Zanim jednak takie silniki trafią do użytku, naukowcy muszą poradzić sobie z barierą temperatury ich pracy. Badany silnik wykazywał sprawność w temperaturze parę stopni powyżej zera bezwzględnego. Wraz ze wzrostem temperatury prędkość obrotów również wzrastała, uniemożliwiając dokonywanie pomiarów. Przy -173 stopniach Celsjusza wykonuje on ponad milion obrotów na sekundę.

– Nie jest tak, że nie możemy pracować w wyższej temperaturze, ale wtedy po prostu zbyt wiele się dzieje – mówi Sykes. – Przy takiej prędkości to tylko mglista plama.

Sykes ma zamiar zgłosić molekularny silnik, wielkości zaledwie jednego nanometra, do Księgi rekordów Guinnessa. Jeśli zostanie przyjęty, zdeklasuje obecnego rekordzistę z 2005 r. Liczący 200 nm silnik skonstruowany na bazie węglowej nanorurki. Dla porównania grubość ludzkiego włosa to ok. 60 tys. nanometrów.